Segregacja śmieci? Zmarnowaliśmy mnóstwo czasu

sandr, tr, decha, wak, kali, aha, pih
A zegar tyka. Musimy zdążyć do 2020 roku...
A zegar tyka. Musimy zdążyć do 2020 roku... Piotr Krzyżanowski/ Polska Press
Nowa ustawa śmieciowa miała posprzątać w naszych lasach, zlikwidować dzikie wysypiska, a na dodatek posegregować odpady. Jak na razie żaden z tych ambitnych celów nie został zrealizowany. To wina ustawy czy też Kowalskich?

Rewolucja śmieciowa miała sprawić, że zbliżymy się chociaż do unijnych norm segregacji odpadów. Termin wyznaczono na 2020 rok, ale już wiadomo, że nie damy rady. Mamy wyraźnie awersję do segregacji. I niestety okazuje się, że najmniej segregują Lubuszanie, zaledwie 5,2 proc. Tak wynika przynajmniej z danych opublikowanych przed kilkoma dniami. Dla porównania przodujący w tej dziedzinie sąsiedzi z Dolnego Śląska mogą poszczycić się 21,4 proc.

Grzegorz Potęga z Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Zielonej Górze przyznaje, że nieco dziwi się podanym liczbom i zastanawia nad ich źródłem ponieważ nie są one wskazane w publikacji. Każdego roku bowiem sprawdzany jest poziom segregacji i zdecydowana większość samorządów osiąga wymagane wyniki. Na przykład w 2014 roku poziom segregacji makulatury, szkła i plastiku wyznaczono na 14 proc., materiałów budowlanych na 38 proc, a tzw. odpadów bio na 50 proc.
Sytuacja jest o tyle skomplikowana, że często gminy mają podpisane z firmami umowy w ten sposób, że to właśnie one płacą karę za ewentualne przekroczenia.
- Mamy możliwość karania gmin za nieosiągnięte poziomy, ale nadal czekamy na interpretację niektórych zapisów ustawy - mówi Potęga.
W WIOŚ słyszymy także, że po hucznej kampanii informacyjnej podczas wprowadzania nowych przepisów samorządy dały sobie spokój z działaniami popularyzującymi segregowanie. I dziś okazuje się, że ludzie nie wiedzą - na przykład - nawet o istnieniu punktów selektywnego zbierania odpadów komunalnych.

To się nie opłaca

Wiceburmistrz Świebodzina Krzysztof Tomalak nawet nie ukrywa, że stawki opłat są tak ustalone, by mieszkańców zniechęcić do segregowania. - Za odpady bez segregacji opłata wynosi 7,8 zł, natomiast segregowane o 50 groszy taniej. Dlatego nikt praktycznie śmieci nie segreguje - tłumaczy wiceburmistrz. Nasz rozmówca dodaje, że takie ustalenia wynikły z obserwacji zachowań mieszkańców. Praktyka wykazała, że tylko nieliczni segregowali odpady, a ostatecznie te zmieszane także często trafiały do segregowanych.
- To nic nie dawało. I tak firma musiała wszystko oddzielać - przekonuje wiceburmistrz. - Nasze śmieci są odbierane przez profesjonalną firmę i trafiają do urządzeń, które je rozdzielają zgodnie z przepisami. Wydaje się, że przy dzisiejszym nastawieniu społeczeństwa to najlepsze rozwiązanie.
Dodajmy, że w Świebodzinie tak dzieje się od lat. Także poprzednie stawki, które wynosiły 6 zł i 5,5 zł zniechęcały do segregowania.

Na drugim biegunie są Żary. Miasto jest liderem segregacji odpadów. Jeszcze w marcu udział w segregacji wynosił 13,16 procent, we wrześniu wzrósł do 23,56 procent. Na koniec września na terenie Żar gminnym systemem gospodarki odpadami komunalnymi objętych było 31.311 mieszkańców. Spośród nich 24.687 zadeklarowało selektywną zbiórkę odpadów. Więcej osób zdecydowało się na segregację także w gminie wiejskiej Żary. O ile w marcu odsetek selektywnej zbiórki zbliżał się do 8,8 proc., we wrześniu było to już 15,42 proc. Podobnie jest w Wymiarkach, tu przez ostatnie pół roku na selekcję śmieci zdecydowało się o prawie 8 proc. więcej mieszkańców. Poprawie uległa też sytuacja w gminie Brody, gdzie jeszcze sześć miesięcy temu procent selektywnej zbiórki we wszystkich trafiających do Zakładu Zagospodarowania Odpadów w Marszowie wynosił niecałe 30 proc., teraz to prawie 31 proc. Segregacja spada jedynie w gminie Trzebiel.

Śmieciowy bunt

Z kolei Zielona Góra zbuntowała się przeciwko ustawie śmieciowej. Wywożenie odpadów po 1 lipca 2013 roku nadal powierzyła swojemu Zakładowi Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej. Bo jak tłumaczył prezydent Janusz Kubicki, nie ma sensu zmieniać czegoś, co dobrze działa. Poprawiać należy to, co szwankuje. Selektywna zbiórka odpadów dla zielonogórzan to żadna nowość. Ona funkcjonuje tutaj od 1993 roku! A ZGKiM osiąga wszystkie zakładane poziomy odzysku. Mieszkańcy więc po wprowadzeniu ustawy w życie nie odczuli praktycznie żadnych zmian.
- I dobrze. Bo kiedy inni narzekali na góry worków ze śmieciami, bałagan organizacyjny, u nas było po staremu, czyli dobrze - mówi Pelagia Butkiewicz, emerytka.

Zakład Zagospodarowania Odpadów w Zielonej Górze Raculi przyjmuje śmieci nie tylko z miasta. Działa tu kompostownia, Punkt Selektywnej Zbiórki Odpadów Komunalnych, Stacja Sortowania Odpadów Użytkowych, jest składowisko...
Śmieci z Gorzowa i okolicznych gmin (Kłodawa, Santok, Deszczno, Lubiszyn i Bogdaniec) trafiają w jedno miejsce: do Chruścika. W sumie składowisko to, administrowane przez Zakład Utylizacji Odpadów, zajmuje się odpadkami od 130 tys. ludzi. W 2013 r. trafiło tu 51 tys. ton śmieci, w zeszłym już 62 tys. ton.
ZUO w swoim raporcie pisze wprost: segregacja jest na fatalnym poziomie. Wszystkie trzy rodzaje śmieci, na jakie powinni dzielić je mieszkańcy, są zanieczyszczone. „Odpady te niezmiennie, w całym okresie obowiązywania nowego systemu, charakteryzują się bardzo wysokim stopniem zanieczyszczenia (...). Pomimo ponad rocznego już obowiązywania systemu nie obserwuje się poprawy ich jakości” - czytamy w opracowaniu ZUO. To oznacza, że mieszkańcy - po prostu - nie segregują śmieci według wskazań. Ale problemów jest więcej.

„W ocenie ZUO segregacja odpadów u źródła, zgodnie z przyjętym systemem, jest prowadzona na znikomym poziomie. Problemem jest nie tylko brak infrastruktury, która umożliwi mieszkańcom pozbywanie się odpadów, brak miejsca na rozstawienie pojemników, nie są one jednoznacznie oznaczone), ale również sposób ich odbierania przez firmy wywozowe (jeden pojazd opróżnia wszystkie pojemniki) - w ten sposób do zakładu trafiają jako odpady niesegregowane” - można przeczytać w raporcie.

Bio to... niewypał

- Jest bardzo duży progres w stosunku do tego, co było na początku „śmieciowej rewolucji” - mówi Krzysztof Karpiński ze związku międzygminnego „Eko-Przyszłość”, skupiającego m.in. wszystkie gminy powiatu nowosolskiego. - Widać to bardzo wyraźnie po tonażu odpadów. Zdecydowanie więcej zbieramy dziś plastiku czy makulatury, a co za tym idzie, mniej odpadów zmieszanych. Najlepiej jest przy domkach jednorodzinnych, gorzej przy dużych wspólnotach mieszkaniowych - wyjaśnia. - Nie najlepsza sytuacja wciąż jest z odpadami „bio”. W dalszym ciągu zdarza się, że ktoś wyleje do kontenera jakąś gęstą „zupę” czy wrzuci mięso... - dodaje K. Karpiński.

Podobne zdanie w tej kwestii ma też st. insp. Jacek Baranowski z nowosolskiej straży miejskiej. - „Bio” to jest niewypał. Nie wiem, jak już z tym walczyć. Nie wiem, czy w ogóle był sens robienia takiego podziału - mówi wprost. - Natomiast naszą piętą achillesową wciąż są odpady wielkogabarytowe. Dlatego gdy złapiemy sprawcę, mandat wynosi 500 zł, a zawsze możemy skierować sprawę do sądu, gdzie grzywna wynosi 5 tys. zł i na dodatek zawnioskować o podanie danych osobowych do publicznej wiadomości - wyjaśnia strażnik.
Do Celowego Związku Gmin w Długoszynie (gm. Sulęcin), w pierwszym półroczu tego roku wpłynęło 1.448 ton posegregowanych odpadów. O 361 ton posegregowanych odpadów więcej niż w tym samym okresie 2014 r. Od czego więc zależy to, czy segregujemy odpady, czy też nie? Zdaniem technologa CZG - 12 wyłącznie od chęci mieszkańców.

- Wszelkie środki do tego, by segregować odpady, mamy. Na przykład odpowiednie pojemniki. Nikt jednak nie sprawuje kontroli nad tym, czy z nich korzystamy, czy też nie. Kolejna sprawa to mała różnica w kosztach, jakie ponoszą mieszkańcy z tytułu segregowania odpadów lub też nie - mówi specjalista. -Zamiast dawać wybór, za niesegregowanie powinny być nakładane kary. Przyniosłoby to lepszy efekt.
- Mieszkańcy domków jednorodzinnych prędzej segregują śmieci niż mieszkańcy blokowisk, gdzie sprawdzenie tego, czy ktoś segreguje odpady, czy też nie, jest tak naprawdę niemożliwe - dodaje technolog. Jako kolejną przyczynę tego zjawiska wskazuje też zbyt słabą edukację w tym zakresie. - Oczywiście cieszy nas to, że widać poprawę, ale będziemy przez nasze działania dążyć do tego, by było jeszcze lepiej - podsumowuje technolog CZG - 12...
Co zrobić? Jak mówią spece od śmieci, uprościć obecny system segregacji, który jest zbyt skomplikowany dla obywateli. Wystarczyłoby, aby dzielono śmieci na dwie tzw. frakcje - suchą i mokrą. Te pierwsze śmieci trafiałyby do sortowni. Mokre, czyli odpadki, na kompost. I segregacja powinna nam wszystkim się bardziej opłacać.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

O
Obojętny

Nieposegregowane śmieci (ze ssypu) nie wysypują się pod nogi bo są wywożone z odpowiednią częstotliwością. Segregowane śmieci muszę co jakiś czas omijać, bo wyłażą z pojemników. A po za tym, nie zabierajmy pracy ludziom na sortowniach. Ustawa spowodowała nakaz podpisania umowy na wywóz nieczystości. I co? Wszyscy mają. Tylko znaczna część za małe i wywozi do lasu lub podrzuca do śmietników pod blokami. To do "biednych" mieszkańców wielkich domów. Wstydzilibyście się.

d
danka zielonogórzanka

Jak zawsze, jeżeli jest coś do spieprzenia to urzędnicy napewno to spieprzą i zwalą winę na mieszkańców.

Ustawodawca wyraźnie na urzędy szczebla podstawowego narzucił obowiązek własciwej organizacji,segregacji i zbiórki odpadów komunalnych. A śmieci są własnością gmin.

Wg urzędasów to my, obywatele mamy w domu sobie zrobić sortownię odpadów i najlepiej dostarczyć ten cały chłam na wysypisko i jeszcze słono za to zapłacić.

Dlaczego na osiedlach brakuje pojemników na odpady segregowane, dlaczego nie są z odpowiednią częstotliwością opróżniane pojemniki.

Zrzucili wszystko na firmy gospodarujące odpadami, a ci jak nie mają sentymentów - max zysku minimum nakładów. I mamy to co mamy.

Przecież urząd pobiera od nas olbrzymie opłaty, i jeszcze płacze że za mało. A kiedy urzędowi było wystarczająco?

Dodaj ogłoszenie