Czy otrząśniemy się z szoku po pandemii koronawirusa? Zapadniemy się w sobie czy pójdziemy do przodu? Czytaj w redakcyjnym cyklu GL

oprac. Zbigniew Borek
Najbardziej zauważalna wydaje się ludzka solidarność, umiejętność organizowania się i pomagania - czy to osobom starszym, czy przedsiębiorcom, czy pracownikom służby zdrowia... – pisze Agnieszka, dawniej gorzowianka, teraz warszawianka. fot. pixabay.com
Agnieszka: W pierwszych dniach zauważałam większą serdeczność ludzi względem siebie - z rzadka spotykani na spacerze z psem witali się niczym na górskim szlaku. Lubuszanin: Może ta sytuacja trochę wstrząśnie pracownikami, bo nami, pracodawcami, już wstrząsnęła. Andrzej Mielcarek: Jestem przekonany, że otrząśniemy się z szoku i znów pójdziemy do przodu… czytaj opinie w redakcyjnym cyklu Ja, Ty, Pani i Pan(demia).

Agnieszka, gorzowianka mieszkająca obecnie w Warszawie: Zadziwiło i zachwyciło mnie, jak pięknie i szybko natura reaguje na brak ludzi. Jest cicho, pusto, wiosna - więc jest więcej ptaków w parkach

Lubuszanin: Jaka to jest pomoc od rządu, jeśli ja mogę odroczyć ZUS na trzy miesiące? Jak mam do zapłaty 5 tys. miesięcznie, to za trzy miesiące będę musiał zapłacić 15 tys. zł.

Marta Bejnar – Bejnarowicz, radna Gorzowa: Okazało się, że nie tyle stoimy nad przepaścią, ile spadamy i to z zawiązanymi oczami. Nie tylko nie ma żartów, ale też rozwiązań.

Andrzej Mielcarek, dziennikarz i wydawca: W cieniu brudnej polityki Polacy bogacili się, robili swoje. Wszystko wydawało się poukładane, pojawiło się względne poczucie bezpieczeństwa, a wraz z nim odwaga brania kredytów. I tu nas zaboli… Ale jestem przekonany, że otrząśniemy się z szoku i znów pójdziemy do przodu.

Sobota
4 kwietnia 2020
godz. 2250
3627/79
(potwierdzone przypadki koronawirusa w Polsce/śmiertelne)
AGNIESZKA
BYŁA GORZOWIANKA ZAMIESZKAŁA OBECNIE W WARSZAWIE

Zadziwiło i zachwyciło mnie, jak pięknie i szybko natura reaguje na brak ludzi. Jest cicho, pusto, wiosna - więc jest więcej ptaków w parkach

