Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

„Nie chciałam jeść, aby nie przytyć. Płakałam nad talerzem z jedzeniem”. Historia bulimiczki, która wygrała z chorobą

OPRAC.:
Katarzyna Dębek
Katarzyna Dębek
Wideo
od 16 lat
Mimo że o takich zaburzeniach odżywiania jak bulimia czy anoreksja wiemy coraz więcej, to nadal przez wielu są one bagatelizowane, nazywane fanaberiami lub kwitowane poradą: „Po prostu zacznij normalnie jeść!”. Z takimi reakcjami spotkała się również Aleksandra Dejewska-Wysogrocka, która przez 10 lat zmagała się z bulimią oraz anoreksją bulimiczną. Dziś w swoim gabinecie i klinice, którą prowadzi, pomaga osobom chorym wyjść z zaburzeń odżywiania.

Spis treści

Aleksandra Dejewska-Wysogrocka – obecnie psycholożka i terapeutka zaburzeń odżywiania – zdecydowanie podkreśla, że bulimia, anoreksja czy napadowe objadanie się to choroby, nie zaś przejściowe fazy charakterystyczne dla młodych ludzi lub „wymyślanie”. Dlatego tak ważna jest edukacja na ich temat i odpowiednie reagowanie. By jednak dojść do tej konkluzji, nasza bohaterka musiała przebyć długą i wyboistą drogę.

Co spowodowało bulimię u pani Aleksandry?

Aleksandra wskazuje, że czynnikiem, który przyczynił się do jej choroby, były trudne relacje rodzinne. Pochodzi bowiem z domu, w którym zdarzały się akty przemocy fizycznej, psychicznej i ekonomicznej. Miało to znaczny wpływ na jej postrzeganie własnego ciała.

Zawsze porównywałam się do innych. A to, co myślałam na swój temat, było echem słów, które słyszałam. „Jesteś krnąbrna, leniwa, niczego nie potrafisz doprowadzić do końca”. Miało to na mnie ogromny wpływ. W pewnym momencie zaczęłam siebie nienawidzić. Wyobrażałam sobie, że stoję naprzeciwko siebie i okładam się pięściami. Gardziłam swoimi słabościami, wyglądem i tym, że nie potrafię osiągnąć perfekcji – mówi Aleksandra, wspominając swoje dzieciństwo i lata nastoletnie.

Kiedy Aleksandrze założono aparat ortodontyczny, schudła 8 kg, a nowa waga bardzo jej się spodobała. Jednak, gdy znów mogła spożywać stałe pokarmy, pojawił się problem – nie chciała jeść, by nie przytyć. Doskonale zapamiętała moment, gdy, będąc już w liceum, płakała nad talerzem spaghetti. Pamięta też słowa, które wypowiedziała wtedy jej mama: „Nie wydziwiaj”.

Życie z bulimią i anoreksją bulimiczną

Aleksandra wspomina, że na początku łatwo było jej ukrywać chorobę. Często przebywała w domu sama lub tylko z bratem. Kiedy jej mama wracała z pracy, Ola mówiła, że już jadła. Początkowo głodziła się albo prowokowała wymioty jedynie przed „ważnymi okazjami” – wyjściami czy imprezami – by wyglądać szczupło.

Zaczęło się od jednego napadu w miesiącu, potem było objadanie się i wywoływanie wymiotów co 3 tygodnie, co 2, aż w końcu doszłam do 5-6 napadów dziennie – mówi Aleksandra Dejewska-Wysogrocka. – Potrafiłam nawet je planować, kiedy wiedziałam, że będę sama w domu. Katowałam się także ćwiczeniami fizycznymi, by w ten sposób spalić przyjęte kalorie. Doprowadziłam się do takiego stanu, że z wysiłku i wycieńczenia drętwiały mi kolana – dodaje.

Aleksandra chorowała też na anoreksję bulimiczną, która charakteryzuje się głodówkami i spożywaniem małej liczby kalorii. Do objadania się i zwracania pokarmów doszło więc także obsesyjne ważenie jedzenia. Jak wskazuje ekspertka, poproszenie o pomoc nie wchodziło w grę – wiązało się ze wstydem i poczuciem, że jeśli to zrobi, będzie słaba.

Skutków bulimii nie dało się nie zauważyć

Kompulsywnie ćwiczyłam lub regularnie głodziłam się przez tydzień lub dwa, ale nie widziałam w tym problemu. Co więcej, uważałam, że to mój sposób na trzymanie linii, a trzeba powiedzieć, że w pewnym momencie nie przekraczałam 800 kalorii dziennie – wspomina Aleksandra. – Zaniepokoiły mnie dopiero takie sygnały jak: krew w ślinie, palpitacje serca, wypadające włosy, problemy z cerą i tarczycą, bóle brzucha oraz powtarzające się stany depresyjne. Wtedy zrozumiałam, że sytuacja jest poważna.

