Tajemnicze i niezwykłe miejsca w naszych lasach: Drzewa wysokie do nieba

Renata Ochwat 95 722 57 72 [email protected]
Rzeczywiście drzewa, które pokazuje nam nadleśniczy Jan Rurek robią majestatyczne wrażenie fot. Kazimierz Ligocki
Marzy wam się las, woda, grzyby, jagody, wygodne drogi do chodzenia po lesie i mało ludzi? Zabierzcie plecak, lekki namiot, trochę jedzenia i jedźcie w okolice Bierzwnika. Tego wszystkiego, co wam potrzeba, właśnie tu znajdziecie.

PRZYRODA NA ŚCIEŻCE

PRZYRODA NA ŚCIEŻCE

Dla tych, co nie lubią zbaczać z szlaku można polecić ścieżkę dydaktyczną nad jeziorem Bierzwnik. Wygodna, dobrze wytyczona liczy 6 km. Po drodze przepiękny las mieszany. Można dostrzec kalinę koralową i kruszynę pospolitą. Ta pierwsza jesienią ma czerwone owoce, ta druga czarne. Ze ścieżki można sobie też popatrzeć na wyspę na jeziorze. - No niestety, to ścisły rezerwat, tam się nie przeprawiamy - mówi nadleśniczy Jan Rurek. Trasa spacerowo-edukacyjna kończy się niedaleko wsi Starzyce. Jej przejście zajmuje dla wprawnych około godziny, dla mniej wprawnych nawet i cztery godziny, jeśli ktoś ma ochotę przysiąść na ławkach specjalnie tu rozstawionych.

- Nadleśnictwo ma 19 tys. hektarów. Na naszym terenie mamy 36 jezior, wszystkie pierwszej klasy czystości - opowiada nadleśniczy Jan Rurek. Tutaj niemal wszyscy żyją z lasu, bo pokrywa większą część powierzchni. Po sąsiedzku zresztą leży jeden z piękniejszych kompleksów leśnych - Drawieński Park Narodowy.

Ale na terenie nadleśnictwa można spotkać nie tylko piękne lasy. To właśnie tu leśnicy podczas prac znaleźli płytko zagrzebany w ziemię pomnik pamięci mieszkańców tych ziem poległych podczas I wojny światowej. - Przecież to jest historia tych ziem. Co z tego, że kiedyś mieszkali tu Niemcy. Teraz powinniśmy zadbać o ślady przeszłości - mówi nadleśniczy Rurek. No i leśnicy ustawili go na pewnej krzyżówce, ale monument łatwo znaleźć. Do tego co i rusz natknąć na kamienne słupy, które niegdyś służyły za drogowskazy. Leśnicy troszkę je odnowili i ustawili na leśnych rozstajach.

No i na terenie całego leśnictwa jest prawdziwa rzadkość - kamienne drogi wybrukowane przez francuskich jeńców po przegranej wojnie francusko-pruskiej w 1871 r. Są w zaskakująco dobrym stanie i leśnicy do dziś używają ich do transportu leśnego. A turystom, którzy się zdecydują pokrążyć po leśnych ścieżkach, znakomicie ułatwią marsz podczas słonecznych dni. Bo gdy inne dukty straszą kurzem, na jenieckich drogach nikomu to nie grozi.

Jednym z ciekawszych miejsc w nadleśnictwie jest zespół starych, wysokich sosen, zwany przez leśników fachowo drzewostanem zachowawczym. Można tu zobaczyć okazy mające nawet po 170 lat.
Aby tam dojechać trzeba w Bierzwniku wybrać drogą na Drezdenko, potem skręcić w lewo na Radęcin. Po drodze przekraczamy rzekę Korczynkę i po chwili jesteśmy w ślicznej wiosce Żółwin. - To jedyna mi znana wieś, gdzie mieszkańcy sami wybudowali amfiteatr i aż tak dbają o prządek - mówi Jan Rurek. Tu z oddali łyska jezioro Radęcin, które swój początek ma w Łasku. Jeszcze trzeba przejechać kilka kilometrów i warto przy tym dość uważnie patrzeć na szpaler rosnących wzdłuż drogi drzew.

W pewnym momencie zaczyna się bowiem po lewej stronie drogi jedyny w swoim rodzaju napis: "Kasiu wyjdziesz za mnie". Każda litera wypisana jest na jednym drzewie. - Ot romantyczne wyznanie - śmieje się nadleśniczy. W samym Radęcinie warto się zatrzymać przy pamiątkowym głazie z 1914 r. - To też inicjatywa mieszkańców - wyjaśnia nadleśniczy. Za wsią drogowskaz kieruje na Radachowo, ale mu jedziemy w lewo i po chwili samochód podskakuje na dość wyrobionym bruku położonym ręka francuskich jeńców. Po kilkuset metrach w lewo w las odchodzi droga. Trzeba w nią skręcić i po piasku dojść też jakieś 200 m do poniemieckiego głazu. Szara granitowa tafla ozdobiona jest reliefem z Krzyżem Żelaznym i nazwiskami poległych. To pamiątka byłych mieszkańców poległych w I wojnie światowej. leśnicy ją znaleźli nieopodal.

MOŻNA ZOBACZYĆ RYBOŁOWA

MOŻNA ZOBACZYĆ RYBOŁOWA

Wśród rzadkości występujących na terenie nadleśnictwa Bierzwnik jest rybołów. To bardzo rzadki duży ptak drapieżny, którego w Polsce spotkać można tylko na dwóch obszarach: na Pojezierzu Mazurskim i Pomorzu Zachodnim. Ponoć jego gniazda można spotkać też w Wielkopolsce. Cała populacja w naszym kraju wynosi około 70 - 75 par. Jest objęty całkowitą ochroną. Nie wolno się zbliżać do gniazd na odległość od 200 do 500 m. I być może dlatego leśnicy niechętnie mówią, gdzie go można zastać. Ale jak ktoś ma szczęście, to ujrzy go w locie. Poznać go można po ubarwieniu. Wierzch ciała brązowy, brązowy pas biegnie również od oka, bokiem szyi na grzbiet.

My jednak tą samą drogą wracamy na brukówkę. Po prawej stronie drogi mamy śliczny sosnowy las - otulinę Drawieńskiego Parku Narodowego. Po kilku kilometrach przy tablicy oznajmiającej, że jesteśmy w Drawieńskim Parku Narodowym znów skręcamy w lewo i wjeżdżamy w piękny, czysty, zadbany las sosnowy. Brukowa droga wyprowadza nas do kamiennego wskaźnika i znaku na Rokiety.

Ty skręcamy w prawo i dalej jedziemy ślicznym sosnowym lasem. A po chwili dojeżdżamy do zadbanego miejsca wypoczynku. Można tu nawet rozpalić ognisko. W dole połyskuje tafla jeziora Kołki. I tu już możemy założyć pierwszy biwak. Bo nad Kołkami jest jedno z 10 biwakowisk wyznaczonych przez nadleśnictwo.
Po chwili wypoczynku jedziemy dalej i skręcamy w prawo w pierwszą, piaszczystą i wyboistą już drogę. I to właśnie ta drożna doprowadza nas do drzewostanu zachowawczego. - No po prostu czapki z głów przed takimi drzewami - mówi nadleśniczy.

Rzeczywiście drzewa robią majestatyczne wrażenie. Widok na potężne sosny, jakich praktycznie już nie ma, powoduje że człowieka zatyka z wrażenia nad potęga natury. - Każde z tych drzew jest w specjalnym rejestrze. Rosną aż do swojej naturalnej śmierci. Nam one służą do zbierania nasion - mówi J. Rurek. Potem jeszcze kawałek prosto, i w lewo i znów dojeżdżamy do francuskiej brukówki. Mniej zorientowani w leśnych wyprawach powinni wrócić nad Kołki i trochę odpocząć. Bo dalej zaczyna się plątanina dróg i ścieżek, która doprowadza do kolejnego urokliwego miejsca - na styku jezior Smolarz i Brzegi mieścił się pałacyk … pierwszego łowczego III Rzeszy, samego Hermana Goeringa.

Jeśli ktoś ciekaw, a warto tu zajrzeć, najlepiej poprosić miejscowych o wskazanie drogi, albo zapytać w nadleśnictwie, czy ktoś nie poprowadziłby w to czarowne miejsce. Widok warty Rzymu. A rosną tu przedziwne i obce dla typowego lasu drzewa jak: lipa, olbrzymia daglezja, akacje, śnieguliczki czy przepiękne mahonie - krzewy - symbole amerykańskiego stanu Oregon. A jak się człowiek dobrze rozejrzy, to zobaczy … żywopłot z grabów, co na pewno sam z siebie nie urósł. Cicho tu spokojnie, daleko od cywilizacji.

Nie tylko wiekowe czaple są siwe

(fot. fot. Paweł Janczaruk)

TEN KLASZTOR ROBI WRAŻENIE

Jeden z najważniejszych zabytków na Pomorzu Zachodnim. Przepiękny stary kościół z resztkami zabudowań wokół. Robi niesamowite wrażenie i sprawie, że do Bierzwnika się wraca po raz kolejny. Fundatorami opactwa byli margrabiowie brandenburscy ze starszej linii Askańczyków. Pierwsza wiadomość o Bierzwniku zanotowana w Statutach pochodzi dopiero z 1303 r. Ponoć pierwsi mnisi pojawili się tutaj 11 czerwca 1294 r. Cystersi osuszali teren, budowali kanały i wznosili tamy, czasem wyrządzając przy tym szkody sąsiadom. We wnętrzach poklasztornych zachowało się wiele cennych detali architektonicznych, z których najciekawszy jest zespół wsporników sklepiennych, udekorowanych motywami roślinnymi, ludzkimi twarzami, twarzami diabłów czy tez głową wołu ozdobioną koroną.

Przepiękny ptak o siwawym ubarwieniu. W Polsce objęta ochroną nawet na terenach stawów hodowlanych. Kiedyś człowiek intensywnie na nią polował dla jej długich piór zdobiących szlacheckie czapki - stąd: powiedzenie: pana poznać po czaplej kicie. Na terenie nadleśnictwa jest około 50 czaplińców, czyli kolonii tych ptaków. Cechą charakterystyczną dla tych ptaków jest szyja esowato wygięta do tyłu w czasie lotu. Nie mają tego bociany, z którymi najczęściej w locie bywają mylone. Mają żółte dzioby i żółtobrązowe nogi. Wydają odgłosy przypominające ochrypłe "kwora", "kraar"", które wydają zarówno w locie, jak i na gnieździe. Młode nieustannie wydają skrzekliwe "kekekeke", podobne do kwiku prosiąt, po czym można rozpoznać lokalizację ich kolonii. W czasie polowania czaple się nie odzywają.

Czytaj e-wydanie »

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie