MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Cyrk osobliwości Olafa Derliglasoffa to mieszanka charakterów i stylów, potężna dawka muzyki i energii scenicznej

Jacek Katos
Nawet najbardziej kameralne koncerty z udziałem Olafa Deriglasoffa to potężna dawka energetycznego rock’n’rolla i pozytywnej energii. Będziemy mieli okazję się o tym przekonać już 26 kwietnia w gorzowskim klubie SEJF. Tego wieczoru usłyszymy kawałki z repertuaru jego sztandarowego projektu CYRK DERIGLASOFF. Ale nie tylko.

Jedne z najbardziej wyrazistych zmian, które zachodziły w Polsce w okresie transformacji, dotyczyły kultury. W tym muzyki. To była eksplozja nowych trendów, brzmień, wykonawców. Ogólnopolski boom muzyki alternatywnej pełnej młodzieńczego buntu i wyzwolonej z cenzury energii. Z czasem najbardziej oryginalni i ambitni rock'and rollowi buntownicy z tamtego okresu stali się wytrawnymi muzykami poszukującymi nowych brzmień. Otwarci i czujni na to co dzieje się wokół nich, zawiązywali artystyczne przyjaźnie, wymieniali się pomysłami, wspierali twórczo, przeplatali składami, coraz bardziej popularnych, zespołów. Tak ewoluowała polska scena muzyczna jaką znamy dziś. Jednym z najbardziej charakterystycznych artystów, którzy uczestniczyli w tej metamorfozie polskiej sceny jest Olaf Deriglasoff – autor tekstów, muzyki, aranżacji i producent muzyczny. Ale przez cztery dekady współpracował z takimi artystami jak Tymon Tymański, Kazik, Kasia Nosowska Macej Maleńczuk czy Arkadiusz Jakubik. Jego sztandarowym projektem jest Cyrk Deriglasoff.

Doskonałym obrazem pokazującym kumulację młodzieńczego, rockandrollowego buntu, w tym walki z wciąż żywą cenzurą, na polskiej scenie lat 80. był film Piotra Łazarkiewicza "Fala" opowiadający o ffestiwalu w Jarocinie. Deriglasoff debiutuje tam jako lider zespołu "Dzieci Kapitana Klossa". Od początku daje się zapamiętać jako charyzmatyczny, oryginalny, niepokorny i pełen artystycznej ironii autor i wykonawca.

Artysta tak wspomina tamte czasy

Olaf - No cóż, mimo iż była to rzeczywistość skrajnie odmienna od tej, w której żyjemy obecnie, komunistycznie przaśna, pełna programowej ucisku i przemocy władzy w stosunku do obywateli, wspominam te czasy całkiem nieźle. Co prawda opresyjny system dawał nam wszystkim nieźle w kość, ale to z kolei powodowało, że mieliśmy tysiące powodów, by działać na pełnych obrotach, nieustannie stawiać opór i ochoczo sypać piach w tryby tej bezdusznej, można by rzec kawkowskiej machiny. Nasza muzyka, nasze idee, nasza uliczna niepokorna kontrkultura była dla nas w tamtych czasach wszystkim co mieliśmy. I choć bez wątpienia brzmi to dziś nieco weterańsko, to nas napędzało i dawało nam niesamowitego powera.

Cieszę się że mówisz o ironii w kontekście moich tekstów, bo to rzeczywiście od zawsze mój podstawowy środek wyrazu. Niejako programowo stroniłem od deklaracji i tekstów śmiertelnie poważnych, od nazywania wszystkiego łopatologicznie po imieniu. Być może niektórzy odbierali to jako pozbawioną powagi wesołkowatość, ale zaręczam wam, że nieobca mi ani refleksja, ani poważniejsze przemyślenia. Po prostu gdy się pali i wali, ja wolę zachować resztki humoru i gdyby nie to moje podejście do życia pewnie dawno już rzuciłbym to wszystko i pogrążył się w pełnym goryczy zniechęceniu. Niestety żartobliwe teksty i sowizdrzalskie metafory nie uchroniły mnie w latach osiemdziesiątych od zderzenia się ze smutnymi panami z tworu oficjalnie nazywającego się Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk, czyli po prostu z komunistyczną cenzurą. Przed naszym występem w Jarocinie’85 oficjalnie zabroniono nam zagrać trzy z pięciu piosenek, które planowaliśmy wykonać. Mimo to postanowiłem piosenki owe zagrać, miejsca ocenzurowane przez komuchów zaznaczałem śpiewając pozbawione treści „lala, lala”. Publika doskonale wiedziała, o co chodzi, w tamtych czasach bowiem pojawiały się w prasie codziennej puste, białe niezadrukowane kolumny będące sygnałem dla czytelników, iż w tym miejscu miał być artykuł, który został ocenzurowany przez zidiociałą władzę ludową. Może dziś brzmi to trochę śmiesznie, ale w tamtych realiach był to konkretny wyraz buntu i niezgody.

Najbardziej charyzmatyczni i ambitni wykonawcy tamtego okresu pozostawili na stałe swoje muzyczne ślady w historii polskiej muzyki. Rockandrollowi bokserzy stali się zawodowymi muzykami. W kolejnych dekadach otwarci i czujni na to co dzieje się wokół nich, szukali nowych nowych rozwiązań. Zawiązywali artystyczne przyjaźnie, wymieniali się pomysłami, wspierali twórczo, przeplatali składami zespołów. Wspóltworzyli nowe projekty, nagrywali wspólnie płyty.

Polska sceny muzyczna ewoluowała i stawała się coraz mniej alternatywna. Bo punk rock miesza się z reggae, pop z folkiem, a jazz z bluesem z elektroniką, itd. Nie ma gatunków. Jest po prostu dobra jazda muzyczna. Deriglasoff pojawia się np. we wspólnych projektach z takimi artystami jak Tymon Tymański, Maciej Maleńczuk, Grzegorz Nawrocki, Tomek Lipiński czy Kazik.

Olaf - Zawsze uważałem, że dobry zespół to taki, w którym ludzie się kumplują, mam bowiem w swoim systemie operacyjnym wmontowane przekonanie, że podstawą budowania czegokolwiek jest nawiązywanie relacji. Po prostu działając w pojedynkę niewiele możemy zdziałać. Nie ma się więc co dziwić, że zawsze lubiłem poznawać nowych ludzi o podobnych poglądach i dążeniach, a jeszcze bardziej lubiłem łączyć siły i wspólnie tworzyć nową muzykę. W tym celu nawet opuściłem swoje ukochane Trójmiasto i przyniosłem się do Krakowa, a później do Warszawy. Dzięki temu nastawieniu i tej determinacji mogłem współtworzyć z tak wieloma artystami ze środowiska alternatywnego. To z kolei bardzo mnie otworzyło na nowe kierunki i stylistyki, moja perspektywa zaczęła poszerzać. Niestety często, żeby to wszystko osiągnąć, musimy opuścić swoją małą ojczyznę, pójść w świat, w nieznane, za siódmą górę i siódmą rzekę. Praca z każdym z tych tuzów była inna, inaczej się pracowało z Kazikiem, inaczej z Maleńczukiem, a jeszcze inaczej z Tymonem, Muńkiem czy Jakubikiem. To wielkie osobowości I chyba dla nikogo nie jest tajemnicą, że wielkie osobowości to także olbrzymie ego i święte przekonanie o swojej racji. Myślę, że fakt, iż wychowałem się w patologicznej rodzinie bardzo pomógł mi ich zrozumieć i znaleźć wspólny język z tymi nieznośnymi szaleńcami.

Doskonałym przykładem udanego muzycznego melanżu artystycznych osobowości jest płyta Yugoton/Yugopolis, gdzie Olaf Deriglasoff, bierze na siebie również odpowiedzialność producenta.