  • Czy epidemia zmieni/zmieniła coś we mnie i w nas, Polakach, Europejczykach, ludziach?
  • Najbardziej zauważalna wydaje się ludzka solidarność, umiejętność organizowania się i pomagania - czy to osobom starszym, czy przedsiębiorcom (wspólne zamówienia artykułów u lokalnych producentów), czy pracownikom służby zdrowia (szycie maseczek, dowożenie posiłków, udostępnianie mieszkań na kwarantanny)... W pierwszych dniach zauważałam większą serdeczność ludzi względem siebie - z rzadka spotykani na spacerze z psem witali się niczym na górskim szlaku. Od kilku osób słyszę, że ludzie przestali się uśmiechać, patrzą na siebie wilkiem (zwłaszcza w sklepach) i robią się nerwowi. Nie odczułam tego jeszcze, póki co, zachowania ludzi - na plus.
  • Jaka będzie po koronawirusie społeczność, w której żyję, pracuję, działam?
  • Na pewno zmieni się sytuacja gospodarcza i polityczna. Obawiam się, że w tym wypadku będzie więcej frustracji i negatywnych skutków - przez brak pracy lub kłopoty, w które niektórzy popadają teraz. Mam nadzieję, że ludzie jednak docenią swoją społeczność, utrzymają te więzi, które budują w obliczu zagrożenia i potrzeby. Że dzieci i nauczyciele docenią możliwość spotykania i uczenia (się) w szkole. I że zapamiętamy na zawsze, że dzięki towarzyszącym czworonogom mogliśmy wychodzić z domu podczas kwarantanny. Czyli że w okresie letnim zdecydowanie mniej zwierząt trafi do schronisk.
  • Jaka będzie Polska, Europa i świat po koronawirusie?
  • Albo podzielona, albo zjednoczona. Zależy, jak potoczy się pandemia, jak wpłynie na politykę i stosunki między państwami. Choć chciałabym wierzyć, że wyciągniemy lekcję z tego nieszczęścia, to jednak bardziej obawiam się, że nadejdzie ciężki czas „walki o ogień”, a po opanowaniu zapaści gospodarczej i politycznej, zapomnimy, do czego doprowadził roszczeniowy konsumpcjonizm.
  • Czy zrobiłam w epoce koronawirusa coś, o co wcześniej bym się nie podejrzewała?
  • Przekonuję się do wirtualnych kontaktów ze światem. Bardzo ich nie lubię, nie lubię dzwonić, zwłaszcza w trybie z kamerą. Teraz nie ma innej opcji, żeby porozmawiać z bliskimi, wspólnie uprawiać sport czy być na koncercie...
  • Czy coś mnie zdziwiło albo rozśmieszyło?
  • Zadziwiło i zachwyciło mnie, jak pięknie i szybko natura reaguje na brak ludzi. Jest cicho, pusto, wiosna - więc jest więcej ptaków w parkach. Myślę, że „przerwa od ludzi” wyjdzie naturze na dobre. Poza tym na moim balkonie uwił gniazdo kos. Pani kosowa od kilku dni wysiaduje jaja, a ja co dzień rano podglądam, czy wszystko u niej ok. Z ekscytacją wyczekuję ptasiego potomstwa - to jak przyrodniczy serial na żywo :) Załączam zdjęcie z pierwszych dni lęgowych (pani Kos składa po jaju, wylatuje i wraca - jak będą w komplecie zostanie na gnieździe przez około 2 tygodnie. Dając przykład #zostańwdomu :)

Piątek 3 kwietnia 2020
godz. 14.29
3149/59
(potwierdzone przypadki koronawirusa w Polsce/śmiertelne)
ANDRZEJ MIELCAREK
OD 30 LAT DZIENNIKARZ, OD OŚMIU WYDAWCA MIESIĘCZNIKA „PRESTIŻ MAGAZYN KOSZALIŃSKI”

Hibernacja za chwilę się skończy, odezwie się poczucie obowiązku. Oczywiście nie wiem, bo chyba nikt nie wie, jaki będzie rynek po wielkiej kwarantannie

W szczególnym napięciu i swego rodzaju stanie nadzwyczajnym żyję już od kilkunastu miesięcy. Ciężkie choroby dwóch najbliższych mi osób, ich walka o wyzdrowienie wspierana przeze mnie i resztę rodziny, kolejne etapy terapii onkologicznej – to wszystko (plus normalne obowiązki zawodowe) dało efekt przeciążenia. Kiedy zaczęły się pojawiać w Polsce pierwsze niepokojące sygnały o zagrożeniu koronawirusem, dla mnie i moich bliskich nie były tak poruszające, jak bezsilne obserwowanie ostatnich dni życia mojego teścia. Widzieliśmy jego cierpienie, to jak słabnie i choć wiedzieliśmy, że jego życie za chwilę zgaśnie, jego śmierć była dla nas wydarzeniem istotniejszym niż doniesienia o pierwszych obostrzeniach sanitarnych. Pogrzeb odbył się 15 marca i dopiero od tego dnia zaczęliśmy sobie uświadamiać, że wokół dzieje się coś nietypowego, ograniczającego, groźnego.

Piszę te słowa 3 kwietnia. Wciąż jeszcze traktuję przymusowy pobyt w domu jak coś w rodzaju urlopu, którego nie miałem od lat. Wydaję luksusowy, bezpłatny (!) miesięcznik o objętości 140-160 stron, będąc w nim jedynym stałym dziennikarzem, a przy tym redaktorem, marketingowcem, handlowcem… Wspieram się pomocą trzech sprzedawców oraz kilku współpracowników – fotografów i autorów tekstów. Jednak to na mnie ciąży najwięcej obowiązków i pracy. Inaczej się nie da. Gdybym chciał sobie ulżyć i zatrudnić tylu ludzi, co trzeba, musiałbym mieć jakiś skarbczyk i z niego dopłacać do interesu. Żeby sfinansować produkcję co miesiąc średnio 4500 egz. magazynu we wspomnianej objętości, a jeszcze zarobić na pokrycie innych kosztów i na jakiś zysk, nieźle trzeba się nagimnastykować. Właściwie – ponad siły. I to właśnie sobie teraz dobitnie uświadomiłem. I jak każdy zaburzony (a pracoholizm to zaburzenie) rzuciłem się ze skrajności w skrajność. Jakoś trudno jest mi się zabrać za jakąkolwiek pracę związaną z moim miesięcznikiem. Dużo śpię, czytam, oglądam, czasami gotuję dla rodziny i spędzam z nią dużo czasu przy stole, ale do pracy nie mogę się zmusić.

Wiem, że ta hibernacja za chwilę się skończy, odezwie się poczucie obowiązku i znów wtoczę się na zwykłe tory zajęć służbowych. Oczywiście nie wiem, bo chyba nikt nie wie, jaki będzie rynek po wielkiej kwarantannie. Nie wiem więc, jak zachowają się moi klienci reklamowi, bez których „Prestiż” nie może istnieć. Liczę na to, że są świadomi tego, co dziesiątki lat temu odkrył guru marketingu marki Stephen King. Na podstawie rozbudowanych badań doszedł on do wniosku, że ograniczanie wydatków reklamowych w czasie recesji to błąd. Nikt w czasie dekoniunktury nie uniknie spadku obrotów i spadku rentowności, ale ci, którzy nie zaprzestają promocji, po powrocie koniunktury stają się mocniejsi i poprawiają swoją pozycję na rynku. Ale nawet gdyby powrót do wydawania magazynu w dotychczasowej formule był trudny albo wręcz niemożliwy, perspektywa ta mnie nie przeraża.

Ja już coś takiego raz przeżyłem. Przez niemal 20 lat pracowałem na etacie w różnych gazetach. Odszedłem na „swoje” w najgorszym możliwym momencie – na początku kryzysu roku 2008. Dwa lata byłem de facto bez zajęcia, mimo że bardzo się starłem je znaleźć. I w końcu znalazłem wyjście, biorąc się za „Prestiż”. Pamiętam tamto przerażenie, kiedy z miesiąca na miesiąc topniały oszczędności, a później powiększał się debet na rodzinnym rachunku bankowym. Zapłaciłem ogromny koszt emocjonalny, ale jednocześnie uodporniłem się (tak przynajmniej mi się wydaje) na podobne sytuacje. Podchodzę więc do obecnych zawirowań spokojniej niż wielu innych ludzi. Nie znaczy to oczywiście, że stałem się nagle lekkoduchem – zawsze miałem przerost poczucia odpowiedzialności. Ale już wiem, że nie warto spalać się z powodu tego, na co ma się ograniczony wpływ lub nie ma się wpływu wcale.

Słyszę czasami pytania o to, jak na nas – jako zbiorowość – wpłynie koronawirusowy kryzys? Jak się zmienimy? Twierdzę, że zmienimy się niewiele, a jeśli już – to być może na gorsze. Podobne pytania padały, kiedy zmarł Papież Polak, i 10 lat temu, kiedy zdarzyła się smoleńska katastrofa. To co obserwujemy po Smoleńsku to w sensie politycznym degrengolada. Myślenie w kategoriach dobra wspólnego (o ile w jakimś stopniu wcześniej istniało), zastąpiło myślenie plemienne i płomienna nienawiść. W cieniu brudnej polityki Polacy jednak jakoś żyli, bogacili się (tak, bogaciliśmy się – nie ukrywajmy tego), robili swoje. Wszystko wydawało się poukładane, pojawiło się względne poczucie bezpieczeństwa, a wraz z nim na przykład odwaga do brania kredytów. I tu nas zaboli, bo wychodzi na to, że nic nie jest dane raz na zawsze. Ale jestem przekonany, że otrząśniemy się z szoku i znów pójdziemy do przodu.

