Piłkarze Lechii Zielona Góra dwa razy musieli gonić wynik i znów nie wygrali na własnym boisku

Cezary Konarski
Cezary Konarski
Piłkarze Lechii Zielona Góra zremisowali z MKS-em Kluczbork 2:2. Cezary Konarski
Sporo działo się na boisku piłkarzy Lechii Zielona Góra, którzy w kolejnym meczu trzeciej ligi zremisowali (2:2) z MKS-em Kluczbork. Gospodarze musieli gonić wynik spotkania, bo przyjezdni niespodziewanie dwukrotnie prowadzili.

Lechia Zielona Góra – MKS Kluczbork 2:2 (1:1)

  • Bramki: Ostrowski (29), Mycan (84) – Jaszczak (26), Przystalski (54 – karny).
  • Lechia: Fabisiak – Ostrowski, Babij, Kocik - Żukowski, Kaczmarczyk (od 46 min Maćkowiak), Król, Ekwueme, Małecki – Konieczny (od 67 min Wieczorek), Mycan.
  • Żółte kartki: Konieczny, Kocik, Ekwueme.

Zespół z Kluczborka jest niżej notowany od Lechii, dlatego kibice z pewnością mieli nadzieję, że zielonogórzanie wreszcie sięgną po komplet punktów na własnym boisku (w rundzie wiosennej jeszcze u siebie nie wygrali). Tymczasem piłkarze MKS-u postawili miejscowym ostry opór i mimo, że gra toczyła się przy przewadze podopiecznych trenera Andrzeja Sawickiego, to goście dwukrotnie prowadzili. W 26 min ich kontratak rozpoczął Bartosz Włodarczyk, dograł piłkę do Norberta Jaszczaka, który w polu karnym „położył” jednego z obrońców Lechii i bez trudu zdobył bramkę.

Zielonogórzanie natychmiast po stracie bramki ruszyli do natarcia. Jego efekty narodziły się bardzo szybko. W 29 min po rzucie rożnym Rafał Ostrowski głową skierował piłkę do bramki. Miejscowi do końca pierwszej połowy mieli zdecydowaną przewagę, co chwilę siali zagrożenie pod bramką rywala, ale nie potrafili skutecznie zakończyć akcji.

Po zmianie stron gra nieco wyrównała się, ale nieznacznie dominowali gospodarze. Zespół z Kluczborka za to groźnie kontratakował. Po jednym z ataków sfaulowany w polu karnym został Dominik Lewandowski, a Szymon Przystalski wykorzystując „jedenastkę” dał kolejne prowadzenie swojej ekipie.

WIDEO: Co mówił po meczu trener Lechii Andrzej Sawicki?

Mało brakowało, a MKS „dobiłby” Lechię na ok. 20 minut przed końcem meczu, bo w doskonałych sytuacjach, najpierw Kamil Witkowski, a za chwilę Bartosz Włodarczyk, trafiali piłką w słupek zielonogórskiej bramki.

W ostatnim kwadransie gospodarze przyspieszyli i w 84 min zdołali wyrównać po uderzeniu głową Przemysława Mycana. Chwilę później radość w serca zielonogórzan mógł wlać Jakub Babij, strzelał jednak za mało precyzyjnie. W doliczonym czasie gry, kiedy Lechia była w przewadze (kontuzjowany piłkarz MKS-u był poza boiskiem), gospodarzom niemal udało się zdobyć upragnionego gola. Niektórzy obserwatorzy spotkania twierdzą nawet, że bramka padła po tym, jak piłka prześlizgnęła się po poprzeczce, zanim wybił ją bramkarz z Kluczborka. Boczny sędzia kategorycznie twierdził jednak, że gola nie było.

- Na pewno cieszy to, że udało nam się dwa razy dogonić rywala. Pierwsza połowa była zgodna z przewidywaniami, goście grali cofnięci i liczyli na szybkie wyjścia - mówił Andrzej Sawicki. - Tu mieliśmy problem i dostaliśmy klasyczną karę. Oczywiście mieliśmy przewagę optyczną, cały czas próbowaliśmy się przebić, ale przeciwnik stał nisko i to nie było łatwe. Apelowaliśmy przed meczem o cierpliwe granie, właśnie o zmiany stron, żeby pomęczyć trochę rywala. Natomiast w pierwszej fazie drugiej połowy byliśmy trochę apatyczni. Moim zdaniem niektórzy już odczuwają skutki grania co trzy dni, bo oprócz ligi rywalizujemy też w Pucharze Polski. Najbardziej mnie boli sytuacja, po której straciliśmy bramkę z rzutu karnego. Było dwóch obrońców i jeden zawodnik z piłką, a daliśmy się w tak łatwy sposób ograć. To nie powinno się zdarzyć. No i był moment, że goście mogli zamknąć mecz. Generalnie chyba musimy cieszyć się z remisu, jest on zasłużony.

WIDEO: Trener MKS-u Kluczbork Tomasz Kazimierowicz.

Rafał Ostrowski, zdobywca jednej z bramek dla Lechii: - Pierwsza połowa i duży fragment drugiej połowy to nasze pukanie głową w mur. Mieliśmy plan na to spotkanie, widzieliśmy, że przeciwnik odda nam pole gry, ale tak naprawdę nie wiedzieliśmy co z tym zrobić. I dlatego zrobiło się nerwowo tym bardziej, kiedy straciliśmy bramkę. Szkoda, że w końcówce nie udało mi się zmieścić piłki w bramce, żeby nie byłoby spekulacji, czy był gol, czy go nie było. Trudno, taka jest piłka, szanujemy ten punkt, bo może być bardzo ważny w rozrachunku na koniec sezonu.

Totolotek Puchar Polski. Dwa szybkie ciosy przed przerwą i d...

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie