Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Hanna Śleszyńska: Byłam chrzczona w katedrze w Gorzowie

Jarosław Miłkowski
Jarosław Miłkowski
Hanna Śleszyńska spędziła w Gorzowie pierwsze miesiące życia. Do dziś przyjeżdża tu regularnie.
Hanna Śleszyńska spędziła w Gorzowie pierwsze miesiące życia. Do dziś przyjeżdża tu regularnie. Jarosław Miłkowski
- Czuję się trochę gorzowianką – mówi Hanna Śleszyńska. W Gorzowie mieszkali jej dziadkowie ze strony mamy, tu też została ochrzczona w katedrze, regularnie też przyjeżdża z występami do teatru. - Czuję się tu zadomowiona.

- Po raz ostatni byłam tu jeszcze w trakcie remontu – mówi nam Hanna Śleszyńska. Z aktorką znaną m.in. z „Daleko od noszy” czy „Kabaretu Olgi Lipińskiej” w poniedziałkowy poranek odwiedzamy gorzowską katedrę. Nie bez powodu. Pani Hanna została tu… ochrzczona. Tak, tak, to nie pomyłka. Jej chrzest był tu w 1959 roku.

- Miałam wtedy osiem miesięcy – mówi aktorka, gdy stoimy przy obecnej chrzcielnicy w katedrze.

Dziś trudno nawet powiedzieć, czy to ta sama chrzcielnica, przy której kilkumiesięczna dziewczynka przyjmowała sakrament. Zdjęć z tamtego wydarzenia nie ma. A chrzcielnica przez wiele lat, do momentu pożaru 1 lipca 2017, stała w kruchcie i służyła za kropielnicę. Teraz kilkusetletnia chrzcielnica znów spełnia swoją pierwotną funkcję i stoi w pobliżu tabernakulum po prawej stronie ołtarza.

Pożar sześć lat temu pani Hania śledziła przed ekranem telewizora: - Jak zobaczyłam, że katedra płonie, to się zmartwiłam. Mówiłam w duchu: Boże kochany, żeby ta katedra ocalała – opowiada, gdy idziemy nawą główną świątyni. Chwilę później sama prowadzi nas do nowego bocznego ołtarza, który stoi po lewej stronie prezbiterium. - Papieża i Pięciu Braci Międzyrzeckich, a także kopię obrazu Matki Bożej Rokitniańskiej, namalował Andrzej Klechowski, mój przyjaciel. Byłam u niego w Krakowie, gdy on te obrazy tworzył – mówi panna Hanna. Klechowski namalował też obraz świętych Piotra i Pawła, który jest w ołtarzu po prawej stronie prezbiterium.

Babcia mówiła: „Przywieź ją tutaj”

Jak to się właściwie stało, że znana aktorka była chrzczona w gorzowskiej katedrze? Ona sama urodziła się przecież 11 kwietnia 1959 w Warszawie, a rodzina pochodziła z Mazowsza.

- Rodzice mojej mamy wyjechali stamtąd po wojnie, w 1948 roku. Ściągnęła ich tu ciocia Bronia, jedna z czterech sióstr babci. Mówiła: „Przyjeżdżajcie na te ziemie odzyskane”. Mama była już jednak zapisana do liceum i została w Warszawie u drugiej z sióstr mojej babci, Lucynki. Gdy się urodziłam, mama była młodą nauczycielką, oboje rodzice pracowali, a ja zaczęłam chorować na te wszystkie choroby zakaźne, które dzieci łapią w żłobku. Nie mieliśmy w Warszawie żadnych dziadków, więc moja babcia mówiła do mojej mamy: „Przywieź ją tutaj. Ja się nią zajmę” – zaczyna opowieść H. Śleszyńska. I choć twierdzi, że po Gorzowie bez przewodnika by sobie nie poradziła, to w rozmowie czuć, że zna miasto bardzo dobrze.

- Babcia mieszkała naprzeciwko dawnego kina „Muza”, przy ul. Gwardii Ludowej (dziś to al. 11 Listopada – dop. red.). To był stary dom, za którym były tory kolejowe i jeździły tam pociągi. Potem gdy ten dom rozebrano, babcia i dziadek zamieszkali na osiedlu Słonecznym – opowiada dalej aktorka.

