reklama

Granat nie był ćwiczebny. Kulisy tragedii sprzed lat

Dariusz Chajewski 68 324 88 79 dchajewski@gazetalubuska.pl
Znasz szczegóły tej lub innych głośnych przed laty spraw? Podpowiedz nam historię, którą warto opowiedzieć.
Znasz szczegóły tej lub innych głośnych przed laty spraw? Podpowiedz nam historię, którą warto opowiedzieć. sxc.hu
To zdarzyło się dokładnie 37 lat temu, 30 kwietnia 1975 roku. Młody chorąży wziął na siebie siłę eksplozji. Uratował życie dzieciakom z wycieczki szkolnej, które zwiedzały słubicką jednostkę.

Przed tygodniem w naszym cyklu pitawali pisaliśmy o cichym bohaterze tragedii sprzed lat. Przypomniał nam ją były prokurator wojskowy Jan Pardej, który tego tragicznego dnia przyjechał na miejsce zdarzenia, rozmawiał ze świadkami. I prosiliśmy o kontakt osoby, które znają szczegóły. Nie przeliczyliśmy się.

Jerzy Preobrażeński z Zielonej Góry postanowił uzupełnić historię o wiele szczegółów. Przede wszystkim do tragedii w Słubicach doszło 30 kwietnia 1975 roku.

- Byłem wówczas młodym podchorążym i pełniłem tego dnia służbę pomocnika oficera dyżurnego w oddziale Wojskowej Służby Wewnętrznej w Krośnie Odrzańskim i stąd znam szczegóły tego zdarzenia - dodaje. Podobno jeden z faksów, który w tej sprawie przyszedł do WSW tego dnia miał blisko dwa metry długości. Wypadek rzeczywiście miał miejsce podczas "Dnia Otwartych Koszar". Jednak miejscem wydarzeń nie była izba pamięci, ale otwarta przestrzeń pomiędzy garażami, z których wyprowadzono sprzęt do pokazów. Dzieciaki, uczestnicy wycieczki szkolnej, rozbiegły się po całym terenie.

- Do pokazu został wydany granat bojowy, obronny F-1 - dodaje nasz Czytelnik. - Jego odłamki rażą ma odległość trzystu, czterystu metrów. Granat bojowy zawsze jest koloru zielonego natomiast granaty ćwiczebne są koloru czarnego. I granat bojowy nie jest oznaczany w żaden inny sposób.

Czytelnik uzupełnia, że żołnierz, który przyniósł ów granat dał go któremuś z chłopców i to on go odpalił i nie słychać było trzasku, ale huk jakby głośnego wystrzału kapiszona. Od tej chwili do eksplozji upływa około czterech sekund. Zauważył to chorąży oprowadzający wycieczkę, wyrwał granat z ręki chłopaka i odbiegł od grupy na ile mógł przykrywając granat własnym ciałem. Nie mógł go odrzucić, bo cały teren był pełen dzieciaków. Zginął właśnie chorąży i rannych zostało dwanaścioro dzieci w tym kilkoro poważnie. Nauczycielka doznała rozległych obrażeń nóg, tak, że poprzez poszarpane mięśnie widać było kość...
- Tak czy inaczej ów chorąży zachował się jak bohater - kończy relację Czytelnik.

Napisał do nas także płk w st. spocz. Paweł Czapaluk. Miał żal, że w tekście nie wspomniano o jeszcze jednej ofierze w tym wybuchu. Mowa o poruczniku Andrzeju M., którego nie powinno nawet być na miejscu zdarzenia. Miał wtedy dzień wolny i został ściągnięty do koszar do oprowadzania innej wycieczki. W wyniku eksplozji granatu odniósł ranę tętnicy szyjnej i wykrwawił się zanim dotarł do izby chorych. Pochowano go na cmentarzu w Słubicach, ale po paru latach został zabrany do rodzinnego miasta, do Sieradza.

