Porozmawiajmy o mieście: Zbigniew Sejwa

Renata Ochwat 0 95 722 57 72 [email protected]
ZBIGNIEW SEJWAUrodził się w Gorzowie w 1952 r. Jest absolwentem I Liceum Ogólnokształcącego, obecnego Uniwersytetu Zielonogórskiego i łódzkiej Filmówki. Artysta multimedialny, dyrektor Klubu Myśli Twórczej Lamus przy Sikorskiego. Stworzył i przez kilka lat prowadził Galerię Sztuki Najnowszej, o której głośno było w kraju. Interesuje się szeroko rozumianą kulturą oraz sztuką i... poleca wszystkim artykuł Wojciecha Konikiewicza "Coś tu nie gra. Rzut oka na klubowe życie…”. - Na temat klubów jazzowych (www.diapazon.pl). Autor mądrze pisze o kulturze i Gorzów też się tam pojawia poleca. (fot. Aleksander Majdański)
ZBIGNIEW SEJWAUrodził się w Gorzowie w 1952 r. Jest absolwentem I Liceum Ogólnokształcącego, obecnego Uniwersytetu Zielonogórskiego i łódzkiej Filmówki. Artysta multimedialny, dyrektor Klubu Myśli Twórczej Lamus przy Sikorskiego. Stworzył i przez kilka lat prowadził Galerię Sztuki Najnowszej, o której głośno było w kraju. Interesuje się szeroko rozumianą kulturą oraz sztuką i... poleca wszystkim artykuł Wojciecha Konikiewicza "Coś tu nie gra. Rzut oka na klubowe życie…”. - Na temat klubów jazzowych (www.diapazon.pl). Autor mądrze pisze o kulturze i Gorzów też się tam pojawia poleca. (fot. Aleksander Majdański)
Wywiad z szefem klubu Lamus Zbigniewem Sejwą, o tym, co w gorzowskiej kulturze

- Nazwa Gorzów Wielkopolski i pierwsze skojarzenie?
- Przede wszystkim miasto średniej wielkości, miejsce urodzenia, gdzie spędziłem najwięcej czasu w swoim życiu.

- A jak się mieszka w mieście średniej wielkości?
- W sensie praktycznym dobrze. Znam tu każdą dziurę, mnóstwo ludzi. Mam przyjaciół. Natomiast artystom żyje się tu bardzo ciężko.

,b>- Dlaczego?
- Nie ma tu bazy do działania. Brakuje dobrych galerii, które byłyby dostrzegane w kraju. Brakuje pism, krytyki sztuki. W Polsce rzadko słyszy się o gorzowskim artyście. Każdy, kto chce tu być artystą, musi się liczyć z banicją. Chyba że często stąd wyjeżdża, ma dobre kontakty w kraju. Wówczas ma szansę na zaistnienie.

- Z czego to wynika?
- Z różnych niedostatków tego miast. Decyduje o tym przede wszystkim zbiorowy poziom intelektualny. Środowisko jest słabe i właściwie nie udało mu się nigdy zaistnieć na zewnątrz. Mamy od 30 lat Galerię BWA i nic z tego nie wynika. Wystarczy przywołać przykład takiej samej instytucji w Zielonej Górze. Zaliczana jest do najbardziej prestiżowych w Polsce. Wystawa tam to wyróżnienie i zaszczyt. My, mamy jakieś opóźnienie. Nie ma również kultury alternatywnej, "podziemnej", robiącej duży ferment. Ona budzi kontrowersje, denerwuje, ale zmusza innych do działania. Jest swego rodzaju drożdżami. Teatr Kreatury - takie właśnie drożdże - kiedyś skupiał wokół siebie dużą grupę młodych ludzi, ale już nie działa jak dawniej. Co jakiś czas objawiają się jakieś rodzynki, ale niestety, bez wsparcia giną. No i brakuje uczelni z prawdziwego zdarzenia. W takiej Zielonej Górze jest ponad tysiąc doktorów różnych dziedzin. Jaki to wielki potencjał intelektualny dla miasta.
- Jak można to zmienić?
- To długi, rozłożony na lata proces. Potrzebna jest przebudowa, zarówno w sensie instytucjonalnym jak i ludzkim wśród zarządzających kulturą. Mam wrażenie, że w tej dziedzinie sposoby zarządzania, działania i myślenia nie zmieniły się od czasów komuny. Coś jest, bo jest. Nikt, przez lata nie miał odwagi, aby to status quo zmienić. Mamy bardzo dużo instytucji kultury, więcej niż miasta porównywalnej wielkości. Ale nic kompletnie z tego nie wynika. Poza Jazz Clubem Pod Filarami wszystkie pozostałe działają miałko. Kolejny problem, to kadra. Ludzie powinni być właściwie wykształceni i mieć obycie w sprawach, którymi się zajmują. Pozornie wszystko jest dobrze, ale w kulturze dobrze to za mało.

- Znaczy to, że nowe obiekty nie są potrzebne, liczy się pomysł?
- Obiekty też są potrzebne. Muzycy i plastycy nie wracają do Gorzowa, bo tu nie ma gdzie pracować. Trzeba się tylko zastanowić, jak te obiekty wypełnić treścią. Kto ma nimi zarządzać i jak one powinny funkcjonować. Trzeba ściągać ludzi kreatywnych, z zewnątrz, którzy stworzą coś interesującego w mieście ale i przyciągną ludzi z Polski. Mamy takie instytucje kultury, których szefowie nigdy nigdzie nie byli, nic nie widzieli, nie mają żadnych kontaktów. "Działają" kulawe stowarzyszenia. A tak być nie powinno. Jak już budować, to coś wyjątkowo oryginalnego, coś co przyciągnie ludzi, tak jak muzeum w Billbao (muzeum sztuki nowoczesnej, które kształtem przypomina wielki, srebrzysty statek - red.) Pół Europy tam jedzie, żeby obejrzeć sam budynek, nie mówiąc już o zbiorach.

- Jest jakiś dobry przykład działania w mieście?
- Przywoływany Jazz Club Pod Filarami. Kształci słuchaczy, uczy odbioru sztuki elitarnej i promuje miasto - właśnie przez tę elitarność, bo moim zdaniem taka sztuka najlepiej wpływa na społeczeństwo. Zawsze w kulturze, sztuce czy nauce elity stymulowały rozwój społeczny. Nie przez przypadek w Gorzowie jest tak silne środowisko muzyków jazzowych i odbiorców tej "elitarnej" muzyki. Zaowocowały lata pracy. Dobrze działa teatr. Okazuje się, że konkursy na stanowiska dyrektorskie to dobry pomysł. Pojawił się w Gorzowie człowiek z wizją. Konsekwentnie realizuje pomysły, które jeszcze niedawno wydawały się szalone. Myślę, że niedługo przyjdzie czas również na ogólnopolskie sukcesy artystyczne.

- Czyli, żeby się zaczęło dziać, potrzeba wizji?
- Naturalnie. A tu nawet brakuje pomysłu, w którą stronę iść. To jak z reklamowaniem miasta przez biuro promocji. Niby coś tam robią, ale tak naprawdę, to nie mają pomysłu. Jak choćby te ostatnie billboardy "Gorzów - ziemia obiecana". Czy nie lepiej brzmi hasło "Gorzów - przystanek do Europy"? Lub odwrotnie "Gorzów - wrota do Polski"? Na razie nic więcej Gorzowa nie wyróżnia. Jesteśmy dużym miastem przy granicy.

- Kto powinien taką wizję wypracować?
- Jeżeli miasto będzie wspierało odważne, kreatywne inicjatywy, to taka wizja sama się wypracuje. Może potrzebna jest burza mózgów? Najważniejszy jest jednak prezydent. On jest wizjonerem i to w nim cenię, ale wydaje się, że sprawy kultury są dla niego drugorzędne. Może nie potrafi sobie dobierać współpracowników? Może woli mieć ludzi bez osobowości, bo się łatwiej takimi kieruje? Brakuje kogoś, kto przekonałby prezydenta do jakiś szalonych pomysłów. Kogoś, kto by się z prezydentem o swoje pokłócił. Ludzie z wizją są bardziej wartościowi i potrzebni miastu, niż najsprawniejsi urzędnicy. Tak się składa, że teraz w każdej najmniejszej mieścinie robi się jakieś oryginalne imprezy, tylko u nas nie. Nie da się odgrzać festiwalu reggae, podobnie jest z przestarzała już formułą Romane Dyvesa. Kultura nie znosi stagnacji. Ciągle coś się musi zmieniać, bo inaczej imprezy tracą na znaczeniu i nikogo już nie przyciągają.

-Dziękuję

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie