Wizyta na Białorusi

Jan Mikuła
Udostępnij:
Chcieli porównać swój obraz z pamięci i opowiadań.

Wpołowie sierpnia członkowie zrzeszeni w Świebodzińskim Związku Kresowian wraz ze swoimi przyjaciółmi udali się na Białoruś. Ta wyprawa, oprócz celu turystyczno-krajoznawczego, była także podróżą sentymentalną do korzeni. Edek chciał odnaleźć ulicę, przy której stał dom rodziców w ich rodzinnym miasteczku. Krzysztof odwiedzić miejsca nauki i pracy ojca oraz dziadka. Władek chciał spotkać się z rodziną, która pozostała na tych terenach i odwiedzić kościół, w którym był ochrzczony. Pan Tadeusz jechał do miejsca swego urodzenia. Pani Bolesława namówiła do wyjazdu męża, aby pokazać mu krainę swojego dzieciństwa. Ja chciałem odwiedzić miasteczko, w którym moja mama spędziła dzieciństwo. Wszyscy chcieli porównać obraz z pamięci i opowiadań z obecną rzeczywistością.

Gawędy wspaniałego pana AnatolaNaszą wyprawę rozpoczęliśmy od zwiedzania Grodna. Odwiedziliśmy dom- muzeum Elizy Orzeszkowej. Potem chwila zadumy nad grobem Jana i Cecylii w Bohatyrowiczach. Krótka modlitwa przy kurhanie powstańców styczniowych w Miniewiczach i odpoczynek przy ognisku nad Niemnem oraz spotkanie z przedstawicielami Związku Polaków na Białorusi.

Drugi dzień to podążanie śladami Adama Mickiewicza. Najpierw obowiązkowo Muzeum w Nowogródku, potem jezioro Świteź. Niestety, pochmurna pogoda nie pozwoliła nam zachwycać się jego błękitem, a świtezianki się pochowały. Dotarliśmy więc do Zaosia, miejsca urodzenia wieszcza. Tam mieliśmy przyjemność spotkać pana Anatola, wspaniałego gawędziarza, którego wszyscy słuchali, kiedy barwnie roztaczał obrazy z życia Adama Mickiewicza. Opowieść pana Anatola, którą wszyscy chcieli wysłuchać do końca spowodowała, iż do siedziby Radziwiłłów w Nieświeżu dotarliśmy lekko spóźnieni. W kościele, w którym jest krypta, gdzie chowani są Radziwiłłowie z linii nieświeżskiej, odbywało się akurat nabożeństwo, więc w tym czasie zwiedziliśmy pałac. Tu mieliśmy trochę szczęścia, jak tylko przekroczyliśmy bramę pałacową, zaczął padać deszcz, ale już w murach pałacowych nic nam nie groziło.

Po odwiedzeniu radziwiłłowskich komnat jeszcze na chwilę wstępujemy do kościoła i ruszamy na zamek w Mirze. Tu wita nas wielobarwna tęcza. Odbywamy szybki spacer po zamku, pstrykamy kilka pamiątkowych zdjęć i z powrotem do Nowogródka na nocleg.

Następny dzień rozpoczynamy od spotkania z Lidą, gdzie według różnych źródeł mieszka od 40 do 60 proc. Polaków. Msze święte we wszystkich kościołach odprawiane są po polsku, oprócz jednej w tygodniu, która odprawiana jest po białorusku. Czasy Związku Radzieckiego odcisnęły ogromne piętno na miasteczku, ze starej Lidy nic nie pozostało.

Udajemy się w dalszą drogę. Teraz bardzo piękny kościół w niewielkich Michaliszkach i Mołodeczno. Tu także z tego, co opowiadali rodzice ,niewiele pozostało. Edek nie znalazł rodzinnej ulicy, ja śladów mamy. Jedno się tylko udało, sfotografować dworzec, który nie zmienił się od lat przedwojennych, został tylko odnowiony. I jeszcze ulica Zamkowa, która odcinkami zachowała klimat starego Mołodeczna.

Wracamy zadowoleni i pełni wrażeńŻegnamy gościnne siostry Nazaretanki i udajemy się do Mińska. Tu jest już inny świat, miasto ładne, czyste jak cała Białoruś, ale przesiąknięte duchem rosyjskim. Mińsk nie jest dla nas zbyt gościnny, często musimy chować się przed deszczem.
Świtezianki nikogo nie porwały, więc w komplecie siadamy do autobusu i wracamy do Polski. Każdy po drodze próbuje poukładać wrażenia. Mimo zmęczenia, wracamy zadowoleni.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie