Nowosolanie uciekają na wieś

    Nowosolanie uciekają na wieś

    Wojciech Olszewski teren@gazetalubuska.pl

    Gazeta Lubuska

    Aktualizacja:

    Gazeta Lubuska

    Z miasta ubywa mieszkańców. W tym roku jest nas mniej niż 40 tysięcy. Jeszcze dekadę temu w mieście zameldowanych na stałe było nas ponad 43 tysiące. W 2005 roku już zaledwie nieco ponad 41 tys.
    Mieszkam w Modrzycy od listopada 2008 roku. Nie chcieliśmy z mężem mieszkać w bloku, więc oczywiste było, że się tu przeprowadzimy. Choć nie chciałam

    Mieszkam w Modrzycy od listopada 2008 roku. Nie chcieliśmy z mężem mieszkać w bloku, więc oczywiste było, że się tu przeprowadzimy. Choć nie chciałam mieszkać na wsi, to wiem, że jest blisko do miasta. Dostrzegam też inne zalety: tu lepiej jest wychowywać małe dziecko - mówi Agnieszka Tokarek spacerująca z synem Damianem. ©fot. Wojciech Olszewski

    Rok temu zbliżyliśmy się do granicy 40 tys. I wszystko wskazuje na to, że to nie koniec spadku. Zaczynamy zbliżać się do liczebności Żar, które mają niewiele ponad 39 tys. mieszkańców.

    - Według aktualnego stanu Nowa Sól ma 39 tys. 800 mieszkańców zameldowanych na stałe. Można doliczyć do tej liczby około 500-700 osób tymczasowo zameldowanych. Tendencja jest jednak ujemna: co roku ubywa nam ok. 200-300 mieszkańców - informuje Marek Kotarba, szef wydziału ewidencji ludności nowosolskiego urzędu miasta. Jego zdaniem nie miała na to wpływu emigracja młodych ludzi do pracy za granicą, lecz inny fakt. Nowosolanie migrują do sąsiednich miejscowości w otaczających miasto gminach. Tam kupują i budują domy, bo niższe są ceny i atrakcyjniejsze lokalizacje. Główne kierunki wyprowadzek to Modrzyca, Zakęcie, Rudno, Siedlisko i Lubieszów.

    - Obserwujemy ruchy migracyjne ludzi, często właśnie z Nowej Soli. W ubiegłym roku było blisko 100 osób, w tym ponad 50, ale o jakimś wzmożeniu zjawiska w ostatnim czasie nie możemy raczej mówić - stwierdza Agnieszka Nowak z wydziału ewidencji ludności w gminie Nowa Sól. Zauważa jednak, że gmina Nowa Sól liczy dziś ok. 6.700 mieszkańców a ich liczba się zwiększa. Najczęściej nowi meldują się w Lubieszowie, Rudnie, Kiełczu, Nowym Żabnie i Lubięcinie. - Słyszę często od meldujących się u nas nowosolan, że uciekają z miasta na wieś - dodaje A. Nowak.

    W gminie Otyń ostatnie lata doprowadziły do radykalnych zmian. Jeszcze niedawno najwięcej mieszkańców w gminie miał Niedoradz, tuż za nim był Otyń. Obie wsie liczą sobie po ok.1.470 mieszkańców. Tymczasem nastąpiła zmiana gminnego lidera. - Od ubiegłego roku najliczebniejszą miejscowością jest... Modrzyca. To szczególne miejsce, o największej dynamice. Miesięcznie meldujemy w niej 10-12 osób.

    Dziś Modrzyca liczy sobie 1.697 mieszkańców, to o ponad 300 osób więcej od Otynia i Niedoradza. - informuje Bogusław Janiszewski z Urzędu Gminy w Otyniu.

    W kilkudomowej wsi pomiędzy Nową Solą a Otyniem w ciągu kilku lat wyrosło osiedle domków jednorodzinnych. Bardzo modne, jak zauważa wielu nowosolan, i traktowane praktycznie jak dzielnica Nowej Soli. Nic dziwnego, gęsta zabudowa sprawia, że oddzielona jest od Otynia i Nowej Soli jedynie tablicami z nazwą. Podobnie zresztą przez wielu, jako niemal dzielnica traktowane jest Rudno. I niedługo być może dołączy Lubieszów.

    Czy można mówić o wyludnianiu się miasta? Zapewne nie. Byli mieszkańcy Nowej Soli nie zrywają z nią kontaktu, dalej w niej pracują i korzystają z jej ofert. To jednak zaczyna budzić konflikty interesów, jak na przykład uczęszczanie dzieci z wiejskich gmin do "miejskich" szkół i przedszkoli. Miasto nie chce dopłacać do dzieci z nie swojego terenu, a byli nowosolanie traktują to jako niezrozumiały urzędniczy zakaz. To doprowadza do szukania różnorakich wybiegów. - Ja jestem zameldowany w nowym domu, a żona u rodziców w Nowej Soli, dzięki temu mogliśmy zapisać dziecko do przedszkola w Nowej Soli - mówi jeden z mieszkańców Kiełcza.

    Nazwiska oczywiście nie ujawni. Jednak pokazuje to zjawisko, z którym trzeba będzie się w przyszłości zmierzyć. Może znów pojawią się samorządowcy postulujący połączenie Nowej Soli z którąś z sąsiednich gmin - Otyniem lub Nową Solą. Bo i takie pomysły, co kilka lat się pojawiają.

    Raczej też nie odbierze się nam statusu miasta prezydenckiego przyznanego w 1988 roku. Wtedy i tak Nowa Sól nie spełniała warunku miasta 50-tysięcznego. Dziś może częściej dochodzić do podobnych niezręczności, jak stwierdzenie dziennikarza "burmistrz Nowej Soli Wadim Tyszkiewicz" opublikowane niedawno w jednej z ogólnopolskich gazet. Być może też przy kolejnej reformie administracji ktoś to zauważy.

    Inny efekt spadku liczby mieszkańców może być dla nas odczuwalny znacznie szybciej. W Sejmie rozpoczęły się prace nad zmianami ordynacji wyborczej. Jednym z projektów jest wprowadzenie okręgów jednomandatowych w gminach do 40 tys. mieszkańców. Gdyby projekt przeszedł, wybory w Nowej Soli odbywałyby się inaczej. Wzrosłoby znaczenie naszego głosu oddawanego bezpośrednio na wybranego kandydata, a w ogóle nie liczyłoby się, z jakiej listy on startuje. Czy tak się stanie? Poczekajmy. Na razie na ostatniej sesji nowosolska rada miejska dostała pismo z prośbą o opinię w tej sprawie.

    Czytaj treści premium w Gazecie Lubuskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (1)

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    GazetaLubuska.pl poleca:

    Pracuj u nas - Seco Warwick zaprasza!

    Pracuj u nas - Seco Warwick zaprasza!

    Rezolutne przedszkolaki o świętach Bożego Narodzenia

    Rezolutne przedszkolaki o świętach Bożego Narodzenia