Olaf - Płyta Yugoton była dla mnie zupełnie nowym wyzwaniem, odkrywaniem nowych lądów, czyli w tym przypadku odpowiedzialnej i wymagającej wielu umiejętności i wyczucia pracy producenta muzycznego. Pomysłodawcą i osobą, która zaprosiła mnie do tego projektu był Grzegorz Brzozowicz, znany dziennikarz muzyczny, który z racji swoich bałkańskich kontaktów doskonale znał muzykę alternatywną krajów byłej Jugosławii. Przesłuchując tony materiału wybraliśmy kilkanaście piosenek, jednocześnie wymyślając kto owe piosenki miałby zaśpiewać. Utwory owe wziąłem później na warsztat, tworząc nowe aranżacje i nagrywając je wraz perkusistą w studiu. Dysponując tak przygotowanym materiałem zaprosiłem do studia: Kasię Nosowską, Tymona Tymańskiego, Kazika Staszewskiego, Grzesia Nawrockiego i Pawła Kukiza. Trzeba przyznać, że był to bardzo barwny przegląd osobowości i praca z każdym z nich ciekawą przygodą . Z niektórymi, jak na przykład z Kasia Nosowską czy Nawrockim pracowało się świetnie i szybko, a z innymi, na przykład z Kukizem praca, była mówiąc oględnie, mało satysfakcjonująca i wręcz nieudana. Ogólne doświadczenie, które zdobyłem pracując nad tą płytą, było bez wątpienia znaczącym kamieniem milowym na mojej ścieżce zawodowej, otworzyło mi to drzwi do nowego świata, jakim jest produkcja muzyczna i pozwoliło w przyszłości produkować płyty jednego z moich ulubionych artystów, czyli Arkadiusza Jakubika.

Wreszcie przychodzi moment, w którym Olaf Deriglasoff skupia się na realizacji własnych pomysłów zapraszając do współpracy innych muzyków. Jego sztandarowym projektem okazuje się być CYRK DERIGLASOFF. Skład zespołu to mieszanka wybuchowa. Zarówno jeśli chodzi o charaktery jak i style muzyczne, jakie reprezentowali. Bardzo szybko przylgnęło do nich określenie - "Wodewil Punk, czyli źli chłopcy śpiewają słodkie melodie".

Olaf - Bycie artystą niezależnym, czyli takim, który nie jest skrępowany żadnymi ograniczającymi wolność cyrografami, czytaj kontraktami z wytwórniami płytowymi, czy innymi cwaniackimi managerami, daje mi dosyć rzadką w tzw. szołbiznesie możliwość realizowania najbardziej nawet szalonych pomysłów. Taką ideą było skrzyknięcie grupy muzycznych wariatów, instrumentalnych woltyżerów i scenicznych zawadiaków, którzy wspólnie ze mną ruszyli w pełną przygód muzyczną podróż. Pomysł na stworzenie zespołu nazwie Cyrk Deriglasoff wziął się z tęsknoty za połączeniem punkowej energii z archaiczna mocą podwórkowej orkiestry dętej. Udało mi się ściągnąć do tej muzycznej bandy wyjątkowych instrumentalistów, jak choćby puzonistę Tomka Kasiukiewicza, artystę grającego w tak dużej liczbie znanych zespołów, że często nieco złośliwie (mea culpa) mówię o nim, że Kasiuk to nie gra tylko z Legią Warszawa, będącego członkiem orkiestry wojskowej ponad dwumetrowego tubistę Grzesia Pastuszkę, związanego z wrocławskim Capitolem saksofonistę Roberta Kamalskiego i perkusistę jazzowego Roberta Rasza. W kilka tygodni napisałem materiał na płytę, którą sam zrealizowałem i zmiksowałem w przydomowym studiu, po czym wydałem w swojej mikroskopijnej oficynie Laudanum Rekords. Wszyscy włożyliśmy w ten projekt mnóstwo pracy, a ja zdjąłem czapkę muzyka, by włożyć kapelusz managera i dzięki wrodzonemu darowi łagodnej perswazji zacząłem zmiękczać kamienne serca ludzi ze stacji radiowych i organizatorów koncertów i festiwali. Trochę to trwało, ale udało się i zaczęliśmy grać po całym kraju, stopniowo wskakując na coraz bardziej prestiżowe imprezy, było już super, coraz lepiej i… wtedy, wraz z resztą świata, nasz zespół na pełnej szybkości zderzył się z koronawirusową ścianą.

