Na międzynarodową premierę produkcji „Gazety Lubuskiej” -...

    Na międzynarodową premierę produkcji „Gazety Lubuskiej” - „Kresy” zabrakło biletów! Organizatorzy 28. FilmFestival Cottbus zaskoczeni

    Zdjęcie autora materiału

    Zdzisław Haczek

    Gazeta Lubuska

    Aktualizacja:

    Gazeta Lubuska

    Pełna sala, widzowie na dostawkach i na podłodze, a po pokazie godzina dyskusji – takiego zainteresowania filmem „Kresy” nikt się w Cottbus nie spodziewał.
    28. FilmFestival Cottbus. 7 listopada 2018 r. dokument „GL” – „Kresy” miał tu premierę międzynarodową, a 8 listopada 2018 r. – wcześniejsza produkcja
    1/53
    przejdź do galerii

    28. FilmFestival Cottbus. 7 listopada 2018 r. dokument „GL” – „Kresy” miał tu premierę międzynarodową, a 8 listopada 2018 r. – wcześniejsza produkcja „GL” - „Wydarzenia Zielonogórskie 1960. Bitwa o Dom Katolicki” miała premierę niemiecką. Filmy prezentowali Grzegorz Widenka, producent filmu i prezes Oddziału Polska Press w Zielonej Górze oraz reżyser Rafał Bryll. ©Zdzisław Haczek/Gazeta Lubuska

    Na trwającym do niedzieli, 11 listopada 2018 r., w niemieckim Cottbus (a inaczej serbołużyckim Chociebużu) 28. Festiwalu Kina Europy Wschodniej trwa walka o widza. Bo kinomani mają tu w czym wybierać. W ciągu sześciu dni na sześciu ekranach pokazanych zostanie 217 filmów z 45 krajów. 10 tytułów ma tu premierę światową, osiem – europejską, a 33 tytuły mają tu premierę międzynarodową. Wśród nich - fabularyzowany dokument „Kresy” – najnowsza produkcja „Gazety Lubuskiej”.

    Szalone perkusyjne show na otwarcie 28. FilmFestival Cottbus!

    Ilu widzów może przyjść na pokaz dokumentu, o którym bywalcy wiedzą tyle, ile napisano w katalogu czy ile zdradza zwiastun, wyświetlany w kinowym foyer, pośród setki innych trailerów? A jednak! We wtorek, 7 listopada 2018 r., już na kilka godzin przed premierą „Kresów” dostaliśmy sygnał: seans wyprzedany! Grzegorz Widenka, producent filmu i prezes Oddziału Polska Press w Zielonej Górze, usłyszał później od bileterki: jeszcze żaden seans nie wyprzedał się tak szybko.

    Nasze Kresy. Odwiedź serwis "Gazety Lubuskiej" pełen niezwykłych historii, które opowiedzieli nam ludzie



    Zainteresowanie filmem „Gazety Lubuskiej” zaskoczyło nawet organizatorów festiwalu z dyrektorem programowym tego święta X Muzy – Berndem Buderem na czele. Część widzów siedziała na dostawkach, ktoś na schodach… Mało tego. Po filmie reżyser Rafał Bryll i producent Grzegorz Widenka jeszcze przez pół godziny odpowiadali na pytania widzów. A kolejne pół godziny dyskutowali w kinowym foyer.

    O co pytano? O formę: dlaczego wypowiedzi Kresowian przeplatają się ze scenami inscenizowanymi. Jak się mają losy przesiedlanych bohaterów „Kresów” do późniejszej akcji „Wisła”, kiedy komunistyczne władze wysiedliły z terenów powojennej wschodniej Polski Ukraińców. W sumie film „GL” wywołał tyle tematów, że trzeba by nakręcić jeszcze kilka innych filmów. Ale najważniejsi i tak pozostali Kresowianie. Autentyczni, szczerzy…To oni najmocniej przemówili do publiczności 28. FilmFestival Cottbus. 40-letni Heiko był mocno poruszony projekcją: - Niesamowite! Ci ludzie – ich wspomnienia, łzy w oczach…

    A pewna polsko-niemiecka para, która specjalnie na pokaz „Kresów” przyjechała z Berlina, w toku dyskusji z producentem i reżyserem, zaproponowała, że chętnie pomoże zorganizować pokaz filmu w Myśliborzu, gdzie też (prócz stolicy Niemiec) mieszkają. Dla sąsiadów. Pochodzących w Kresów właśnie.

    Zobacz galerię

    W środę, 8 listopada 2018 r., pokazaliśmy w Cottbus także wcześniejszy film „GL” – „Wydarzenia Zielonogórskie 1960. Bitwa o Dom Katolicki”. Seans poranny, ale jeden z członków miejscowego klubu filmowego zdążył dojechać z innej miejscowości. A mieszkanka Cottbus przyznała, że przyszła, bo bardzo interesuje ją historia partnerskiego miasta.

    Tu również była dyskusja po filmie. Reżysera Rafała Brylla i producenta Grzegorza Widenkę pytano, czy represjonowani przez władze PRL-u uczestnicy wydarzeń 1960 r. doczekali się odszkodowań, rehabilitacji. Czy o ks. Michalskim nie można nakręcić osobnego filmu. A przede wszystkim podkreślano, że to film „GL” opowiada historię, o której nikt z widzów na sali nie miał pojęcia.
    - Dziękuję za ten film – mówiła urodzona w Polsce prawniczka, od lat mieszkająca w Niemczech, która też zwróciła uwagę, że „Wydarzenia Zielonogórskie” można czytać jak ponadczasową przestrogę. Bo przecież teraz w Polsce podobnie zawłaszczana jest władza sądownicza jak w czasach PRL-u. – Jeden z bohaterów pięknie mówi, że nie chciałby mieszkać w „Czerwonej Górze”. Dziś chciałoby się powiedzieć, że ani w czerwonej, a w jakiejś brązowej.

    Nasze Kresy. Odwiedź serwis "Gazety Lubuskiej" pełen niezwykłych historii, które opowiedzieli nam ludzie



    Tym sposobem film „GL”, za założenia apolityczny, a mający przede wszystkim przywołać pamięć o faktach sprzed kilkudziesięciu lat, zyskał na FilmFestival Cottbus kolejne życie.

    Dyrektor programy 28. FilmFestival Cottbus Bernd Buder o produkcjach „Gazety Lubuskiej”:
    - Jestem bardzo szczęśliwy, iż w naszym programie znajdują się filmy z Zielonej Góry, opowiadające o wydarzeniach z przeszłości, które do tej pory często były przedmiotem tabu. Naoczni świadkowie to ludzie posunięci w wieku i już niedługo nie będą oni w stanie przekazać tych historii. Niektórzy z nich po raz pierwszy publicznie mówią o historii swojego życia i tych ogromnych wyzwaniach, z którymi przyszło im się zmierzyć. Jeden z filmów opowiada o antyrządowych protestach, które były prawdziwym dowodem odwagi mieszkańców miasta. Drugi z nich porusza ponadkulturowy problem przesiedleń, z którym zmagano się zarówno w Polsce, Niemczech, jak i na terenach Besarabii, i z którym wiele osób zmaga się także współcześnie. Ludzie musieli porzucić swoje domostwa i osiedlić się w nowym dla siebie otoczeniu i ponownie zbudować swoją wspólnotową tożsamość. W mojej opinii jest to najważniejsza kwestia, która w tym filmie została ukazana w bardzo ciekawy sposób, gdyż zwraca ona uwagę zarówno na historyczny, polski, jak i uniwersalny wymiar problemu. Najbardziej interesująca w tym kontekście wydaje mi się sprawa traumy, którą przechowywali w sobie ludzie, zmuszeni do ucieczki z miejsc, w których ich rodziny mieszkały od wieków i do odnalezienia się na obcej ziemi wśród obcych osób i założenia tam domu. Opowieść jest pierwszym krokiem w procesie jej przepracowywania i z pewnością warta jest lepszego zgłębienia.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    GazetaLubuska.pl poleca:

    Jest praca w świebodzińskiej firmie SECO/WARWICK

    Jest praca w świebodzińskiej firmie SECO/WARWICK

    Tu znajdziesz kandydatów w wyborach samorządowych 2018

    Tu znajdziesz kandydatów w wyborach samorządowych 2018