- Ja ten granat miałem chwilę wcześniej w dłoniach - opowiada Wiesław z Zawady. - Służyłem w tym czasie w Słubicach. Z tego co wiem zginął chorąży i porucznik od zajęć fizycznych. Wszystko zdarzyło się na placu między garażami, na który wyprowadzono czołg, pojazdy opancerzone... Kolega wziął ze stołu jeden z granatów i zauważył, że nie jest ćwiczebny i ma zapalnik. Zgłosiliśmy sprawę dowódcy kompanii, a ten kazał nam odejść. Później usłyszeliśmy huk eksplozji i o sprawie opowiadali nam koledzy, którzy siedzieli na czołgach.

I pan Wiesław dorzuca relację o tym, jak wszyscy żołnierze ruszyli na pomoc, wynosili ranne dzieciaki, a później zgłosili się oddawać krew.

- Przez kilka następnych dni strach było wyjść na miasto, taka dziwna psychoza antywojskowa się zrobiła - dodaje. Inni Czytelnicy dodają, że sprawa była znana w całej Polsce i to nie za sprawą mediów, które starały się nie nagłaśniać tragedii. Dbano wówczas o nieposzlakowaną opinię wojska.

- Byłam na tej wycieczce - opowiada prosząca o anonimowość mieszkanka Słubic. - To było straszne. Niewiele z tego pamiętam, raczej to informacje z relacji innych. Zostały mi tylko nieznaczne blizny. I wiem jedno, komuś, nie tylko rodzicom, zawdzięczam życie. Ten wojskowy zachował się niesamowicie, aż wstyd, że nie znam jego imienia, nazwiska.
Wśród ludzi przybliżających nam okoliczności tego dramatu jedna osoba poruszyła wątek alkoholowy, który był podobno starannie pomijany. Jednak to już była całkiem inna historia...

- Jako żołnierz zawodowy byłem świadkiem tamtych wydarzeń - opowiada Adam Malarz. - Winą tego chorążego było, że po demonstracji granatu włożył ponownie zapalnik. Gdy już opowiadał o następnym eksponacie usłyszał, że zapalnik zadziałał, to jak strzał z kapiszona. Okazało się, że jeden z chłopców uruchomił granat... Chorąży poświęcił się. Wojskowy, który był magazynierem, był naprawdę bardzo dobrym żołnierzem, już na rozprawie wyliczono, że miał 26 wyróżnień. Co roku wydawał te same przedmioty na pokaz, zawsze były wydawane egzemplarze bojowe, gdyż na tzw. zapotrzebowaniu nie było zaznaczone, iż mają być ćwiczebne. Ukarany podoficer chciał po kilkunastu miesiącach odsiadki wrócić do służby, pisał nawet do generała Jaruzelskiego, który był wówczas ministrem obrony. Ale to była zbyt głośna sprawa...

- Był to czas kiedy w kraju pojawiały się symptomy niepokojów spowodowane wprowadzaniem lub efektami, a raczej ich brakiem, tzw. drugiego etapu reformy gospodarczej I - dodaje Stefan Pilaczyński z Gubina. - Cała władza dmuchała na zimne, a wypadek na dwa dni przed świętem 1 Maja zmroził połowę wojewódzkiej władzy, szczególnie partyjnej.

Tragedia była wynikiem niezrozumiałej i tragicznej pomyłki magazyniera uzbrojenia w stopniu plutonowego. Istotnie, największym bohaterem był mł. chor. Eugeniusz W. (rocznik 1951) który zginął przykrywając wybuchający granat swoim ciałem. Śmierć poniósł także stojący obok por. Andrzej M. (rocznik 1948). Obaj żonaci. Chorąży osierocił dwuletniego syna i dopiero co narodzoną córkę. Porucznik czteroletnią córkę. Ponadto w wypadku śmierć ponieśli: Zuzanna B. - nauczycielka szkoły Podstawowej nr 1 w Słubicach (rocznik 1938) i Jerzy S. uczeń tej szkoły (rocznik 1960). W wypadku rany odniosło 14 uczniów...

Oferty pracy z Twojego regionu

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 24

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
2012-04-30T18:44:34 02:00, Andrzej:

Służyłem w tej jednostce w plutonie regulacji ruchu widziałem to na własne oczy

A ja w tym czasie służyłem w kompani łączności

M
Mariusz

EPA, proszę o kontakt. Mój tato miał wtedy dyżur na izbie chorych (trzy litery imię i trzy nazwisko, dla wiarygodności). Mój email: firmak3@gmail.com

E
EPA

Jezeli uwazasz mnie za szalonego to cos Ci powiem - nigdy sie nie tlumacze z tego czy owego ale w Twoim przypadku to zrobie. Byc moze jestem szalony ale pytajac czy p.Wieslaw byl pisarzem na 4 kcz mialem to na uwadze ze tym jego kolega ktory zauwazyl ze grenat jest ostry bylem ja.Moglbym wiele wiecej detali na ten temat napisac ale po co -starych ran nie trzeba rozgrzebywac.Dziwi mnie tylko to ze nikt nie napisal prawde co bylo potem - obowiazywala zasada " morda w kubel " i tylko dwaj zolnierze byli jako swiadkowie przed sadem - reszta nic nie widziala i nie slyszala - pod grozba ze dostaniemy w d*** -nikt nic nie powiedzil .Moge jedynie polecic pogadac z tymi ktorzy w tym czasie byli w koszarach choc 23 pulk byl wtedy na poligonie - byc moze po tylu latach powiedza wiecej. to wszystko i nie pozdrawiam

Z
ZDZIWIENIE
Trudno zaprzeczyć.

Odpowiedź na poziomie szalonego
E
EPA

Mam pytanie do pana Wieslawa z Zawady - czy przypadkiem sluzyl pan jako pisarz kompani 4-kcz ? Pozdrawiam Epa

g
góral

Myślę że powinno się jakoś tego bohaterskiego chorążego upamiętnić, uhonorować. Uratował życie wielu ludziom poświęcając własne. Może należy odsłonić tablice pamiątkową, albo nawet nazwać jego imieniem jakąś ulicę w mieście, albo szkołę...

M
Małgorzata M - córka

Nie interesuje mnie, jaki to był dzień tygodnia i czy granat wypadł z ręki, czy zawleczka wypadła, a może magazynier był nawalony jak stodoła? Ta historia opowiadana mi latami przez ludzi obcych i znajomych, w zależności od tego jakie były ich intencje różnią się nie tylko detalami i szczegółami. Prawda jest oczywista - zdarzył się wypadek w wyniku którego zginęło wiele osób, a stenogramu nie sporządzi już nikt z żyjących. Dywagacje na temat zawleczki są conajmniej śmieszne.

n
nicelus
w beznadziejnym artykule jest wyraznie napisane,że to chorąży pokazywał granat i to on pozostawił uzbrojony granat bojowy na stole co już jest karygodne ! również wyciągnięcie zawleczki przez 15 letniego chłopca jest mało prawdopodobne,wątek z alkoholem jest bardzo prawdopodobny,wystarczyło,że chorąży w ramach "popisu" wkręcił zapalnik i wyciągnął zawleczke a następnie włożył ją zapominając zagiąć końcówki zawleczki wszyscy którzy mieli doczynienia z granatem wiedzą,że aby wyciągnąć zawleczke trzeba nacisnąć "łyżkę" granatu ale nawet to nie spowoduje wybuchu,dopiero wypuszczenie granatu z ręki powoduje odpadnięcie "łyżki" i uruchomienie zapalnika ! to jak mógł mu go wyrywać z ręki ? a na koniec ciekawostka 30.04.1975 to była środa a dni otwarte były zawsze w niedziele !

