Piotruś leciał przez ręce, lekarka nie chciała nas przyjąć. Zobaczcie, jak działa SOR w Zielonej Górze - mówi pani Kornelia

Ilona BurkowskaZaktualizowano 
123rf
- Lekarka nawet nie spojrzała na dziecko, choć stałam tam 17 minut. Zabrałam więc synka ze szpitala w Zielonej Górze i uciekłam szukać innego, w którym ktoś się nim zajmie - opowiada Kornelia Masowska z Zielonej Góry, mama 3,5-letniego Piotrusia. Pomoc dla chorego malca uzyskała dopiero w Nowej Soli. - Inny świat. Lekarze z Nowej Soli uratowali moje dziecko - mówi kobieta i opowiada nam swoją historię.

Piotruś zachorował pod koniec stycznia. Miał wysoką gorączkę. - Myślałam, że to przeziębienie. Prywatnie zawołałam lekarza - opowiada mama 3,5-latka.

Diagnoza brzmiała: bardzo mocna angina. Lekarz mówił, że gorączka może się utrzymać dwa, trzy dni.
Po trzech dniach mały nadal gorączkował. Gorączka wzrosła do 41 stopni. - Zadzwoniłam do lekarza, a ten nie zastanawiając się, kazał jechać do szpitala. Powiedział, że podejrzewa mononukleozę zakaźną, chorobę często myloną z anginą, gdyż jej początki są niemal identyczne - opowiada kobieta. - Zadzwoniłam na oddział dziecięcy, powiedziałam w czym rzecz i że chcę przyjechać.
Usłyszała, że powinna jechać na szpitalny oddział ratunkowy (SOR).

Było po 16.30. Piotruś był niemal nieprzytomny. Płakał, gdy zakładała mu buciki i czapkę. Trochę zasypiał. Miał dreszcze. Mama owinęła go w kołdrę, wzięła książeczkę zdrowia i pojechała. W poczekalni SOR były inne osoby, niektóre również z dziećmi. Recepcjonistka kazała czekać.

- Mówiła, że zapyta lekarki, czy nas przyjmie. Po chwili wróciła z informacją, że lekarz gorączkującego malucha nie obejrzy i że mam szukać lekarza rodzinnego, bo „przecież są lekarze rodzinni, a skoro gorączka trwa trzy dni, to nie jest nagły przypadek...” - wspomina pani Kornelia.

Recepcjonistka kazała czekać. - Mówiła, że zapyta lekarki, czy nas przyjmie. Po chwili wróciła z informacją, że lekarz gorączkującego malucha nie obejrzy i że mam szukać lekarza rodzinnego, bo „przecież są lekarze rodzinni, a skoro gorączka trwa trzy dni, to nie jest nagły przypadek...”

- Zamarłam, bo mały leciał mi przez ręce. Nie wiem, skąd znalazłam w sobie siłę, by poprosić o odmowę na piśmie. Wtedy lekarka przyszła i oznajmiła bez emocji, że zostaniemy przyjęci i że mam czekać. Ale już nie mogłam czekać!

Mama mówi, że była tam kilkanaście minut (dokładnie 17 minut, co sprawdził dla nas szpital), a nikt nie spojrzał na jej dziecko. W sekundę uznała, że musi szukać pomocy gdzieś indziej. Wybiegła z małym i pojechała do szpitala w Nowej Soli.

Dziś uważa, że lekarze z Nowej Soli uratowali jej dziecko: - Interesował ich pacjent, a nie pouczanie zdenerwowanego rodzica. Od razu pobrano synkowi krew, zrobili wyniki, miał 41 stopni gorączki. Dostał kroplówki, antybiotyki. Po kilku godzinach jego stan się poprawił. To była opieka na poziomie Europy. Wysłuchali mnie. Tam nikt się nie wymądrzał, nie kazał czekać i nie odsyłał mnie do rodzinnego. Inny świat. Ale na pewno taki, jakiego oczekuje pacjent.

Jakie choroby dotykają dzieci i jak właściwie je rozpoznać? ...

Sylwia Malcher-Nowak, rzeczniczka szpitala w Zielonej Górze mówi, że nasza Czytelniczka spędziła na oddziale „zaledwie17 minut”. Potwierdza też, że „ze względu na reakcję matki na otrzymaną informację i żądanie oświadczenia odmowy przyjęcia na piśmie, sekretarka poprosiła lekarkę dyżurującą o osobistą rozmowę, a ta zadecydowała o przyjęciu dziecka na oddział. I że kazano im czekać.

Rzeczniczka dodaje, że „SOR pełni funkcję miejsca, gdzie udzielane są świadczenia zdrowotne pacjentom, u których występuje zagrożenie zdrowia lub życia. W ciągu trzech dni, kiedy dziecko gorączkowało można było skorzystać ze świadczeń lekarza POZ lub nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej.”

W wypisie z SOR w Nowej Soli czytamy: Rozpoznanie: „ (…) mononukleoza zakaźna, odwodnienie; przyjęty w stanie ogólnym średnim, gorączka 40,5 stopnia Celsjusza (…)”.

- Stan synka się pogorszył, ale dla lekarzy z Zielonej Góry nie był to sygnał, by się nim szybko zająć. Przecież to małe dziecko… Na co miałam czekać, skoro nawet sam fakt przyjęcia musiałam wybłagać… - denerwuje się Czytelniczka.

W wypisie z SOR w Nowej Soli czytamy: Rozpoznanie: „ (…) mononukleoza zakaźna, odwodnienie; przyjęty w stanie ogólnym średnim, gorączka 40,5 stopnia Celsjusza (…)”.

S. Malcher-Nowak dodaje, że „w celu wyeliminowania podobnych sytuacji w przyszłości, zwrócono uwagę personelowi, aby zbierał dokładniejszy wywiad od zgłaszających się pacjentów i ich rodzin.”
- Dobrze wiem, że dopóki nie stanie się tragedia to szpital zawsze będzie bronił swojej racji, ale chcę, aby jak najwięcej osób dowiedziało się o naszej historii. By nikt inny nie został już tak potraktowany... – mówi pani Kornelia.

Czytaj też:
Lekarze przyjmujący w niedzielę i święta w Lubuskiem [WYKAZ]

Zobacz wideo: "Cały trząsł się i upadał". 39-letni mężczyzna zmarł po dziewięciu godzinach oczekiwania szpitalu w Sosnowcu

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 40

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

B
Bogdan

SOR-y ... TO UMIERALNIA

G
Gość

PRZEDE WSZYSTKIM NALEŻY IŚĆ DO LEKARZA RODZINNEGO CZEGO MATKA PRZEZ 3 DNI NIE UMIAŁA ZROBIĆ. POTEM LEKARZ RODZINNY W RAZIE BRAKU POPRAWY KIERUJE DO ODPOWIEDNIEGO ODDZIAŁU. MATKA OMIJAJĄC WSZYSTKIE PROCEDURY SAMA NARAZIŁA DZIECKO A SOR NIE JEST OD TEGO ŻEBY ROZWINĄĆ CZERWONY DYWAN I W 2 MINUTY PRZYJĄĆ Z OTWARTYMI RAMIONAMI. TROCHĘ ZDROWEGO ROZSĄDKU.

A
Adam

Dyrekcja jest nieudolna. Tyle czasu szpital ciężko pracował na dobrą opinię, a od kilku lat wszystko się rozłazi w szwach, nikt nie potrafi trzymać w karbach tego szpitala, ehhh

G
Gość

Dajcie lekarzom więcej podwyżek........

