Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Bez samorządowców nie byłoby województwa lubuskiego!

Robert Bagiński
Przykładów zaangażowania prezydentów, burmistrzów, wójtów, rad gminnych, a także pojedynczych radnych, jest bez liku. Gdyby nie ich głos, sprawy potoczyłyby się inaczej, a województwo lubuskie by nie powstało.
Przykładów zaangażowania prezydentów, burmistrzów, wójtów, rad gminnych, a także pojedynczych radnych, jest bez liku. Gdyby nie ich głos, sprawy potoczyłyby się inaczej, a województwo lubuskie by nie powstało. archiwum GL
Politycy mówią samorządowcom, że mają siedzieć cicho. Doświadczenia z czasów starań o utworzenie województwa lubuskiego pokazują, że bez ich aktywności i zaangażowania, ono nigdy by nie powstało.

Za sprawą inicjatywy prezydentów Zielonej Góry, Gorzowa i Nowej Soli pn. „Nowa Umowa Paradyska”, w ostatnich dniach rozgorzała dyskusja, czy nie wychodzą oni przed szereg oraz poza zakres swoich ustawowych zadań. Chodziło o wypowiedzi parlamentarzystów Platformy Obywatelskiej, którzy, jeszcze zanim spotkanie odbyło się, uznali je za uzurpację kompetencji. Twierdzili, że od dyskusji o reformie administracyjnej są posłowie, a sprawami regionu zajmuje się samorząd wojewódzki.

- Bardzo proszę, aby samorządowcy zajęli się tym, co nakłada na nich ustawa o samorządzie gminnym. Wydaje mi się, że cały ten przypadek jest niebezpieczny dla województwa lubuskiego –

mówił Waldemar Sługocki, poseł na Sejm. - Powinni zajmować się innymi sprawami – wypaliła poseł Krystyna Sibińska z Gorzowa. W podobnym tonie wypowiadała się również była marszałek, poseł Elżbieta Polak. Wszystko na kanwie raportu Instytutu Sobieskiego, według którego istnienie województwa lubuskiego jest bezzasadne.

Tymczasem, dowodów na to, że to nie tylko parlamentarzyści byłych województw: gorzowskiego i zielonogórskiego, ale nie w mniejszym stopniu samorządowcy, przyczynili się do powstania województwa jest bardzo dużo. Umowa paradyska jest bardzo ważnym i nie tylko symbolicznym momentem w dziejach powstawania Lubuskiego. Trzeba jednak pamiętać, że nie mniej ważne były przedsięwzięcia podejmowane przez samorządy i społeczeństwo obywatelskie.

Tak opisywała to 21 kwietnia 1998 roku, na dzień przed manifestacją Lubuszan w Warszawie, redakcja GL. - Lubuski korowód poprowadzi przed Sejm dostojny Bachus i urodziwe bachantki. Za nimi pójdą burmistrzowie i prezydenci, delegaci do sejmiku i radni, szambelan, artyści, związkowcy, studenci, razem około 1500 osób – pisaliśmy. – Przewodniczący sejmików wręczą marszałkowi uchwały rad gmin w sprawie powołania regionów, a posłom foldery i inne materiały – czytamy w GL z tamtego okresu.

Dość przypomnieć, że przez cały czas bardzo krótkiej debaty o reformie administracyjnej kraju, poza działaniami parlamentarzystów, odbywały się przedsięwzięcia oddolne. W Zielonej Górze powstało stowarzyszenie na rzecz Promocji i Powołania Województwa Lubuskiego, a do zbierania podpisów w tej sprawie zaangażowało się kilkadziesiąt innych organizacji, w tym stowarzyszenia katolickie, strażacy, harcerze, medycy, myśliwi, a nawet ZSMP. Koniec końców, udało im się zebrać 110 tys. podpisów.

O zaangażowaniu samorządowców świadczy fakt, że tzw. umowa paradyska nie była jedynym aktem woli powołania Lubuskiego. Było jeszcze porozumienie międzyrzeckie, a następnie tzw. „uchwała świebodzińska”. Kolejny dowód na to, że o powstaniu województwa zadecydowali przede wszystkim samorządowcy, a nie kilkunastu posłów i senatorów. – W piękny wiosenny dzień rzuciliśmy wspólne ziarenko w lubuską glebę – mówiła przewodnicząca Sejmiku Zielonogórskiego, Stanisława Czereda 24 kwietnia 1998 r., tuż po przyjęciu przez sejmiki dwóch województw uchwały w Świebodzinie. - Była to pierwsza w dziejach obu województw wspólna sesja sejmików samorządowych - mówił marszałek Sejmiku Województwa Gorzowskiego, Jan Kochanowski.

O tym, jak ważnym środowiskiem byli samorządowcy w procesie powstawania województwa, świadczy wystąpienie wojewody gorzowskiego, Jerzego Ostroucha, który 9 czerwca 1998 r. spotkał się z nimi razem ze swoimi poprzednikami: Zbigniewem Puszem i Zbigniewem Faliński. – Czasem warto być drugą, trzecią gminą w województwie lubuskim, niż czterdziestą w innym województwie – mówił do włodarzy gmin i radnych, z szacunkiem, zrozumieniem i bez pogardy, wojewoda gorzowski Jerzy Ostrouch, dzisiaj w PO.

Aktywność ówczesnych włodarzy miast i gmin wychodziła daleko poza to, co mogą sobie wyobrazić obecni parlamentarzyści. Przeciwnikami Lubuskiego byli politycy z Poznania i Szczecina. Można przeczytać w prasie z 1998 roku, że bardzo zależało im, aby województwo lubuskie nigdy nie powstało. W tamtym czasie zareagował prezydent Gorzowa, Henryk Maciej Wóźniak z Unii Wolności, późniejszy szef lubuskiego sejmiku i senator PO. Napisał dosadny list do premiera Jerzego Buzka w którym dowodził, że „Gorzów i okolice potrzebne są Szczecinowi do finansowania biedy w Koszalińskiem”, a „poznaniakom zależy jedynie na korytarzu do granicy”.

Aktywni byli również inni samorządowcy. Jedną z opcji, która ostatecznie upadła w Senacie, było województwo lubuskie z Głogowem. Głos włodarza tego miasta nie był bez znaczenia.

– Zielona Góra i Głogów należą do historycznego Dolnego Śląska, jednak razem z Gorzowem wykształciły specyficzny subregion. Były ze sobą związane w najtrudniejszych momentach tworzenia państwowości polskiej i ta tradycja powinna być utrzymana

– mówił Jacek Zieliński, ówczesny prezydent Głogowa.

Jego zdaniem, znaczenie 100-tysięcznego powiatu głogowskiego w województwie dolnośląskim, byłoby niewielkie. – Nie słyszymy, by Wrocław zabiegał o nas – mówił prezydent Głogowa, tuż po tym, gdy radni miejscy przegłosowali uchwałę w sprawie przystąpienia do Lubuskiego. – Gorzów i Zielona Góra są silnymi ośrodkami przemysłowymi, ale brakuje im do poziomu przodujących im do poziomu przodujących w kraju. Wejście Głogowa do wzmocni znaczenie województwa pod tym względem – wyjaśniał.

Dochodziło do sytuacji skrajnych. - Burmistrz Wolsztyna Jan Koziołek jest zdenerwowany. Na posła ze swojego miasta Andrzeja Brachmańskiego – czytamy w tekście GL. „Poseł przeciw miastu?” z 1998 r. Poszło o to, że Brachmański w jednym z wywiadów dla dziennika „Życie”, miał zasugerować przeniesienie Wolsztyna do powiatu grodziskiego. Kargowa i Babimost deklarowały przynależność do powiatu wolsztyńskiego, ale pod warunkiem przynależności do województwa lubuskiego.

Nie wiadomo, co by było, gdyby nie głos samorządowców ze Wschowy. Gdyby powstało tylko 12 województw, część wschowian opowiadało się za przynależnością do Wielkopolski, a inna do Dolnego Śląska. Wszyscy liczyli i angażowali się za tym, aby było więcej regionów. – We Wschowie istnieje coś, co można nazwać sentymentem, sympatią do Zielonej Góry. Łączy nas również administracja kościelna, wszak parafie wokół Wschowy należą do diecezji zielonogórsko-gorzowskiej – mówił w kwietniu 1998 r. Zbigniew Semeniuk, przewodniczący Stowarzyszenia ds. Rekonstrukcji Powiatu we Wschowie.

W decydującym momencie dyskusji o przyszłym kształcie administracyjnym Polski, prasa donosiła wręcz o dyplomacji samorządowej. - Delegacja międzychodzkich rajców wzięła udział w posiedzeniu Sejmiku Poznańskiego – donosiła GL. Międzychód był bardzo aktywny za tym, aby znaleźć się w województwie wielkopolskim. Umowa paradyska była dla nich zaskoczeniem i nie zgadzali się z nią. – Dowiedzieliśmy się o jej podpisaniu, ale ku naszemu zdziwieniu, przewodniczący sejmiku Jan Kochanowski nie poinformował parlamentarzystów o naszym stanowisku – mówiła szefowa międzychodzkiej rady Wanda Piasek.

Jak wielka była aktywność samorządowców, nawet tych z najmniejszych gmin, w decydującym dla istnienia województwa momencie, pokazuje przykład Pszczewa. - Prawie wszyscy pełnoletni mieszkańcy wsi Stołu gm. Pszczew podpisali się pod obywatelskim projektem ustawy w sprawie utworzenia województwa lubuskiego – można było przeczytać 27 marca 1998 r., a więc zaledwie kilka dni po wpłynięciu do Sejmu projektu ustawy o reformie administracyjnej bez Lubuskiego.

Pszczew, był jedną z sześciu gmin, która według rządowego projektu, miał trafić do powiatu międzychodzkiego i do Wielkopolski. Władze Pszczewa nie miały nic przeciwko Międzychodowi, ale pod warunkiem, że będzie częścią województwa lubuskiego. – Jeśli powstanie Lubuskie, będziemy zabiegać o przyłączenie naszej gminy do powiatu międzyrzeckiego – mówił sekretarz gminy, Bazyli Krynicki.

Przykładów zaangażowania prezydentów, burmistrzów, wójtów, rad gminnych, a także pojedynczych radnych, jest bez liku. Gdyby nie ich głos, sprawy potoczyłyby się inaczej, a województwo lubuskie by nie powstało. Podobnie, gdyby w 1998 roku parlamentarzystami nie byli m.in. Czesław Fiedorowicz, Elżbieta Płonka, Andrzej Brachmański czy Jan Kochanowski, ale Elżbieta Polak, Władysław Sługocki lub Anita Kucharska-Dziedzic. Kto wie, może ustawieni w kącie przez polityków samorządowcy, tym razem siedzieliby cicho.

Na szczęście nie siedzą w kontekście głosów o likwidacji województwa. Tak jak ich poprzednicy, zaapelowali do polityków o współpracę w tym zakresie, a także ogłosili stworzenie Katalogu Lubuskich Spraw. – Zwracamy się do lubuskich parlamentarzystów o współpracę ponad podziałami – napisali w apelu, który w czwartek w Gościkowie - Paradyżu, podpisało trzech lubuskich prezydentów: Jacek Wójcicki, Janusz Kubicki i Jacek Milewski.

od 7 lat
Wideo

Tadeusz Płużański - Dlaczego warto pielęgnować pamięć o wyklętych

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na gazetalubuska.pl Gazeta Lubuska