Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Po zbrodniarzu Putinie jeszcze większy okrutnik będzie rządził Rosją? Czarny scenariusz dla świata

Grzegorz Kuczyński
Grzegorz Kuczyński
Wideo
od 16 lat
Natury nie da się oszukać – Władimir Putin jest coraz starszy i podobno coraz bardziej schorowany. To już wsteczne odliczanie, jeśli mowa o zastąpieniu go przez kolejnego prezydenta Rosji. Szans na polityka umiarkowanego, gotowego do pokojowego współżycia z sąsiadami i Zachodem nie ma. Może być tylko źle, albo bardzo źle.

Spis treści

Wciąż nie ma ostatecznej odpowiedzi na pytanie, czy Putin wystartuje w wyborach prezydenckich, które powinny odbyć się na wiosnę przyszłego roku. Jeszcze niedawno wydawało się, że nie ma nawet o czym mówić i Władimir Władimirowicz dokona formalności i przedłuży swe rządy na kolejne sześć lat. Po zmianach w prawie, gdyby obecny przywódca Rosji się ich trzymał i znów czegoś nie zmienił, teoretycznie może rządzić nawet do 2036 roku! Miałby wtedy jednak aż 84 lata. W Stanach Zjednoczonych może by to przeszło (Biden ma już 80 lat i chce walczyć o reelekcję, Reagan z kolei opuszczał Biały Dom w wieku 78 lat), ale chyba jednak aż takimi optymistami zwolennicy rządów Putina nie są.

Po buncie Prigożyna w czerwcu 2023 roku, który zapewne był dla wielu członków elity rosyjskiej szokiem z racji na reakcję Putina i jego reżimu, start Putina w 2024 roku wcale nie jest już pewny w 100 proc. A jeśli nawet jednak kierownictwo reżimu zdecyduje, że w czasie przeprawy przez rzekę (wojna z Ukrainą) nie zmienia się koni (Putin i ekipa kremlowska), to niewykluczone, że Putin później pójdzie drogą Jelcyna i w trakcie kadencji 2024-2030 zrezygnuje ze stanowiska, wskazując następcę. A może po prostu umrze lub z powodów zdrowotnych przestanie rządzić już za miesiąc lub rok? Kluczowe pytanie, które się pojawia, dotyczy osoby następcy.

Lista kandydatów

Dziś przejawia się wiele nazwisk, wymieńmy część z nich:

  • premier Michaił Miszustin
  • przewodniczący Dumy Wiaczesław Wołodin
  • mer Moskwy Siergiej Sobjanin
  • minister rolnictwa Dmitrij Patruszew (syn prawej ręki Putina, sekretarza Rady Bezpieczeństwa Nikołaja Patruszewa)
  • wiceszef administracji prezydenta i b. premier Siergiej Kirijenko
  • wiceszef administracji prezydenta i b. wicepremier Dmitrij Kozak
  • gubernator Tuły (b. oficer ochrony Putina) Aleksiej Diumin
  • wiceszef Rady Bezpieczeństwa, b. prezydent Dmitrij Miedwiediew

Oczywiście może pojawić się ktoś zupełnie spoza tej listy. Ale jeśli chodzi o tych znanych potencjalnych kandydatów, to trudno tam znaleźć kogoś „liberalnego” czy otwartego na współpracę z Zachodem. To raczej kontynuacja obecnego agresywnego kursu Putina. W niuansach bardziej technokratyczna (np. Miszustin, Sobjanin, Kirijenko) lub bardziej siłowa (Wołodin, Patruszew, Diumin).

W Rosji prezydenta faktycznie wybiera ścisła elita, nie społeczeństwo (wybory to tylko igrzyska dla ludu i wioska potiomkinowska dla świata) i to sprawia, że rośnie prawdopodobieństwo wyboru postaci o poglądach nie mniej niebezpiecznych niż Putin. Może nawet jeszcze bardziej bezwzględnego i brutalnego. Co wynika po prostu z rosnącej radykalizacji aktywnych środowisk politycznych w Rosji i jednocześnie rosnącej apatii zdecydowanej większości społeczeństwa, a przede wszystkim zastraszeniu tej części elit, które w głębi ducha nie zgadzają się z obecną polityką Kremla: wojny, samoizolacji, ideologicznej radykalizacji.

Radykalni patrioci w natarciu

Bunt wagnerowców nie przyniósł nacjonaliście Prigożynowi realizacji stawianych postulatów. Parę tygodni później aresztowano (nawiasem mówiąc, skłóconego z szefem Grupy Wagnera) Igora Girkina vel Striełkowa, ikonę rosyjskich radykałów i militarystów. To jednak wcale nie oznacza pacyfikacji „patriotów”, których wzmocniła inwazja na Ukrainę. Te radykalne nacjonalistyczne, imperialistyczne, antyzachodnie środowiska mają coraz większy wpływ.

W swojej analizie dla Jamestown Foundation Ksenia Kiryłłowa przypomina, że pod koniec lipca właściciel telewizji Cargrad TV, znany od lat jako „prawosławny oligarcha”, Konstantin Małofiejew (główny sponsor rebelii w Donbasie w 2014 r.) opublikował manifest, w którym akceptuje aresztowanie swego dawnego sojusznika Girkina, bo ten "siał zamęt i niezgodę w szeregach patriotów". Ale jednocześnie Małofiejew żąda aresztowania "prawdziwych zdrajców Ojczyzny" – a obecnie za takich uważa tych, którzy wzywają do rozmów pokojowych i wznowienia umowy zbożowej.

Niezadowolenie wśród radykałów będzie tylko rosło. Jak zauważył znany politolog Władimir Pastuchow, rząd "ukradł" narodowym bolszewikom samą ideę wykorzystania wojny do wzmocnienia reżimu; jednak teraz interesy fanatyków i "pragmatyków wojennych" zaczęły się rozchodzić. Pomysł Pastuchowa potwierdzają sami radykałowie, którzy oświadczyli, że "teraz program państwowy stał się tym, co zawsze było programem patriotów". Prawosławni apologeci wojny nie kryją radości, że teraz Kreml "przeszedł na ich platformę".

Czekając na bolszewików 2.0

Jest całkiem naturalne, że radykałowie, uznając zależność reżimu Władimira Putina od ich pomysłów, będą zgłaszać władzom coraz bardziej bezkompromisowe żądania. Kreml z kolei wykorzystuje te postacie do straszenia Zachodu i własnej opinii publicznej tezą, że "jeszcze większy dyktator" niż Putin może dojść do władzy w Rosji. Na ile uzasadnione są te obawy, a na ile to faktycznie tylko gra obecnie rządzących krajem czekistów? Jak pisze Kiryłłowa, dojście do władzy kogoś bardziej radykalnego niż Putin w Rosji jest całkiem realne, nawet jeśli tylko mniejszość społeczeństwa jest zdecydowanie prowojenna. Dlaczego?

Niektórzy eksperci lojalni wobec Kremla zauważają nie tylko apatię, ale także „paraliż świadomości i woli społecznej” w rosyjskim społeczeństwie, co praktycznie eliminuje jakiekolwiek ryzyko dla władz w Moskwie. Niezależni socjologowie zauważają również spadek liczby Rosjan, którzy wierzą, że mogą wpływać na procesy zachodzące w życiu osobistym i publicznym. Według najnowszych danych Centrum Lewady, tylko 32% ankietowanych czuje osobistą odpowiedzialność za to, co dzieje się w kraju. Liczba ta spadła o 5 punktów procentowych w porównaniu z wynikami badania z grudnia 2022 r. Biorąc pod uwagę powszechną apatię i beznadziejność, przyszłość Rosji może być zdeterminowana przez idącą na całość mniejszość, w tym radykałów prowojennych. Trochę tak, jak to było ze zdobyciem władzy w Rosji przez bolszewików – również niezbyt licznych, ale dobrze zorganizowanych i zdeterminowanych.

Zły, gorszy, następca Putina

Nie jest tajemnicą, że strach przed dojściem do władzy radykałów w Rosji jest jednym z głównych argumentów tych, którzy opowiadają się za kompromisem z Kremlem Putina – pisze Kiryłłowa. Tyle że Putin i nacjonaliści właściwie nie różnią się poglądami, co najwyżej pomysłem na ich realizację. Putin wierzy, że Rosjanie i Ukraińcy są jednym narodem, a Ukraina nielegalnie przejęła rosyjskie terytoria. Rosyjski przywódca naprawdę też chyba wierzy w to, co mówi o tym, jak Zachód dąży do "podzielenia i zniszczenia Rosji".

„Oczywiście Putin i jego otoczenie starają się uchodzić za bardziej pragmatycznych i racjonalnych niż skrajni nacjonaliści. Tyle że to właśnie pod rządami Putina te radykalne ruchy urosły w siłę, podobnie jak ich wpływ na podejmowanie decyzji na Kremlu. Na przykład w 2014 r. decyzja o inwazji na ukraiński region Donbas była w dużej mierze oparta na mitach radykalnych prawosławnych imperialistów i nie mniej radykalnych komunistów, że ludność regionu była w jakiś sposób związana z Rosją i gotowa chwycić za broń przeciwko Kijowowi, zaś wojna domowa na pełną skalę jest na Ukrainie nieunikniona” – czytamy w analizie amerykańskiego think-tanku.

Sprzeciw Putina wobec "radykalnych patriotów" jest w dużej mierze iluzoryczny. W rzeczywistości to radykałowie zdają się określać kurs kraju i światopogląd Putina. Z kolei ośrodki analityczne jedynie racjonalizują i udoskonalają jego iluzje, podczas gdy otoczenie Putina jest zmuszone podzielać te poglądy – podsumowuje Kiryłłowa. Raz już Kremlowi udało się skutecznie spacyfikować, po wcześniejszym wykorzystaniu do celów wojny w Donbasie i aneksji Krymu – „radykalnych patriotów”. Po 2014 roku wielu zostało aresztowanych po prowokacjach FSB za ekstremizm, niektórzy działający w okupowanym Donbasie zostali po prostu zlikwidowani. Girkin uchował się aż do niedawna.

Z punktu widzenia Putina i rządzącej elity problem jednak znów narasta. Obecna wojna ma dużo większy wpływ na społeczeństwo, a szczególnie jego politycznie aktywną część, niż wydarzenia z 2014 roku. Poglądy takie, jak wspominanego Małofiejewa, czy też Prigożyna, podziela w coraz większym stopniu elita rządząca, zwłaszcza młodsze pokolenie, dorosłe i wychowane w Rosji putinowskiej, a nie już tylko jakieś skrajne środowiska aktywistów, dziennikarzy i blogerów. To oznacza, że rosną notowania potencjalnego kandydata „radykalnych patriotów” do objęcia rządów na Kremlu. Albo raczej, notowania kandydata, który po zastąpieniu Putina będzie w jeszcze większym stopniu kierował się programem wojennych nacjonalistów.

Jesteśmy na Google News. Dołącz do nas i śledź Portal i.pl codziennie. Obserwuj i.pl!

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Po zbrodniarzu Putinie jeszcze większy okrutnik będzie rządził Rosją? Czarny scenariusz dla świata - Portal i.pl

Wróć na gazetalubuska.pl Gazeta Lubuska