Gaja Grzegorzewska, "Betonowy pałac": Blizny, które bolą jak cholera

Zdzisław Haczek/Gazeta Lubuska
Rodowita krakowianka Gaja Grzegorzowska opisuje swoje miasto językiem brutalnym, skrzącym czarnym humorem.
Rodowita krakowianka Gaja Grzegorzowska opisuje swoje miasto językiem brutalnym, skrzącym czarnym humorem. Jacek Kołodziejski
"Betonowym pałacem" (Wydawnictwo Literackie, Kraków 2014) Gaja Grzegorzewska wydobywa się na powierzchnię ukochanego (?) Krakowa. Porzuca morderczy labirynt modnego klubu ("Noc z czwartku na niedzielę"), wydostaje się z krypty ("Grób").

Laureatka Nagrody Wielkiego Kalibru — najważniejszego w Polsce lauru dla powieściopisarzy kryminalnych - zaprasza swoich bohaterów (i nas przy tym) do ponurego bloku, strzeżonego przez kiczowate lwy i tępych karków. To tytułowy pałac - siedziba przebiegłego Opiekuna - władcy Osiedla, o którym większość mieszkańców Krakowa wolałaby nie wiedzieć.

To tu wraca Profesor - nasz narrator z mroczną przeszłością. Gdzieś tam szaleje psychopatyczny morderca Rzeźnik, który lubi wydłubać ofierze oczy i trzymać przy życiu jeszcze kilka dni, ale Profesor dostaje inne zadanie: ma odnaleźć piękną żonę opiekuna. Inaczej... No nie jest to opowieść dla miłośników grodu Kraka z pocztówki: z obwarzankami i Bracką, gdzie Turnauowi ciągle pada deszcz.

Tym razem to nie Julia Dobrowolska, prywatna detektyw, która pojawiła się już w debiucie krakowianki "Żniwiarz", bryluje na 500 stronach powieści, ale ta piękność z blizną na twarzy ma sporo w śledztwie Profesora do powiedzenia. Łączy ich bowiem bolesna, zakazana, wstydliwa namiętność (czy jeszcze uczucie?) sprzed lat. I to właśnie ta psychodrama zajmująco podsyca płomień niepokoju dosłownie do ostatniej linijki.

Co nie znaczy, że intryga kryminalna schodzi na drugi plan. Jakżeż można uciec od tej galerii ikon półświatka! Miłośnik patroszenia Pan Dobra Nutka, morderczo żądlący Kakałko, wykastrowany Król, nadworny medyk mafii - doktor Judym, krakowska podróba laleczki Chucky - Mała Caryca... Ten zastęp spokojnie mógłby zasilić kolejny film Tarantino czy Ritchiego. I ma rację aktorka Magdalena Cielecka, która po lekturze "Betonowego pałacu" podkreśla filmowość powieści.

Kaskadę patologii i dialogów, których stałym motywem jest "dupcenie", ciekawie stabilizują motta rozdziałów: cytaty z kina ("Obywatel Kane" Wellesa, "Casablanka" Curtiza, "Lolita" Kubricka, "Chinatown" Polańskiego) i piosenek ("O Children" Nicka Cave'a & The Bad Seeds, "Sympathy for The Devil" The Rolling Stones). Dodają smaczku do świetnie przyrządzonego dania, które pochłania się łapczywie, krojąc kęsy... maczetą. Czyli ostatnio bardzo po krakowsku.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na gazetalubuska.pl Gazeta Lubuska
Dodaj ogłoszenie