Do chrztu doszło w Boże Narodzenie 1959. – Gdy rodzice przyjechali do Gorzowa na święta, stwierdzili, że chrzest będzie w katedrze. Ja zatem czuję się trochę gorzowianką – mówi Śleszyńska.

Po okresie niemowlęcym do Gorzowa przyjeżdżała później jeszcze wiele razy. A w historiach jej rodzinnych podróży z Warszawy trudno nie dostrzec problemów, które pasażerowie kolei mają do dzisiaj.

- Jak byłam dzieckiem, to przyjeżdżałam tu od czasu do czasu. Było ciężkie połączenie. Przesiadka w Krzyżu była prawie o północy. Mama miała nawet traumę, bo pewnego razu nie zdążyła w Krzyżu na pociąg do Gorzowa i z moim kilkuletnim wtedy bratem Pawłem musiała przenocować w hoteliku w Krzyżu – opowiada Śleszyńska o wydarzeniach z przełomu lat 60. i 70.

Jajecznica babci była pyszna

W Gorzowie mieszkała nie tylko babcia (Genowefa Sapińska, 1915-1981) i dziadek aktorki (Antoni Sapiński, 1909-1971), ale także rodzeństwo jej mamy: Alina i Krzysztof Sapińscy.

- Ciocia Ala, mieszkała na Bohaterów Warszawy, a wujek był w jednostce wojskowej, która była na górze. Wujek często uciekał więc przez płot do swojej siostry na obiad – śmieje się aktorka.

Dziś przy ul. Chopina, gdzie koszary były już „za Niemca”, większość nieruchomości zajmuje Akademia im. Jakuba z Paradyża.
Babcia pani Hani też smacznie gotowała: – Robiła najpyszniejszą jajecznicę na świecie. Zawsze prosiliśmy babcię, by ją przyrządziła – mówi aktorka.

Anegdota z… cmentarza

Dziś z tamtej rodziny w Gorzowie nie ma już nikogo. - Wujek z rodziną mieszka w Toronto, dziadkowie poumierali. Nie żyje też ciocia Ala, która trzymała mnie do chrztu w katedrze. Jej córka Ela, moja rówieśnica, mieszka teraz w Warszawie – mówi pani Hania. Dodajmy, że chrzestnym Śleszyńskiej był brat cioteczny jej mamy Stefan Piotrowski.
Genowefa i Antoni Sapińscy są pochowani na cmentarzu przy ul. Żwirowej. Śleszyńska, gdy przyjeżdża zawodowo do Gorzowa, stara się odwiedzać ich grób. I, co nie dziwi, przy okazji wizyt na cmentarzu jest rozpoznawana.

- Kiedyś byłam przy grobie i obok była pani, która sprzątała grób. Zerknęła raz w moją stronę, potem drugi. Zapytała: „Pani Hania?”. Ja mówię: tak. A ona: „Jezu, jak się cieszę, że mam koło pani grób”. Wyszła z tego sympatyczna anegdota – opowiada ze śmiechem aktorka, gdy rozmawiamy w zaciszu katedralnej zakrystii.

Od lat wizyty Śleszyńskiej w Gorzowie są już głównie zawodowe. Kilkanaście lat temu, wraz z Janem Jankowskim, cyklicznie grała w gorzowskim Teatrze Osterwy w sztuce „Akompaniator”. – Zżyliśmy się wtedy z teatrem. Panuje tu rodzinna atmosfera, ludzie są serdeczni, No i jest fantastyczny dyrektor Jan Tomaszewicz – mówi pani Hania. 16 lipca w gorzowskim teatrze była po raz kolejny.

Koncert był hitem

Od trzydziestu lat Śleszyńska śpiewa w zespole Tercet czyli Kwartet. Grupa obchodzi właśnie jubileusz i ze swoimi wersjami znanych przebojów muzyki polskiej, włoskiej czy hiszpańskiej przyjechała na Scenę Letnią. Występ pewnie przejdzie do historii. Okazał się bowiem frekwencyjnym hitem.

