"Incepcja" - ta symfonia wyobraźni skutecznie budzi kino w środku lata

Zdzisław Haczek
fot. Warner Bros.
Kto przymknie oko na trwającym 140 minut obrazie Christophera Nolana, ten przegrał. Przegapi jeden czy dwa poziomy sennej podróży i nici ze smakowania najciekawszej produkcji wakacji.

Czym jest "Incepcja"? W najprostszym zarysie fabuły sensacyjnym thrillerem spod znaku "Planu doskonałego": z grupą złodziei, precyzyjnie zaplanowanym skokiem i sejfem w finale. Szkopuł w tym, że Cobb (Leonardo DiCaprio) włamuje się do snów innych ludzi, a mistrza w jego fachu poznaje się po tym, czy uda mu się wykraść z czyjegoś mózgu wybrane sekrety podświadomości. Z kolei zasianie tam "obcej myśli" to już szczyt szczytów.

Bohaterowie "Incepcji" mogą cudze sny nawet projektować. Tu potrzeba jednak sprawnego architekta (Ellen Page - "Juno"), który zbuduje nie tylko labirynt ulic czy korytarzy, ale i zadba o materiał, z którego wykonano dywan w domu delikwenta.

Ale Nolana nawet w przypadku tak fantastycznego pomysłu nie interesuje czysta akcja i jednoznaczne (czytaj: uproszczone postacie). Vide bohaterowie poprzednich filmów 40-letniego Brytyjczyka: Will Dormer (Al Pacino), który w "Bezsenności" walczy nie tylko z opadającymi powiekami czy Joker, który w "Mrocznym rycerzu" - za sprawą świetnej kreacji śp. Heatha Ledgera - odkrywa nam potęgę sił mroku.

Stąd Cobba prześladuje w snach żona, a cały związany z nią i dziećmi bohatera wątek to ważna, jeśli nie najważniejsza warstwa "Incepcji". Relacja rodzic - dziecko to klucz do losów także innych tu postaci... Warstwa kolejna: motyw grupowego uśpienia, zatracenie się we śnie, problem z odróżnieniem jawy od snu. Snu pociągającego jak narkotyk... Snu, w którym ziszcza się najskrytsze marzenie, ale też snu, który więzi... Metafora dzisiejszego CyberŚwiata? Echa "Matriksa"?

Ale prawdziwa siła "Incepcji" tkwi w warstwie wizualnej. Projektowane, wielopiętrowe sny - z zaginaną przestrzenią, ze schodami paradoksu - to symfonia wyobraźni. Wyobraźni, której nie uruchomiono tylko dla naszego zachwytu nad efektem specjalnym. Tu gruzy walących się domów wcale nie mają nas przywalić jak w katastroficznym "2012", a zwiastują destrukcję niestabilnego świata sennych marzeń.

Dużo pada u Nolana słów, ale przy tak skomplikowanej intrydze wydaje się to nieuniknione. Nagrodą jest finałowa sekwencja, gdzie w czterech planach, w różnych czasach, dane jest nam smakować totalne zapętlenie kilku pięter fabuły. Wolniutko lecący z mostu busik, a "piętro niżej" - balet wirujących w antygrawitacyjnym tańcu ciał - bezcenne. Zapiera dech, a kompozycje Hansa Zimmera wbijają w fotel. Znać daje o sobie skłonność Nolana do precyzji, którą widzieliśmy w "Memento" - z bohaterem, któremu "wysychają zapisy" pamięci krótkotrwałej.

Bondowska sekwencja zimowego szturmu wygląda tu na zgrzyt i zbyt głęboki ukłon w stronę sensacji, ale nie odbiera "Incepcji" tytułu najciekawszej kinowej propozycji lata. I tak w finale wbijamy wzrok w malutki, wirujący totem, który... Psssyt! Nolan wypuszcza nas z kina bez jednoznacznej odpowiedzi. I o to chodzi.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie