Jest porozumienie winiarzy i urzędników dotyczące założenia największej winnicy w Polsce. Od dziś wiemy, kto zrobi lubuskie wino i za czyje pieniądze...

Stół w sali kolumnowej urzędu marszałkowskiego był długi, bo sygnatariuszy porozumienia winiarskiego było prawie 10. Wicemarszałek województwa, przedstawiciele dwóch stowarzyszeń winiarskich, wójt gminy Zabór, szef ośrodka doradztwa rolniczego w Kalsku...

Każdy ma się przyczynić do powstania w Łazie koło Zaboru największej winnicy w Polsce.

Po co nam w ogóle taka winnica? - Wystarczyło wczoraj być na święcie wina i miodu w Ochli - odpowiada wicemarszałek Elżbieta Polak, jedna z pomysłodawczyń plantacji. - Goście przyjechali nawet z Wielkopolski. Lubuskie jest warte zachodu również dlatego, że pamiętamy o winiarskich o tradycjach regionu - przekonuje urzędniczka, nawiązując do hasła reklamowego i marki województwa.

- Jeśli teraz nie wykorzystamy szansy, by założyć tę winnicę, możemy zaprzepaścić szansę na lubuskie wino na kolejne 30 lat - ocenia dyrektor ośrodka doradztwa rolniczego w Kalsku Andrzej Bartkiewicz. Tym bardziej, że lubuskie wino jest już zarejestrowane w ministerstwie jako produkt regionalny, a kupić go na razie nie sposób. I w rzeczywistości takiego jednego wina nie ma...

Czytaj też: Uprawa winorośli: od tradycji do biznesu

Winnica, jakiej nie ma



Największa winnica w kraju może pomóc w rozwoju lubuskiego winiarstwa. Na 36 hektarach ziemi koło Zaboru powstać ma plantacja, ale także atrakcje dla turystów - ścieżki edukacyjne, miejsce do degustacji win, może muzeum... Przypomnijmy, że teren będzie własnością samorządu województwa (za kilka dni urząd wystąpi do agencji rolnej o nieodpłatne przekazanie ziemi), winnicą administrować będą specjaliści z Kalska, a winorośle posadzą sami winiarze. Podpisane dzisiaj porozumienie precyzuje, kto ma się czym zajmować, na razie bez szczegółów. Ale i tak pozwoliło dzisiaj powiedzieć winiarzom: - Startujemy!

W tym roku ziemia skarbu państwa ma trafić do samorządu, gmina szybko ma zmienić plan zagospodarowania terenu i przeznaczyć go pod winnice, ośrodek w Kalsku przygotuje kosztorys i koncepcję przedsięwzięcia. W tym samym czasie wybrani zostaną winiarze, którzy stworzą koło Zaboru plantację. - To jest ogromne zobowiązanie dla nas - mówi Kinga Kowalewska - Koziarska ze stowarzyszenia Winnice Lubuskie.

- Zgłosiło się 18 chętnych winiarzy - przedstawia Roman Grad, szef Zielonogórskiego Stowarzyszenia Winiarskiego. Nie wiadomo, czy wszyscy dostaną ziemię. Raczej nie. Województwo stawia tylko na profesjonalistów.



Czytaj też: Co dalej z winnicą koło Zaboru?

Sporo pracy przed nimi



Ile to będzie wszystko kosztować? I kogo? Na razie konkretne kwoty nie padają, ale wszystko może wynieść ponad 10 milionów złotych. Samorząd województwa obiecuje pieniądze (również unijne) na infrastrukturę i promocję, winiarze dają pracę i nasadzenia. Na razie nie wiadomo jednak, kto zbuduje winiarnię (czy chociażby piwnice) i inne obiekty dla turystów. To będzie jeszcze ustalane.

Jeśli wszystko uda się zrobić w terminie, za pięć lat wypijemy pierwsze wino z największej polskiej winnicy. Będzie 350 ton winogron rocznie i kilkaset tysięcy litrów wina. - A przy takiej ilości na pewno będzie się opłacało wprowadzić trunek do sprzedaży - zapewniają winiarze. Odpowiadając na pytanie, czy to lubuskie wino można będzie w końcu kupić...