Chyba, że ożyje wulkan Yellonstone albo wulkan Krakatau… Ale czy mamy na to jakikolwiek wpływ?

Piątek 3 kwietnia 2020
godz. 14.12
3149/59
(potwierdzone przypadki koronawirusa w Polsce/śmiertelne)
MARTA BEJNAR – BEJNAROWICZ
RADNA KLUBU KOCHAM – GORZÓW

Okazuje się, że nasze dzieci doskonale zarządzają swoim czasem, kiedy nie muszą stawiać się na gwizdek. Mają czas na to, co ich ciekawi, a rezygnują z tego, co nie ma dla nich znaczenia

We wrześniu 2019 na wniosek sekretarza generalnego ONZ opracowano raport „A world at risk: annual report on global preparedness for health emergencies” (w tłumaczeniu: Świat na krawędzi ryzyka: doroczny raport o globalnym przygotowaniu na krytyczna sytuacje zdrowotne), według którego „istnieje bardzo realne zagrożenie szybko poruszającą się, bardzo śmiertelną pandemią patogenu układu oddechowego zabijającego od 50 do 80 milionów ludzi i niszczącego prawie 5 proc. światowej gospodarki.” Ile konferencji prasowych ministrów zdrowia, premierów, prezydentów odbyło się na ten temat? Dziś okazało się, że nie tyle stoimy nad przepaścią, ile spadamy i to z zawiązanymi oczami. Nie tylko nie ma żartów, ale też rozwiązań.

Nie mamy doświadczeń krajów azjatyckich z epidemii SARS z 2003 r. Nie chcemy ograniczania wolności osobistych i inwigilacji jak w Chinach. Opcja masowych testów i izolowania chorych, jak na Tajwanie, kłóci się z rządową propagandą sukcesu… Pozostaje nam niby-obowiązkowa-niby-dobrowolna-quazi-kwarantanna (bez wprowadzenia któregoś ze stanów nadzwyczajnych). Paraliż gospodarki spowoduje niebawem załamanie gospodarcze - bankructwa, bezrobocie i biedę. Za chwilę obudzą się głosy polityków, że należy zrezygnować z prób zduszenia epidemii i ratować gospodarkę, co spowoduje wzrost przypadków śmiertelnych do skali, jakiej nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić. Czy zrobimy to, co zawsze: „Szabel nam nie zabraknie, szlachta na koń wsiędzie, Ja z synowcem na czele, i? – jakoś to będzie!” ?

Idąc za dr. Marcinem Popkiewiczem możliwe, że nie: „Iluzja, że jesteśmy koroną stworzenia, doskonale odizolowaną w naszej technosferze od problemów środowiskowych, jest tylko iluzją, bardzo niebezpieczną. Dostaliśmy ostrzeżenie. Następna katastrofa może być dużo poważniejsza.(...) Musimy skończyć z mierzeniem postępu tempem wzrostu PKB i konsumpcji materialnej. Musimy zmienić system finansowy, tak, żeby nie wymagał wzrostu. Musimy skończyć z narastającymi nierównościami i rajami podatkowymi. Musimy stosować zasadę „zanieczyszczający/szkodzący płaci”, niezależnie, czy mówimy o smogu, destrukcji lasów deszczowych i oceanów czy o nadużywaniu antybiotyków w hodowli. Musimy skierować środki na ochronę ekosystemów i klimatu, jak widać po uruchomieniu od ręki tysięcy miliardów dolarów na stymulowanie gospodarki – w tym kontekście wykłócanie się o każdy miliard podczas negocjacji klimatycznych wygląda po prostu żałośnie.”