Czas pandemii dla wszystkich był okresem bardzo trudnym, w którym błyskawicznie należało się dostosować, wyznaczyć inny rytm dnia, zmienić przyzwyczajenia. A czasem wręcz znaleźć nowe pomysł na życie. Dla artysty muzyka, który wręcz uzależniony jest od aktywności zawodowej, interakcji z ludźmi i od 30 lat żyje na walizkach, lock down to cios.

Olaf - Jak dla wszystkich, pandemiczny lock down był dla mnie czasem niepojętnej dziwności. Że wspomnę tu na przykład kretyński urzędowy zakaz wchodzenia do lasu, który zresztą, jako właściciel psa, z rozkoszą łamałem każdego dnia. Gorzej było z życiem zawodowym, nasza rozpędzona koncertowa lokomotywa stanęła nagle pośrodku pola, a ja przez kilka tygodni zajmowałem się podpisywaniem masowo nadchodzących pocztą aneksów do zawartych wcześniej umów koncertowych. A jako, że granie muzyki to moje jedyne źródło utrzymania, po pewnym czasie zaczęło się robić dziwnie pusto w lodówce. Ale na szczęście siedzenie na tyłku i biadolenie to nie mój styl, więc szybko się ogarnąłem. Zaczął się czas kombinowania. Posprzedawałem więc trochę sprzętu, pozbyłem się motocykla i jakoś to było, jednocześnie cały czas tworzyłem nowe utwory i tak powstał pandemiczny kawałek pod tytułem Uwaga!Tańczyć!. Utwór zrobiony został zdalnie z kolegami z Cyrku, a klip zmontowałem z nadesłanych przez znajomych filmików nagranych w ogólnopolskim areszcie domowym. Piosenka ta była moją radosną i pełną energii odpowiedzią na pojawiające się w tamtym czasie smętne „hymny wsparcia”, gdzie śpiewany jęczliwym głosem, tekst opowiadał o tym, że „jeszcze kiedyś pójdziemy razem zaludnioną ulicą, ale raczej nie dziś”. Niespecjalnie na cokolwiek licząc opublikowałem kawałek na cyrkowym profilu i gdy zajrzałem tam po pewnym czasie, ze zdziwieniem stwierdziłem, że utwór zobaczyło i opublikowało na swoich profilach ponad 400 tysięcy osób. Całkiem nieźle jak na niezależną kapelę i sklecony w domu kawałek.

Ostatnia wizyta artysty na Ziemi Lubuskiej również jest artystyczną reakcją na pandemiczną ciszę i sposobem na niepoddawania się przygnębieniu, jakie stawało się wręcz normą. Mówimy tu o projekcie Deriglasoff/Nawrocki. Z tym projektem duet odwiedził mnóstwo „domówek” - to kolejna, wcześniej nieznana nam forma koncertowania, gdzie kontakt artysty z fanem zmienia swój charakter. Zmienia się dystans pomiędzy wykonawcą a słuchaczem, nawet opracowany już przekaz artystyczny od wykonawcy wymaga błyskawicznego określenia nowej formy występu. W 2022r. duet wystąpił w BWA Zielona Góra i gorzowskim Klubie MagnetOFFon.

