Zielona Góra. Dramat mieszkaniowy siedmioosobowej rodziny. "Otrzymaliśmy ultimatum od sądu!"

Maciej Dobrowolski
Maciej Dobrowolski
Sylwia Gołędziowska w rodzinnym mieszkaniu Maciej Dobrowolski
Problemy mieszkaniowe to bolączka wielu Polaków. W Zielonej Górze jest podobnie, mieszkańcy czekają na lokale komunalne w kolejce przez wiele lat. Ale pani Sylwia Gołędziowska oraz jej siedmioosobowa rodzina stanęli przed trudniejszym wyzwaniem. – Albo zmienimy mieszkanie na większe albo sąd rodzinny ograniczy moje prawa rodzicielskie – twierdzi zielonogórzanka.

Pani Sylwia: Sąd dał naszej rodzinie ultimatum

Z redakcją „GL” skontaktowała się w ostatnim czasie pani Sylwia, która wspólnie z mężem wychowuje piątkę dzieci. – Nasza sytuacja finansowa jest trudna. Mąż jest schorowany, ale stara się dorobić przy pracach dorywczych. Z kolei ja w domu zajmuję się dwumiesięczną Alanem, 2-letnią Zuzią, 5-letnim Nikodemem, 6-letnią Nikolą oraz 15-letnim Kubą. Żyjemy wspólnie w 47-metrowym mieszkaniu, bez luksusów, ale jakoś sobie radzimy – twierdzi kobieta.

Sytuacją Gołędziowskich zainteresował się jednak sąd rodzinny w Zielonej Górze. – Zwrócono nam uwagę, że dorastające dzieci powinny mieć odpowiednie warunki do rozwoju oraz nauki. Sąd uznał, że nasze obecne mieszkanie jest zdecydowanie za małe i takowych nie spełnia. Otrzymaliśmy niejako ultimatum, że albo w ciągu roku przeprowadzimy się do większego lokalu albo ograniczy moje i męża prawa rodzicielskie. Niestety, ale na razie nie stać nas na zakup 4 lub 5-pokojowego mieszkania. Na rynku jest ich mało i są bardzo drogie – twierdzi zielonogórzanka.

– Szukając rozwiązania zapisaliśmy się do programu zamiany mieszkań komunalnych, na przykład ze spłatą czyjegoś zadłużenia. Ludzie przychodzili, oglądali nasze mieszkanie i narzekali, że jest na 10 piętrze. Nikt się nie zdecydował i obawiam się, że w obecnej sytuacji pandemii już nikt tego nie zrobi - tłumaczy pani Sylwia. – Cała ta sytuacja to dla nas duży dramat. Bardzo kocham moje dzieci, nie wyobrażam sobie, żebym miała je kiedyś stracić. Mam nadzieję, że znajdzie się ktoś, kto nam pomoże – dodaje.

Czytaj także

Lokale nieodpowiednie dla rodzin z dziećmi?

Zielonogórzanka pierwszy wniosek o mieszkanie złożyła 12 lat temu. - Po pewnym czasie otrzymaliśmy propozycję. To była ruina przy ul. Strzeleckiej z toaletą na zewnątrz. Musieliśmy odmówić. Później było jeszcze mieszkanie przy ul. Dąbrowskiego, ale tam również warunki były bardzo złe. W końcu zaproponowano lokal przy ul. Ptasiej, w którym żyjemy do dzisiaj – twierdzi nasza rozmówczyni.

Co ciekawe, w kamienicy przy ul. Dąbrowskiego byliśmy już w 2018. Wtedy to miasto zaproponowało lokal innej zielonogórzance, pani Magdalenie, która wychowuje trójkę dzieci (wtedy 14, 7 i 1,5 roku). Ona też nie chciała mieszkać w tym miejscu… Dlaczego?
Z zewnątrz był to podniszczony budynek, jakich wiele w śródmieściu. Czas odcisnął swoje piętno na klatce schodowej, gdzie mieszkańcy zostawiali pety w kubkach na schodach. Co gorsze, samo mieszkanie było podzielone! Jeden z pokojów znajdował się na trzecim piętrze obok strychu, gdzie pełno było ciemnych zakamarków. Drugi wraz z kuchnią był niżej, a zniszczona wspólna toaleta na półpiętrze. Ciężko, aby matka z maluchami mogła żyć tu komfortowo.

- Przecież nie zostawię jednego dziecka na jednym piętrze, a drugiego na kolejnym! W zaproponowanym lokalu brak jest nawet łazienki – skarżyła się wtedy pani Magdalena.

Dramat mieszkaniowy siedmioosobowej rodziny. [/quot/]Otrzymaliśmy ultimatum od sądu![/quot/]
Sylwia Gołędziowska w rodzinnym mieszkaniu Maciej Dobrowolski

WIDEO: Gorzów Wlkp. Marek Roszyk, mieszkaniec bloku przy ul. Dąbrowskiego opowiada, jak spółdzielnia od czterech miesięcy wymienia instalację gazową

Prezydent Andrzej Duda nie jest w stanie pomóc…

Pani Sylwia w ostatnich miesiącach wielokrotnie korespondowała z urzędem miasta starając się przedstawić swoją trudną sytuację, ręcznie pisała kolejne listy, w których prosiła o pomoc. Ale odpowiedź zawsze sprowadzała się do stwierdzenia, że obecnie miasto nie dysponuje lokalem, które zaspokajałoby potrzeby rodziny Gołędziowskich. W jednym z dokumentów magistrat przyznaje również wprost, że sytuacja mieszkaniowa Zielonej Góry z roku na rok się pogarsza a kolejki oczekujących na lokal wydłużają. Problemem jest brak budownictwa komunalnego…

Nie wiedząc, gdzie jeszcze szukać wsparcia pani Sylwia napisała nawet do kancelarii prezydenta Andrzeja Dudy. Ale tam również nie otrzymała pomocy. „Zgodnie z obowiązującym porządkiem prawnym Prezydent RP nie ingeruje w działalność organów gminy i podejmowane przez nie decyzje oraz nie podejmuje indywidualnych rozstrzygnięć w zakresie gospodarowania lokalami komunalnymi” – czytamy w przesłanej odpowiedzi. W dokumencie znalazło się jeszcze kilka ogólnych informacji o programie Mieszkanie Plus oraz o tym, że sprawa została skierowana do prezydenta Zielonej Góry.

Czytaj także

Urząd miasta: Przyjrzymy się sprawie

Postanowiliśmy skontaktować się z zielonogórskim magistratem. - Jako miasto staramy się pomóc mieszkańcom, ale niestety posiadamy ograniczoną liczbę lokali a oczekujących na mieszkanie komunalne jest bardzo wielu – przekonuje Konrad Witrylak z departamentu prezydenta miasta.

– Jeśli chodzi o sytuację pani Sylwii i jej rodziny to prosiliśmy już wcześniej, aby dostarczyła nam dokumenty z sądu. Na razie jeszcze tego nie zrobiła. Jeśli to zrobi, to na pewno przyjrzymy się całej sprawie i zastanowimy, jak ewentualnie można pomóc. Najpierw musimy jednak mieć pewność, jak dokładnie wygląda całe orzeczenie - tłumaczy Witrylak.

Pani Sylwia zapewnia, że takie pismo dostarczy, jak tylko otrzyma pełne postanowienie. – Dzwonię cały czas do sądu. Dowiedziałam się, że otrzymało ono już pieczęć prawomocnego wyroku, ale wciąż nie zostało wysłane. Nie wiem, ile to jeszcze potrwa, wszystkie formalności w czasie pandemii tyle zajmują, a czas dla mojej rodziny ucieka – martwi się zielonogórzanka.

Do tematu wrócimy.

Czytaj także

Wideo: Zielona Góra. Lodowisko pod dachem powstanie obok Elektrociepłowni

Wideo

Dodaj ogłoszenie