W cyklu redakcyjnym "Gazety Lubuskiej" Ja, Ty, Pani i Pan(demia) czytaj również:
Co po koronawirusie? Marcinkiewicz, Łazarewicz i inni w specjalnej akcji "Gazety Lubuskiej"

Koronawirus w Lubuskiem. Plany na Tokio zrealizujemy za rok - mówi olimpijka z Gorzowa Olga Michałkiewicz

Aby nie zabierać resztek nadziei, mogę jedynie dodać, że zamknięte szkoły otwierają niepowtarzalną (oby!) szansę na zmianę. Widać jak na dłoni, czego uczymy naszych najmłodszych obywateli i jaki jest cel procesu edukacji. Albo co nim nie jest. Okazuje się, że nasze dzieci doskonale zarządzają swoim czasem, kiedy nie muszą stawiać się na gwizdek. Mają czas na to, co ich ciekawi, a naturalnie rezygnują z tego, co nie ma dla nich znaczenia. Potrafią zarwać noc, robiąc projekt, który ich wciągnął, a bezmyślne zadania omijają szerokim łukiem. To nie oceny są dla nich motywacją, a rywalizacja oddaje pole współpracy pomimo, że komunikują się tylko przez internet. Nauczyciele, którzy budowali swoje pozycje na straszeniu jedynkami i pokazywaniu, że są mądrzejsi, dziś są naturalnie eliminowani z obiegu. Uczniowie wybierają lekcje na You Tube, webinary, quizy, gry, telekonferencje we własnym gronie. Nie ma ich tam, gdzie czują się źle. Godzina prawdy wybiła jednak nie tylko dla szkoły, ale także dla domu. Z godziny na godzinę coraz więcej wysuwa się spod dywanu, z szafy wypadają kolejne „trupy”. Można odgrywać rolę dobrego rodzica, małżonka dzień, dwa, trzy, ale w końcu maska sama spada i przedstawienie się kończy. Nasze dzieci odarte z kory pokazują, że potrafią budować relacje i dzisiaj są takie, jak były wcześniej. Prawdziwe. Czy dorośli też pokazują swoje lepsze oblicze? Pytanie pozostawiam otwarte.
Nie ulegając panice, na serio należy się obawiać skutków braku aktywności fizycznej. Dobre jest skakanie po kanapie albo zabawa z psem w berka na czworakach, jednak wg poradnika z 1912 roku „Kobieta lekarką domową. Podręcznik lekarski do pielęgnowania zdrowia i lecznictwa” dobrym sposobem na otyłość brzucha jest tarzanie. Nie zapominajmy o tym, kiedy #zostajemywdomu.

Piątek 3 kwietnia 2020
godz. 10.50
3149/59
(potwierdzone przypadki koronawirusa w Polsce/śmiertelne)
LUBUSZANIN
(rozmowa telefoniczna)

I zdziwiło, i rozśmieszyło mnie to, że przy okazji epidemii, nie używa się mózgu

  • Czy epidemia zmieni/zmieniła coś we mnie i w nas, Polakach, Europejczykach, ludziach?
  • Mam nadzieję. Teraz z ludzi wychodzą straszne rzeczy. Byłem świadkiem sytuacji w aptece, gdzie w kolejce jakiś pan podszedł za blisko kobiety, nie zachował odstępu. Gdy zobaczył to jej stojący na ulicy mąż, wpadł do apteki i darł się tak, że nie wiedzieliśmy w ogóle o co chodzi. Jakby nie można było powiedzieć spokojnie: proszę się odsunąć. Takich sytuacji jest coraz więcej. Z drugiej strony ludzie sobie pomagają, szyją maseczki dla szpitali, dowożą personelowi jedzenie itd.
  • Jaka będzie po koronawirusie społeczność, w której żyję, pracuję, działam?
  • Prowadzę firmę. Pracownicy myślą, że przedsiębiorca to jest taki gość, że ma pieniądze pochowane w materacach, można nie pracować, iść do domu, ale wypłaty żądać jakby nigdy nic. Są po prostu oderwani od rzeczywistości, nie rozumieją podstawowych spraw – na przykład takiej, że jak przedsiębiorca nie produkuje, nie świadczy usług, to i nie ma na wypłaty. Widzę to u siebie, widzi to wielu moich znajomych, którzy też mają swoje biznesy. Historia zatacza koło: dawniej człowiek szukał pracy, w ostatnich latach przed epidemią praca szukała człowieka, teraz pada kupę biznesów i znów pracownicy będą szukać pracy. Nie wiem, może ta sytuacja trochę wstrząśnie pracownikami, bo nami, pracodawcami, już wstrząsnęła. Jaka to jest pomoc od rządu, jeśli ja mogę odroczyć ZUS na trzy miesiące? Jak mam do zapłaty 5 tys. miesięcznie, to za trzy miesiące, będę musiał zapłacić 15 tys. zł. Tak nam rząd „pomaga”.
  • Czy coś mnie zdziwiło albo rozśmieszyło?
  • I zdziwiło, i rozśmieszyło mnie to, że przy okazji epidemii, nie używa się mózgu. Mieszkam na wsi. Straż pożarna przyjechała do mnie pod dom wielkim wozem i przez megafon krzyczała, żebym nie zbliżał się do sąsiadów. Społeczeństwo chyba lubi, żeby za mordę chwycić, zastraszyć, nakrzyczeć, ale wiesz, ja w promieniu kilkuset metrów nie mam żadnego sąsiada.