Olaf - Jedną z moich naturalnych reakcji na problemy finansowe i zawodowe jest natychmiastowe obniżenie oczekiwań. Co to oznacza w praktyce? Że zamiast kombinować, jakby tu obejść system i załatwić w pandemicznych realiach jakieś granie dla wielkiego ośmioosobowego składu, postanowiłem namówić mojego przyjaciela, a zarazem świetnego artystę Grzegorza Nawrockiego z zespołu Kobiety, na stworzenie najprostszego możliwego składu, czyli na duet. A jako, że właściwie wszystko było pozamykane na cztery spusty, pomyślałem, że można by spróbować z domówkami. Znałem nawet odpowiedniego człowieka, niejakiego Borówkę, który specjalizował się w organizowaniu takich imprez. I w ten sposób ruszyliśmy z Grzegorzem w trasę po domach. Polegało to na tym, wędrując od miasteczka do miasteczka pojawialiśmy się pod wskazanym adresem, instalowaliśmy sprzęt nagłośnieniowy, robiliśmy próbę dźwięku, jedliśmy razem gospodarzami domowy obiad i byliśmy gotowi na przyjęcie publiczności, która zazwyczaj składała się z z powiadamianych pocztą pantoflową bliższych, bądź dalszych znajomych. Ludzie ci zwyczajowo przynosili ze sobą własne jedzenie i trunki, a my graliśmy za datki wrzucane do kapelusza. Genialne w swoje prostocie, zbliżające ludzi, budujące relacje sąsiedzkie, naturalne i zgrabnie omijające pandemiczne obostrzenia. Poznaliśmy w ten sposób wielu cudownych ludzi, z częścią z nich utrzymujemy bliskie kontakty do tej pory, a co najważniejsze nie siedzieliśmy bezczynnie na tyłkach w domu, tylko aktywnie działaliśmy, jak na lubiących przygody wędrownych grajków przystało. Warto tez dodać, granie do publiczności, która siedzi o metr od ciebie i patrzy ci głęboko w oczy to zupełnie inna sprawa niż granie ze sceny do tłumu, który znajduje się gdzieś tam w mroku. Tutaj nie ma miejsca na udawanie i zgrywanie gwiazdy. Trudno o bardziej osobistą formę kontaktu międzyludzkiego i w tym tkwi całe piękno tych koncertów. Dlatego też robię to do tej pory z wielką przyjemnością.

O tym jak bardzo "osobiste" ale i pełne naturalnego luzu i pozytywnego 'kopa"są koncerty Olafa Deriglasoffa, będzie można przekonać się już za tydzień (26 kwietnia) w gorzowskim Klubie Sejf, gdzie wystąpi z projektem CYRK DERIGLASOOFF SOLO. A biorąc pod uwagę jego talent do barwnych opowieści z życia i łatwość w nawiązywaniu kontaktu z publicznością możemy być pewni, że dobrej zabawy w Sejfie nie zabraknie.

Olaf
- Jako, że mam już jakiś tam dorobek i przez te 40 lat grania, komponowania i pisania tekstów trochę się tego uzbierało, w programie są zarówno stare znane publiczności utwory jak i rzeczy zupełnie nowe, nigdzie jeszcze niepublikowane. Ale to nie wszystko, przecież nie sama muzyką człowiek żyje, bo jako urodzony gaduła i zapalony opowiadacz, mam w zanadrzu dużo komicznych, a niekiedy i tragicznych opowieści z 1000 i jednej rockowych nocy, psoty, anegdoty i zmyślone na poczekaniu opowieści dziwnej treści. Planuję też niespodziankę o charakterze lokalnym, ścisłe związanym z Gorzowem, ale nie zdradzę szczegółów, bo co to by była za niespodzianka. Wpadnijcie i się przekonajcie sami, gwarantuje, ze będzie świetna zabawa.

My możemy już zdradzić zapowiadaną przez gwiazdę wieczoru niespodziankę. Oczywiście będzie to niespodzianka muzyczna. I jak najbardziej lokalna. Gościem Olafa Deriglasoffa będzie zielonogórsko gorzowska „Biała Ćma”. Na płycie „Pojawienia” zespół dał się już poznać z oryginalnych interpretacji wierszy lubuskich poetów. Obecnie przygotowuje nagrania do swojej drugiej płyty na której znajdzie się między innymi utwór do wiersza legendarnego gorzowskiego poety Kazimierza Furmana. Kto wie, być może usłyszymy ten utwór zagrany premierowo właśnie w piątkowy wieczór. Nowa płyta Białej Ćmy zapowiada też nową jakość w brzmienu zespołu. Do duetu Kajetan Suder, wokal , gitary (Zielona Góra) i Sebastian Siuda, gitary (Gorzów) dołączył Aleksander Mamet, gitary, instr. perkusyjne (Gorzów).

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Ewa Swoboda ze swoją Barbie!

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na gazetalubuska.pl Gazeta Lubuska