G
Gość

Najgorszy jest fakt,że chyba w całej Polsce podobne sytuacje.Na początku marca t.r córka zadzwoniła na pogotowie w Zabrzu ( śląsk) późną nocą,że wnuk ma temperaturę i ciężko dyszy.Dyspozytorka nakrzyczała na córkę ,że karetka nie będzie jechała do mierzenia temperatury ....Córka rozpłakała sie z nerwów i rozłączyła po czym po chwili dyspozytorka dzwoniłą do niej ,ale nie odebrała telefonu,wkrótce przyjechała jednak karetka, córka nie chciała wpuścić ,ale poprosili ją o spokój i zobaczyli małego,po badaniu stwierdzili iż jednak zabiorą ich do szpitala ,żeby lekarz obejrzał wnuka ,oczywiście nie obyło się bez ironi na izbie przyjęć ,że do gorączki karetka......
Po zbadaniu prze lekarza okazało się ,że mały ma ostre zapalenie krtani ,krtań mocno sie zapadła co mogło skutkować nawet uduszeniem się,na szczęście skonczyło sie wszystko dobrze,ale gdyby nie przyjechała karetka??....

P
Pacjent

Najtragiczniejszy w tej historii jest fakt, że pacjent potrzebujący pomocy medycznej oczekuje ratunku w szpitalu a tam odbija się od "władczej SEKRETARKI" , która jak halabardnik stoi na straży u wejścia do lekarza, a ten nawet nie raczy rzucić okiem na chorego i nie pogadasz, jesteś uzależniony od niej i sposobu w jaki przekaże informacje.
Tego tupu historie dzieją się codziennie na wielu SORach. Życzę wszystkim więcej empatii dla PANI DOKTOR też.

M
Macie wawa

Niestety w polska kraj demokratyczny a wszystko maja w d....!

M
Maciek warszawa

Sporo sie mowize turcja jest taka czy owaka. Ale tam by ich posadzili za takie cos. A ja to szanuje.

b
barnaba

Z mononukleozą na Oddział Ratunkowy... Polska to bardzo bogaty kraj. Na taki luksus nie stać chyba nawet Dubaju.

G
Gość

Szpital w Nowej Soli również wykazał się nieznajomością procedur. Na mononukleozę nie podaję się antybiotyków. To jest choroba wirusowa!!!

W
WaraOdMojejSkladki

Pani lekarka powinna zostać odnotowana, że naraża życie i zdrowie pacjentów nie udzielając im pomocy w sytuacji poważnego zagrożenia zdrowia i życia. Jeśli sytuacja się powtórzy powinna stracić możliwość wykonywania zawodu. Osoby szkodzące pacjentom, żerujące ne publicznych pieniądzach powinny być usuwane z placówek. Niech spędza wakacje poza szpitalem.

m
madki potrafiom

Artykuł jest jakąś parodią:
- 17 minut czekała. Boże, skandal. Prawie z głodu umarła.
- dostał antybiotyki i od razu pomogło - bzdura. Mononukleoza to choroba wirusowa.
Gdyby baba zamiast na wódę wydała trochę grosza na środek przeciwgorączkowy nie byłoby to wszystko potrzebne. rozumu nie ma i będzie obwiniała wszystkich. URATOWALI jej dziecko, no pewnie....mononukleoza zbiera takie śmiertelne żniwo....

f
franka

Jak czytam komentarze ridzicow, to mam wrazenie ze powinni mieć ograniczone pra rodzicielskie, bo nie wiedza, ze male dzieci przy infekcjach najczęściej wysoko goraczkuja(i sa marudne, maja dreszcze, wrazenie lecenia przez rece), ze należy podac lek przeciwgorączkowy, wykonać kapiel ochladzajaca..
A mononukleozy nie leczy się antybiotykiem, choroba wirusowa.

G
Gość

To nie szpital. To umieralnia. Sam przez 2 tyg byłem pacjentem. Więc wiem.

P
Piotr

PS. A teraz to szpital kliniczny - jaja na całą Europę. Może ktoś spoza ZG da się zrobić. Świadomi szukają pomocy w innych miastach Polski.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3