Akcja „Gazety Lubuskiej”: Ja, Ty, Pani i Pan(demia)
To tylko niektóre wypowiedzi, jakie już zebrałem po rozesłaniu takiej (mniej więcej) wiadomości:
Cześć/witam/dzień dobry. Próbuję jakoś zapisać ten czas, chciałbym więc Cię/Pani/Pana prosić o współudział i odpowiedzi.

  • Czy epidemia zmieni/zmieniła coś we mnie i w nas, Polakach, Europejczykach, ludziach?
  • Jaka będzie po koronawirusie społeczność, w której żyję, pracuję, działam?
  • Jaka będzie Polska, Europa i świat po koronawirusie?
  • Czy zrobiłem/zrobiłam w epoce koronawirusa coś, o co wcześniej bym się nie podejrzewał(a)?
  • Czy coś mnie zdziwiło albo rozśmieszyło?

Możesz/może Pan(i) odpowiedzieć krótko i długo, na jedno pytanie i na każde. Bardzo mi zależy, żeby to Pani/Pan, żebyś to Ty zdecydował (a), jak się przedstawić. Jeśli jeszcze otrzymam od Ciebie/Pani/Pana towarzyszącą fotkę (Twoją/Pani/Pana lub otoczenia, tego, co robisz lub co widzisz), będę tym bardziej zobowiązany/będzie całkiem ekstra. Możesz/może Pan(i) to wysłać np. Messengerem czy na zborek@gazetalubuska.pl, mogę też zadzwonić i odpowiedzi spisać. Proszę tylko o sygnał, czy mogę na to liczyć. Z odpowiedzi Twojej/Pani/Pana, moich Bliskich, Kolegów i Koleżanek, Znajomych, Mniejznajomych, a może i Całkiem Nieznajomych sklecę całość. Mam nadzieję, że sensowną ;)

Wiadomość (dopasowaną do adresata, bez tych wszystkich ukośników) wysłałem do wielu osób. Niektóre z nich już odpisały - odpowiadając na moje pytania albo całkiem według własnego pomysłu. Z niektórymi rozmawiałem telefonicznie albo wymieniałem się wiadomościami na Messengerze. Każda taka wypowiedź czy rozmowa jest dla mnie niebywale ważna. Dzięki wielkie!
A może Ty, Pani i Pan też dacie się namówić?
Zapraszam!
Zbigniew Borek

Koronawirus. Co powinieneś wiedzieć o kwarantannie?

🔔🔔🔔

Pobierz bezpłatną aplikację Gazety Lubuskiej i bądź na bieżąco!
Oprócz standardowych kategorii, z powodu panującej epidemii, wprowadziliśmy do niej zakładkę, w której znajdziesz wszystkie aktualne informacje związane z epidemią koronawirusa.

Aplikacja jest bezpłatna i nie wymaga logowania.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3