Teatr przygotowuje na Scenę Letnią około 400 miejsc siedzących. Tym razem przygotował ich 600, a już na godzinę przed rozpoczęciem koncertu wszystkie były zajęte. Ba! Setki ludzi stały wokół namiotu dla widowni. Koncert zgromadził sporo ponad tysiąc osób i – jak wynika z naszych redakcyjnych obserwacji – była to jedna z najliczniejszych widowni w 20-letniej historii Sceny Letniej!

Gdy Piotr Gąsowski i Robert Rozmus, z którymi Hanna Śleszyńska występuje w Tercecie, wyszli na scenę, widać było, że są w autentycznym szoku.

- Ja, ponieważ miałam tu recital, wiedziałam, czego się spodziewać. Mówiłam chłopakom: zobaczycie, jak tu jest fajnie, ile ludzi przychodzi, ale tego, co tu się wydarzyło, to się nie spodziewali – mówi aktorka. Zespół wprost aż nie chciał schodzić ze sceny!

Drogówka Gorzów

Przy okazji występu też nie zabrakło wątku gorzowskiego. Śleszyńska zaśpiewała bowiem utwór… o Gorzowie, do którego tekst napisał Artur Andrus.

- Parę lat temu wybierałam się tu na recital i powiedziałam Arturowi, który na poczekaniu pisze wierszyki na zadany temat, że chciałabym coś specjalnego. A ponieważ on zna moje piosenki, bo my nieraz występujemy razem, do melodii piosenki „Porucznik Ola” ułożył tekst „Drogówka Gorzów” – mówi Śleszyńska.

Piosenka była nawet prorocza, bo gdy Śleszyńska śpieszyła z Janem Jankowskim do Gorzowa, to dwójka aktorów została zatrzymana przez policję za przekroczenie prędkości.

„Złoczyńca żaden się nie przedrze/Bo kiedy chrzcili mnie w katedrze/I ksiądz powiedział: „Ja cię chrzczę”/Ja sobie poprzysięgłam, że/Jak tylko mnie wypuszczą z wózka/Będę gorzowska i lubuska/I będzie można zamknąć sąd/Bo wszystkich złych przepędzę stąd” – brzmi pierwsza ze zwrotek. A kolejna? Ta aż wprowadza w euforię teatromanów, którzy są fanami żużla…

„I niechże pan nie wmawia mi/Że się pan spieszy na Grand Prix/Mam tutaj całą serię zdjęć/Że pędził pan 55/I chociaż mam do pana żal/wybaczam - za ten żółty szal/Z napisem: Kocham Stal”.

To, że Śleszyńska musiała oddychać gorzowskim żużlem w dzieciństwie, widać też poza tym utworem. Gdy już stoimy przed katedrą, pyta: - A Zmarzlik to dlaczego odszedł z Gorzowa?

Do Gorzowa i teatru Śleszyńska wróci pewnie nie raz.

- Przez tę regularność występowania czuję się tu zadomowiona – mówi.

Związki z Gorzowem czuje też Jakub, 28-letni syn Śleszyńskiej i P. Gąsowskiego, także aktor: – Gdy z kilka miesięcy temu występował tu w teatrze, poszedł do teatralnego bufetu i od razu do mnie zadzwonił, mówiąc, jaki pyszny zjadł obiad. My też zjedliśmy tu teraz bajeczną pomidorową, jarskie kotlety i zrazy z kopytkami – mówi pani Hania.

Gorzów to w ogóle przypadł do jej kulinarnego gustu. Gdy tutaj przyjeżdża, niemal za każdym razem musi odwiedzić bar „U Bartosza”, by zjeść w nim barszcz, naleśniki i pyszne krokiety.

Czytaj również:
Historia gwiazdy Hollywood na deskach teatru w Gorzowie, czyli Hanna Śleszyńska na Gorzowskich Spotkaniach Teatralnych

od 12 lat
Wideo

Płomień Solidarności z Ukrainą

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na gazetalubuska.pl Gazeta Lubuska