Tajemnicze i niezwykłe miejsca w naszych lasach: Na zielonogórskich wzgórzach

Redakcja
Czy podmiejski las może nas czymś zaskoczyć? Przekonajmy się wędrując przez podzielonogórskie wzgórza. Tutaj przyroda opowiada niesamowite historie. Do tego ślady przeszłości.

Okolice Zielonej Góry pocięte są szlakami dla wędrowców, cyklistów, narciarzy i wielbicieli nordic walkingu. Najłatwiej ruszyć na wyprawę od strony Parku Piastowskiego, zwanego także Wzgórzami Piastowskimi. Nazwa Piasten-Höhe obowiązywała już przed II wojną światową i do tego podmiejskiego lasu prowadziła ul. Piastowska (Piasten-Straße). To hołd złożony wówczas piastowskim władcom i mieszkańcom tych ziem.

Nazwę oficjalnie nadano w 1897 w 500. rocznicę śmierci Henryka XIV Wróbla, który uwielbiał tereny łowieckie na podzielonogórskich wzgórzach.

My też ruszamy na łowy z aparatem fotograficznym w dłoni. Mijamy amfiteatr, stok narciarski, tor saneczkowy, charakterystyczną górkę, która niegdyś była skocznią narciarską. To tzw. Góra Tatrzańska. Wybieramy jeden ze szlaków wiodących w kierunku Wilkanowa. Chociażby ten niebieski. Naszym przewodnikiem jest leśniczy Mariusz Gleń, który sprawuje pieczę nad leśną ścieżką edukacyjną zielonogórskiego nadleśnictwa.

- To interesujący teren, urozmaicony krajobrazowo - mówi Gleń. - Już to sprawia, że spacer jest pasjonujący. Największą trakcją jest oczywiście tzw. Wieża Bismarcka.
Leśnik snuje pasjonujące opowieści o robinii, którą błędnie nazywamy akacją i o kowaliku ptaku, który biega po drzewach głową w dół.

- Te białe, charakterystyczne plastikowe pojemniki nie są wbrew obiegowej opinii pułapkami na szkodniki - dodaje. - To pułapki feromonowe, które tylko prognozują ilość owadów. Wabimy je przy pomocy feromonów, czyli zapachów. Są wonie pokarmowe i... erotyczne.
Niedaleko charakterystyczny kokon, jakby plątanina pajęczyn. To sprawka niewielkiego motyla, prawdopodobnie narożnicy. W ten sposób chroni on swoje larwy przed ptakami.
- A te doły to po bombach? - pytamy naszego przewodnika widząc las usiany charakterystycznymi wykrotami.

Okazuje się, że to... szkody pokopalniane. Tak, tak w okolicy Zielonej Góry eksploatowano węgiel brunatny, czego ślady widać w lasach. Pierwsza kopalnia węgla brunatnego w Lubuskiem została zbudowana właśnie w Zielonej Górze - otwarty w 1840 roku szyb "Emilia". W okolicy Świdnicy, Słonego i Wilkanowa wydobywano węgiel blisko 100 lat.

Tradycyjnie spacer kończymy obok wieży z cegły. To Wieża Bismarcka, dziś nazywana jest raczej Wieżą Wilkanowską. Ma wysokość 20 metrów i została zbudowana z czerwonej cegły. To charakterystyczny punkt, gdyż stoi na szczycie Góry Wilkanowskiej (Kosowej Góry), która jest najwyższym wzniesienia Wału Zielonogórskiego o wysokości 221 m n.p.m.

Stąd możemy rozejrzeć się po okolicy, czyli Wale Zielonogórskim - najwyższej części Wzniesień Zielonogórskich. Ten krajobraz zawdzięczamy lodowcowi, który spiętrzył skały trzeciorzędowe i węgiel brunatny. Miasto zajmuje północny skłon Wału.

KOWALIK - ptak, który chodzi głową w dół

Kowalika spotkać nie jest trudno. Gorzej z jego obserwowaniem - jest niesamowicie ostrożny, ruchliwy i szybki. Wielkością przypomina wróbla, ale ma długi, silny, dłutowaty dziób. Samiec i samica nie różnią się wyglądem oprócz barwy boków - u samca są one ciemnokasztanowe z wiśniowym odcieniem, a u samicy jasnobrązowe z rdzawym zabarwieniem. To prawdziwy akrobata. Szukając owadów pod korą schodzić po pniu głową w dół, nie podpiera się ogonem. Zimą tworzy stada z sikorami, mysikrólikami i dzięciołami. Jest także niezłym budowniczym. Wprawdzie wprowadza się zazwyczaj do dziupli zrobionych przez dzięcioły, ale jeśli otwór jest za duży, czyli większy od średnicy tułowia ptaka, to oblepia on krawędzie otworu gliną lub błotem, dostosowując jego wielkość do pożądanego rozmiaru. Dzięki temu łatwo poznać, które z dziupli są zajęte przez kowaliki.

ROBINIA AKACJOWA - to przybysz zza oceanu

Mariusz Gleń pokazuje nam gałązkę z pytaniem co to jest? Akacja odpowiadamy urażeni, że pyta nas o taki banał. Tymczasem nie jest to akacja, ale... pseudoakacja. Nazwa Robinii pseudacacii pochodzi od nazwiska Jeana Robina (1550-1629), botanika francuskiego, który sprowadził roślinę do Paryża.

Nazywana jest także grochodrzewem i osiąga wysokość do 25 m. W maju jej białe, przyjemnie pachnące kwiaty tworzą grona. Owocem jest płaski, czarnobrązowy strąk z małymi brązowymi nasionami. Wszystkie części drzewa są trujące. Robinia jest rośliną leczniczą, stosowaną w stanach zapalnych dróg moczowych i nerek, przy niewydolności krążenia oraz dla pobudzenia trawienia.

- Zwróćcie uwagę na to, że pod tymi drzewami roślinność jest zawsze bujniejsza - dodaje leśnik. - Bo znalazła sposób na użyźnienie ziemi. Na jej korzeniach żyją specjalne bakterie, które przyswajają azot.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie