Przed zielonogórskim szpitalnym oddziałem ratunkowym ustawiają się karetki. W pandemii na przyjęcie pacjenta trzeba czekać dłużej?

Natalia Dyjas-Szatkowska
Natalia Dyjas-Szatkowska
Karetki ustawiają się przed wjazdem na szpitalny oddział ratunkowy w Zielonej Górze. Jacek Katos
Jeden dzień pracy na zielonogórskim szpitalnym oddziale ratunkowym. Walka o życie i zdrowie pacjentów. A pod lecznicą ustawia się rząd karetek. To w ostatnich miesiącach norma czy wyjątek? A jeśli takie "zatory" się zdarzają, to jaka jest ich przyczyna?

Karetki ustawiające się przed szpitalnym oddziałem ratunkowym to codzienność, czy może jednak pandemia sprawiła, że pacjenci nimi transportowani muszą dłużej czekać na przyjęcie? A jeśli tak, to z czego to wynika?

Codzienność na szpitalnym oddziale ratunkowym w Zielonej Górze.
Codzienność na szpitalnym oddziale ratunkowym w Zielonej Górze. Jacek Katos

- Globalnie, w takiej dużej przestrzeni czasowej, to nie zauważamy jakiegoś dużego kłopotu z przyjmowaniem ambulansu - mówi kierownik szpitalnego oddziału ratunkowego w Szpitalu Uniwersyteckim w Zielonej Górze, lekarz Szymon Michniewicz. - Zdarzają się zatory, które wynikają z pojawienia się w krótkim czasie dużej liczby zespołów.

Natomiast one też się zdarzały dużo wcześniej, ale wcześniej nie robiły też takiego wrażenia... Przed pandemią również były takie chwile, kiedy w jednym momencie zjeżdżało 5-6 ambulansów.

Wtedy część z nich musi poczekać. Wydłużenie czasu przyjęcia, wynikającego z procedur związanych z pandemią, oczekiwanie na wynik testu pacjenta, wydłuża czas przyjęcia jednej osoby o około 10-15 minut. To więc samo w sobie nie generuje dużego zatoru.

Ale mimo wszystko w ostatnich miesiącach SOR Zielona Góra opublikował przejmujący post. O braku miejsc na SOR, ale i na oddziałach.

Szpitalny oddział ratunkowy jak papierek lakmusowy całego systemu

- SOR to po prostu papierek lakmusowy całego systemu - wyjaśnia Szymon Michniewicz. - I tutaj tak naprawdę widać wszystkie deficyty, które pojawiają się w systemie. Jego organizacja nam tu nie pomaga. Brak zorganizowanego, przemyślanego planu, w którym uczestniczyłyby osoby posiadające pełną wiedzę na temat organizacji pracy ratownictwa przedszpitalnego, oddziałów ratunkowych, ale i tego, co się dzieje dalej. To powód większości naszych kłopotów. Teraz to nie system rozwiązuje problem, ale ludzie swoim zaangażowaniem i pomysłami znajdują sposób rozwiązania problemów poszczególnych pacjentów. Tylko, że to tak nie powinno działać. Oni powinni myśleć o tym, jak leczyć, a nie rozwiązywać problem systemowy. To powoduje duże zmęczenie. Myślę, że nie dotyczy to tylko nas, ale każdego dużego SOR-u, który działa w formie hybrydowej, czyli musi zabezpieczyć pacjentów zarażonych COVID-em, ale i tych zdrowych.

Szymon Michniewicz wyjaśnia również, że to by SOR dobrze działał, nie zależy od liczby pacjentów, ale od regulowania strumienia tychże. - Dopóki taka sama liczba wyjeżdża z SOR-u, co na niego przyjeżdża, to jesteśmy w stanie przyjąć każdą liczbę pacjentów - mówi.

Jednak w sytuacji, kiedy personel szpitalnego oddziału ratunkowego, tych pacjentów nie ma dokąd przekazywać, to pojawiają się wspomniane zatory.

- Kłopotem nie jest przyjęcie pacjenta, ale czasem przekazanie go dalej - wyjaśnia kierownik zielonogórskiego SOR-u.

Czasem okres oczekiwania na przekazanie pacjenta był liczony w godzinach

Ale czas kosztują też pewne procedury przy przyjmowaniu i diagnozowaniu oraz przekazywaniu pacjenta z COVID-19. Taką osobę mogą transportować tylko specjalne zespoły.

- Sytuacja covidowa powoduje, że te zespoły pracują 24 godziny na dobę i cały czas są w ruchu - mówi Szymon Michniewicz.

- Nawet jeżeli rozpoczniemy leczenie, ustabilizujemy i ustalimy miejsce dla tego pacjenta, to były momenty, że okres oczekiwania na przekazanie takiej osoby do szpitala, który jest dedykowany pacjentom zarażonym COVID-19, był liczony w godzinach. To blokowało możliwość przyjęcia kolejnych pacjentów.

Czy w trudnej, codziennej pracy, zdarzają się napięcia pomiędzy pracownikami SOR-u, a zespołami ratownictwa medycznego? Ci pierwsi czekają na przyjęcie pacjenta, którego przywieźli, ci drudzy walczą o zdrowie i życie tych znajdujących się na oddziale.

- Napięcia się zdarzają, gdybym powiedział inaczej, to bym skłamał. To nie wynika z osobistych animozji - twierdzi Michniewicz. - Tylko znów... system jest tak skonstruowany. Teoretycznie zespoły ratownictwa medycznego i SOR-y powinny być częścią państwowego systemu ratownictwa medycznego. Ale nie zostało to w ten sposób pomyślane. Dobrym przykładem jest system wspierania dowodzenia - SWD, który pozwala zespołom ratownictwa medycznego i systemowym zespołom mieć kontakt z tą samą dyspozytornią. Ale my jesteśmy ślepi i głusi na to, co się dzieje w systemie.

Wsparcie emocjonalne przyszłych rodziców, czyli kim jest doula?

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

C
Cieć z SOR

To efekt wszechobecnej hipokryzji w wyniku plandemi! A choroby i życie to nie je bajka!

Dodaj ogłoszenie