MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Kobiety w MZK w Zielonej Górze. Siedzą wysoko. Poszły do tej pracy, żeby coś zmienić w swoim życiu. Są zadowolone | WIDEO

Wideo
od 12 lat
Jeszcze się zdarza, że dzieci pomachają, kiedy zobaczą kobietę za kierownicę autobusu komunikacji miejskiej w Zielonej Górze. Paniom nie przeszkadzają gabaryty pojazdów, którymi kierują. Nie boją się i jednocześnie, nie tracą kobiecości. Jak się jeździ kobietom autobusami?

Pierwsze jest spojrzenie w lusterka na drzwi, czy są zamknięte. Potem zwalnia hamulec, włącza kierunkowskaz, bieg i rusza do przodu. Palce po kierownicy przesuwają się lekko, jak po klawiszach pianina. Paznokcie krótko obcięte. Na dłoni czasem cieniutka bransoletka. W uszach drobne kolczyki. Makijaż delikatny. Każda w zielonej koszulce polo i bluzie z logo firmy. To kobieta za kierownicą autobusu. Jeszcze zdarza się, że dzieci pomachają, kiedy zobaczą, że prowadzi. Czasem pomacha inna kobieta i popatrzy z podziwem.

Nowa praca. Zwrot o 180 stopni

Dorota Wcisło pracuje w Miejskim Zakładzie Komunikacji od listopada tego roku. – Chciałam zmienić coś w swoim życiu. I zupełnie zmieniłam swój zawód – przyznaje. – Zawsze lubiłam duże samochody. Dobrze się w nich czuję, a ta praca daje mi to, że nie przynoszę jej do domu – zachwala.

Zmiana ścieżki zawodowej w przypadku pani Doroty była totalna. Ostatnio prowadziła własną firmę, a wcześniej przez kilkadziesiąt lat pracowała w kadrach wielkich korporacji w Warszawie. – To pierwsza moja praca, co do której byłam pewna, że chcę to robić. Podoba mi się to, że jestem w szoferce, zarządzam sprzętem. Mam szefów nad sobą, ale jak pracuję, to jestem sobie szefem – mówi o podjętej odpowiedzialności.

Początki były trudne, tym bardziej, że pani Dorota mieszka w Zielonej Górze dopiero od czterech lat. Przez ten czas nie jeździła po mieście autobusami nawet jako pasażerka. – To, żeby nie pogubić przystanków, to był dla mnie wyczyn – wspomina z uśmiechem pierwsze kursy. Przyznaje, że zdecydowała się na wywrócenie życia o 180 stopni, ale wie, że warto było. Jest zadowolona. – Koledzy i koleżanki przyjęli mnie bardzo pozytywnie – zapewnia.

Edyta Puczko, któregoś dnia podjęła decyzję o zmianie pracy, bo miała dość rutyny, tego, że w zakładzie każdy dzień jest podobny do poprzedniego.

– Chciałam coś w swoim życiu zmienić – opowiada. – Ta monotonia, to, że przychodzisz i robisz to samo każdego dnia, to było dla mnie męczące. Lubię wyzwania, zrobić coś innego. Tutaj nie ma takich samych dni. Mimo, że będą te same linie, jest różne natężenie ruchu, różni pasażerowie i sytuacje – wymienia.

Prawo jazdy na autobusy już miała, potrzebny był tylko kurs na przewóz osób. I tak już jeździ autobusami MZK od 15 lat. – Gabarytu autobusu czy jazdy, tego się nie bałam. Ale ważna jest odpowiedzialność za ludzkie losy, za życie i zdrowie pasażerów. Wozimy ludzi do pracy, dzieci do szkół – podkreśla.

Agnieszka Wieruszewska ma prawo jazdy na wszystkie kategorie. Sama była instruktorką nauki jazdy kategorii B.

Kobiety w MZK w Zielonej Górze. Siedzą wysoko. Poszły do tej...

Baba za kierownicą. Nie czuje niechęci

Edyta Puczko słyszy czasem, jak pasażerowie komentują, że kiedy kobieta jedzie, to nie szarpie, jedzie wolniej. – Nieraz są sytuacje niebezpieczne, czy jakieś przy hamowaniu. Staram się, aby tego uniknąć, ale nieraz nie jest to zależne ode mnie – przyznaje.

Dobrze pamięta, że została bardzo ciepła przyjęta w pracy, nigdy nie odczuła niechęci wobec kobiety kierowcy.

– Kiedy przychodzimy na dyspozytornię, jest miło, jest śmiech. Często nasi panowie opowiadają, co się wydarzyło dzień wcześniej, jakieś zdarzenia czy dowcipy. Potem ten czas się kończy i idziemy sprawdzić auto, uruchomić i wyjechać na trasę. Fajnie jest jechać autobusem – zdradza i dodaje jeszcze, że nawet nie spodziewała się, że to będzie tak miła praca. Chwali atmosferę i zapewnia, że czuje się w niej, jak w domu.

Agnieszka Wieruszewska ma prawo jazdy na wszystkie kategorie. Sama była instruktorką nauki jazdy kategorii B. Jest kierowcą autobusu MZK Zielona Góra od 15 lat. Uważa, że jest to łatwiejszy zawód niż bycie instruktorem nauki jazdy. – Mama była z początku zdziwiona, że poszłam na kierowcę autobusu, tato również. Mam wszystkie kategorie prawa jazdy, więc może było mi łatwiej przystosować się do bycia kierowcą autobusu – zastanawia się. – Dzisiaj już nie ma takiego zdziwienia, jak kiedyś, teraz jest więcej dziewczyn wśród kierowców.

Pani Agnieszce zdarzyło się reanimować przechodnia na ul. Bohaterów Westerplatte. – Jechałam autobusem. Z racji tego, że mam doświadczenie w obserwacji terenu, widziałam, jak mężczyzna obsuwa się po samochodzie. Zaciągnęłam ręczny, wyskoczyłam i zaczęła się reanimacja. Od tamtej pory nie jest mi trudno podjąć taką decyzję o ratowaniu życia – zapewnia. Jako kierowca autobusu czuje się świetne. Podkreśla, że siedzi się wysoko. Widzi się wszystko lepiej niż inni uczestnicy ruchu, dlatego łatwiej też przewidzieć więcej sytuacji na drodze.

Mężczyzna, czy kobieta za kierownicą? Nie ma różnicy

Radosław Lotek jest kierowcą w zielonogórskim MZK od 25 lat. Podkreśla, że w tym zawodzie, zarówno panowie, jak i panie musza spełnić te same warunki. – Co jakiś czas robimy badania psychotechniczne, psychologiczne. Pani psycholog z nami rozmawia. Robimy różne testy, badania lekarskie – neurolog, okulista, jest tego trochę. Trzeba być zrównoważonym człowiekiem, zdyscyplinowanym i zdrowym psychicznie – wyjaśnia pan Radek.

Wspomina czasy, kiedy w firmie pojawiła się pierwsza kobieta. – Były już wtedy autobusy z automatycznymi skrzyniami biegów, nie było tego wajchowania, ale to były jeszcze początki automatów. Ona wsiadła i pojechała. To nie było takie łatwe, ale radziła sobie. Była bardzo koleżeńska i zawsze uśmiechnięta. Dzisiaj, nawet już człowiek nie zwraca uwagi na to, czy przyszła do pracy nowa pani, czy pan. Dzisiaj jest taka wygoda pracy, że chyba nie ma różnicy, czy kobieta, czy mężczyzna prowadzi autobus – podkreśla Radek Lotek.

Po Zielonej Górze jeżdżą w większości elektryczne pojazdy. – Myślimy nie tylko o pasażerach, ale też o pracujących w tych pojazdach, czyli o kierowcach. Dzisiaj kierowca ma indywidualną klimatyzację. Są bardzo wygodne fotele, które mają wiele stopni regulacji. Można dobrać odpowiednio do masy ciała, wygiąć w dwóch miejscach, stosownie do kręgosłupa. Jest poduszka, podłokietnik. Ergonomia dzisiaj na stanowisku kierowcy jest dużo lepsza i przyjaźniejsza niż w tych pojazdach, które były w latach 90. czy na początku 2000 roku – wyjaśnia Robert Karwacki, prezes Miejskiego Zakładu Komunikacji Zielona Góra. – Nawet zamawiamy mniejsze kierownice. Działa system wspomagania kierowania pojazdem, że nie potrzeba tyle siły, co kiedyś. Nie ma mechanicznych skrzyń biegów, jest automat, więc pewna czynność też odpada. Wduszanie wielokrotne sprzęgła w mechanicznej skrzyni biegów było dość uciążliwe.

Pierwsza kobieta, o której wspominał Radosław Lotek, przyszła do pracy w 2001 roku. Jeździła sześciometrowym minibusem.

– Dzisiaj współpracuje z nami kilkanaście pań, ale to też dzięki temu, że autobusy, które mamy w taborze, pozwalają już na to, żeby kobiety je prowadziły. Dawniej były ikarusy z manualnymi skrzyniami biegów, ciężko się te biegi wrzucało, ciężko było kręcić kierownicą. Autobusy są nowoczesne, wygodne, komfortowe. Prowadzi się je, można powiedzieć tak, jak samochód osobowy. Nie stanowi to wysiłku fizycznego, natomiast jest wysiłek psychiczny i koncentracja oczywiście jest tak samo wymagana. Każdy może popełnić błąd. Panie sobie radzą bardzo dobrze. Jesteśmy z nich bardzo zadowoleni – podkreśla Jacek Newelski, kierownik działu przewozów w MZK Zielona Góra. Jest miłośnikiem komunikacji. Od dziecka marzył o tym, żeby być kierowcą autobusu, teraz czasami mu się to udaje.

Plusy i minusy bycia kierowcą

Wszystkich kierowców na etacie w MZK w Zielonej Górze jest około 170. Pracują też kierowcy na umowę zlecenie, to łącznie ok. 185 osób, w tym ponad 15 to kobiety. Kierownik Newelski dodaje, że Zielona Góra jest jednym z niewielu miast w Polsce, w których nie brakuje kierowców miejskich autobusów.

– Dobrze się pracuje w naszej firmie. Szanujemy naszych pracowników. Jest dobra atmosfera. To też jest bardzo ważne, żeby pracownik chciał przychodzić do tej pracy, a nie przychodził ze stresem. Wiadomo, że sytuacje stresowe zawsze będą, one są naturalną sprawą. Ktoś niewłaściwie się zachowa w autobusie, ktoś na drodze się niewłaściwie zachowa. Oczywiście, jak pracownik popełni błąd, to nie głaszczemy go za to, ale też nie czekamy na jego błędy, żeby go za wszystko karać i za wszystko – tłumaczy.

Minusy tej pracy? Pierwsze autobusy wyjeżdżają wcześnie rano. Jacek Newelski przyznaje, że czasem kierowcy muszą nastawić budzik na godz. 2.30. Zdarza się też, że praca kończy się późno. Kierowcy pracują minimum dwa weekendy w miesiącu, często w święta. – To są takie sprawy, które życie rodziny troszkę spychają na boczny tor. Są wyzwania. Tę pracę przede wszystkim trzeba lubić, trzeba lubić jeździć autobusem – podkreśla.

Do plusów, zdaniem kierownika Newelskiego, należą nienajgorsze zarobki, pakiet socjalny i motywujące premie oraz nowoczesne autobusy.

– Przez ostatnie pięć lat został wymieniony cały park autobusowy, większość to autobusy elektryczne, które są komfortowe, zarówno dla pasażerów, jak i w prowadzeniu dla kierowców – podsumowuje.

Czytaj też:

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na gazetalubuska.pl Gazeta Lubuska