Impulsem, który sprawił, że Aleksandra stawiła czoła problemowi, była chęć budowania zdrowego związku. Postanowiła, że nie chce oszukiwać swojego partnera i opowiedziała mu o zaburzeniach odżywiania. To od niego otrzymała potrzebne wsparcie. Również mama ekspertki pomogła jej na tyle, na ile umiała.

Proces leczenia bulimii nie był łatwy

Wychodzenie z zaburzeń odżywiania w przypadku Aleksandry Dejewskiej-Wysogrockiej trwało 2 lata. W tym czasie była ona pod opieką dwóch lekarzy, ale prawdziwy rezultat przyniosły praca własna i oddanie kontroli terapeutom. Dużą rolę odegrała także edukacja. Dorosła już Ola postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce, udała się do księgarni i kupiła naukowe książki dotyczące psychologii. Postanowiła, że musi zrozumieć mechanizmy rządzące jej psychiką, by walczyć z chorobą.

Właśnie wtedy odkryłam, że moje zachowania są uwarunkowane m.in. sytuacją rodzinną i innymi czynnikami zewnętrznymi. Dzięki temu przestałam obwiniać się za zaburzenia i zaczęłam sobie odpuszczać – wyjaśnia Aleksandra. – Oczywiście nie był to łatwy proces. Na pewno nie wyglądało to tak, że jednego dnia miałam napady objadania się, a drugiego byłam zdrowa. Wymagało to czasu i ogromu pracy, by wyrobić w sobie zdrowe nawyki – dodaje.

W tym czasie Aleksandra zajęła się również prowadzeniem bloga i edukacją na temat psychologii. Wtedy też złożyła sobie obietnicę.

Postanowiłam, że to ja pokonam bulimię, a nie ona mnie. Co więcej, swoje przeżycia wykorzystam, by pomagać innym – mówi ekspertka

.

Wiedza jak pomagać płynąca z własnego doświadczenia

Aleksandra Dejewska-Wysogrocka jest dietetyczką, psycholożką i terapeutką zaburzeń odżywiania. Posiada wykształcenie potrzebne do pracy z osobami chorymi, ale to dzięki swoim trudnym doświadczeniom może pomagać im tak skutecznie. Dziś ma swój własny gabinet, w którym spotyka się nie tylko z dziećmi i młodzieżą, ale także z ludźmi dorosłymi. Wskazuje, że za zaburzenia odżywiania często odpowiadają temperament i kwestie osobowościowe, natomiast takie czynniki jak problemy w domu, alkoholizm rodziców czy zaniedbanie, a także wpływ mediów i stresująca praca mogą zwiększyć ryzyko zachorowania.

Po tym, co sama przeszłam, wiem, jak istotne w relacji z osobą chorą jest zwracanie uwagi na jej osiągnięcia, osobowość i dobre cechy charakteru, nie zaś na wygląd. To ważne, by nie komplementować ludzi z zaburzeniami odżywiania, mówiąc im, że schudły albo że się zaokrągliły. Chorobom takim jak anoreksja i bulimia często towarzyszy dysmorfofobia, czyli zaburzony obraz własnego ciała. Nawet jeśli waga danej osoby jest w normie, to i tak będzie ona widziała swoje ciało jako za grube i nieestetyczne – wyjaśnia ekspertka.

Aleksandra wykorzystała swoje doświadczenia, by pomagać innym. Otworzyła gabinet, a kilka miesięcy temu spełniła marzenie i, wraz z innymi ekspertkami, stworzyła klinikę Dejewska Clinic. Napisała także książkę, w której przedstawiła historię swojej choroby, i założyła fundację „Aż sobie zazdroszczę” wspierającą osoby chore oraz ich rodziny. Jej opowieść kończy się dobrze. Ale ilu dorosłych, którzy zmagają się z zaburzeniami odżywania, nie może tego o sobie powiedzieć? Ilu młodych ludzi wciąż słyszy: „Nie wydziwiaj” i „Zacznij w końcu normalnie jeść”?

Uzupełnij domową apteczkę

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Materiał oryginalny: „Nie chciałam jeść, aby nie przytyć. Płakałam nad talerzem z jedzeniem”. Historia bulimiczki, która wygrała z chorobą - Strona Kobiet

Wróć na gazetalubuska.pl Gazeta Lubuska