Trudno zaprzeczyć.
G
Gość
Gościu nie przeczytasz artykułu ze zrozumieniem a piszesz farmazony chyba kończyłeś tylko podstawówkę.
W artykule jest wyraźnie napisane chor oprowadzał wycieczkę szkolną, a nie omawiał i demonstrował działanie granatu. Dlatego jest bohaterem, należy również rozpatrzyć kolejny aspekt gdyby ten człowiek nie zasłonił swoim ciałem wybuchu granatu to niestety ofiar byłoby o wiele więcej. .

w beznadziejnym artykule jest wyraznie napisane,że to chorąży pokazywał granat i to on pozostawił uzbrojony granat bojowy na stole co już jest karygodne ! również wyciągnięcie zawleczki przez 15 letniego chłopca jest mało prawdopodobne,wątek z alkoholem jest bardzo prawdopodobny,wystarczyło,że chorąży w ramach "popisu" wkręcił zapalnik i wyciągnął zawleczke a następnie włożył ją zapominając zagiąć końcówki zawleczki wszyscy którzy mieli doczynienia z granatem wiedzą,że aby wyciągnąć zawleczke trzeba nacisnąć "łyżkę" granatu ale nawet to nie spowoduje wybuchu,dopiero wypuszczenie granatu z ręki powoduje odpadnięcie "łyżki" i uruchomienie zapalnika ! to jak mógł mu go wyrywać z ręki ? a na koniec ciekawostka 30.04.1975 to była środa a dni otwarte były zawsze w niedziele !
R
Rg47
bez przesady,jaki bohater,złamał podstawy bezpieczeństwa używając granatu bojowego do pokazu a jego bohaterska reakcja ? to dodatkowe trzy ofiary wybuchu !

Gościu nie przeczytasz artykułu ze zrozumieniem a piszesz farmazony chyba kończyłeś tylko podstawówkę.
W artykule jest wyraźnie napisane chor oprowadzał wycieczkę szkolną, a nie omawiał i demonstrował działanie granatu. Dlatego jest bohaterem, należy również rozpatrzyć kolejny aspekt gdyby ten człowiek nie zasłonił swoim ciałem wybuchu granatu to niestety ofiar byłoby o wiele więcej. .
G
Gość
Niewątpliwie w każdej tragedii, gdzie giną ludzie znajdzie się wątek (w tym przypadku czyn bohaterski). Takim bohaterem okazał się chor. Eugeniusz Wielachowski, czy nikt z żołnierzy rezerwy którzy służyli w słubickim pułku czołgów nie pomyślał o uhonorowaniu dokonanego czynu przez chorążego i osób zmarłych w wyniku tej tragedii Tablicą Memoratywną lokując ją np w Kościele lub w innym miejscu wskazanym przez radnych. Niedługo będzie 40 rocznica więc należałoby pomyśleć i przystąpić do działania. O ile sie orientuje w Słubicach jest organizacja zrzeszająca żołnierzy Związek Żołnierzy Wojska Polskiego i na pewno organizacja ta dostałaby wsparcie finansowe od wielu organizacji województwa lubuskiego.

bez przesady,jaki bohater,złamał podstawy bezpieczeństwa używając granatu bojowego do pokazu a jego bohaterska reakcja ? to dodatkowe trzy ofiary wybuchu !
R
Rg47

Niewątpliwie w każdej tragedii, gdzie giną ludzie znajdzie się wątek (w tym przypadku czyn bohaterski). Takim bohaterem okazał się chor. Eugeniusz Wielachowski, czy nikt z żołnierzy rezerwy którzy służyli w słubickim pułku czołgów nie pomyślał o uhonorowaniu dokonanego czynu przez chorążego i osób zmarłych w wyniku tej tragedii Tablicą Memoratywną lokując ją np w Kościele lub w innym miejscu wskazanym przez radnych. Niedługo będzie 40 rocznica więc należałoby pomyśleć i przystąpić do działania. O ile sie orientuje w Słubicach jest organizacja zrzeszająca żołnierzy Związek Żołnierzy Wojska Polskiego i na pewno organizacja ta dostałaby wsparcie finansowe od wielu organizacji województwa lubuskiego.

a
ana

A ja w tym czasie rodziłam się w Słubickim szpitalu, mama mi opowiadała jak lekarze latali po całym szpitalu...

j
jukon1@onet.eu

O ile pamiętam to chorąży WIELACHOWSKI I ppor. MIKOŁAJCZYK FANTASTYCZNI LUDZIE TAKICH DZISIAJ NIE ZNAJDZIECIE

A
Andrzej

Służyłem w tej jednostce w plutonie regulacji ruchu widziałem to na własne oczy

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3