Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

W Lubuskiem chcą przywrócić dropia. Czy "polski struś" znów będzie biegał po naszych polach?

Magdalena Marszałek
Magdalena Marszałek
W naszym kraju drop wyginął kilkadziesiąt lat temu.
W naszym kraju drop wyginął kilkadziesiąt lat temu. PZŁ w Gorzowie
Ciężko pomylić go z jakimkolwiek innym ptakiem. Drop zwyczajny jest piękny i majestatyczny, ale przede wszystkim ogromny. To największy europejski ptak i jeden z najcięższych, któremu udaje oderwać się od ziemi. W naszym kraju wyginął kilkadziesiąt lat temu. Jest jednak koncepcja, aby wrócił do rodzimej fauny.

Gatunek, który wyginął w naszym kraju ponad trzy dekady temu mógł ważyć nawet dwadzieścia kilogramów, co czyniło go jednym z najcięższych ptaków potrafiących latać. Dropie mierzyły ponad sto centymetrów długości i prawie tyle samo wysokości, a rozpiętość ich skrzydeł sięgała ponad dwóch metrów. Historia tego gatunku jest dość burzliwa. To głównie za sprawą człowieka, który zawsze był największym wrogiem dropia.

Dlaczego drop zniknął z rodzimej fauny?

Jeszcze w dziewiętnastym wieku odnotowywano liczne skupiska tych ptaków występujące na znacznych obszarach kraju. Jednak z czasem polowania, kłusownicy, a także rolnicy, którym drop niszczył i pustoszył pola uprawne, doprowadzili do gwałtownego spadku populacji tych ptaków.

Drop bardzo słabo adaptuje się do zmieniających się warunków środowiskowych. Wyginął głównie z powodu braku przystosowania do środowiska, które stopniowo przekształcane przez człowieka, coraz mniej mu służyło. Jego zagładę spowodowała między innymi chemizacja rolnictwa, która generalnie zdziesiątkowała nam ptaki drapieżne, czyli jastrzębie czy myszołowy. Narastająca intensyfikacja rolnictwa, zmiany w użytkowaniu gruntów oraz rozwój infrastruktury przesyłowej oraz komunikacyjnej również zrobiły swoje. Drop trudno też się rozmnaża. Wymaga odkrytych terenów z niską roślinnością i znajdujących się z dala od lasu. W zagłębieniu terenu składa tylko dwa jaja, z których wylęgają się młode. Zarówno jajka jak i pisklęta stanowią łatwy łup dla wszystkich drapieżników - mówi Wojciech Pawliszak, przewodniczący zarządu Polskiego Związku Łowieckiego w Gorzowie Wielkopolskim.

Drop zwyczajny wyginął na terytorium naszego kraju w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku, choć jeszcze na przełomie dziewiętnastego i dwudziestego wieku były go tysiące.

Chcą przywrócić dropia naturze

Po drugiej wojnie światowej podjęto próby ratowania gatunku w stacji badawczej w wielkopolskich Siemianicach, gdzie rozpoczęto wylęg w sztucznych warunkach, odchowanie oraz wypuszczanie ptaków na wolność. Jednak w 1980 roku nieznani sprawcy zabili dziewięć z trzynastu osobników, a dwa lata później dwa kolejne ptaki. Niecałe trzydzieści lat później koncepcję reintrodukuj dropia rozpoczęła Generalna Dyrekcja Lasów Państwowych we współpracy z Uniwersytetem Zielonogórskim. Projekt, którego celem było przywrócenie tego majestatycznego ptaka na nasze łęgi został jednak przerwany.

Ta koncepcja zrodziła się w Lasach Państwowych. Opracowało ją nadleśnictwo w Świebodzinie. Powstał nawet projekt dotyczący budowy stacji hodowli dropia. Pomimo, że te prace były już mocno zaawansowane, to program nie został zrealizowany. Dwa lata później zadanie podjął Zarząd Okręgowy Polskiego Związku Łowieckiego w Gorzowie Wielkopolskim. Przy wsparciu instytucji badawczych udało się nam uaktualnić koncepcję reintrodukcji gatunku, wybrać odpowiedni obszar i stworzyć biznesplan przedsięwzięcia - tłumaczy Wojciech Pawliszak.

Będzie wielki powrót wielkiego ptaka?

W ramach nowego projektu "Kraina dropia" w województwie lubuskim, wspieranego badawczo przez Uniwersytet Zielonogórski oraz finansowo przez Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Zielonej Górze, a także przy współpracy ze stacjami hodowli dropia w Niemczech oraz na Węgrzech, wybudowana została już Stacja Hodowli Dropia wraz z infrastrukturą w postaci wolier adaptacyjnych dla piskląt. Została ona zlokalizowana w Pławinie w powiecie strzelecko-drezdeneckim.

Ta stacja została już wyposażona w specjalistyczny sprzęt i aparaturę, a więc inkubatory, klujniki czy odchowalniki. Kolejnym etapem projektu będzie zakup i sprowadzenie jaj do wylęgu. Chcemy sprowadzać jaja skądkolwiek nam się uda. Chodzi tylko o to, aby one były tego samego genotypu, co oznacza, że nie możemy sprowadzać ich na przykład zza Pirenejów czy z Hiszpanii, gdzie jest ich bardzo dużo i byłyby one bardzo proste w hodowli, ale musimy sięgnąć po naszą populację wschodnio-europejską. Kolejnym krokiem będzie rozpoczęcie wsiedleń według koncepcji born to be free, polegającej na stopniowej adaptacji do środowiska młodych osobników urodzonych w hodowli i monitoring nowej populacji - mówi Wojciech Pawliszak.

Pomysł nie jest prosty, ale nie niemożliwy

Przywrócenie gatunku wymaga solidnego planu i przygotowania, aby zapewnić ptakom odpowiednie warunki. Rzecz nie jest prosta, ale nie niemożliwa. Pomysł z przywróceniem dropia wydaje się coraz bardziej realny.

Trzeba powiedzieć wprost, że ryzyko niepowodzenia tego projektu jest duże, bo drop jest bardzo trudny do odtworzenia. Jednak udało się to Niemcom, gdzie od kilkudziesięciu lat realizowane są projekty czynnej ochrony tego gatunku. Działania te zostały podjęte po gwałtownym spadku liczebności. Obecnie niemiecka populacja dropia nie zmniejsza liczebności, a ma nawet trend wzrostowy. Udało się to również Węgrom, więc dlaczego my nie mamy spróbować na swoim terenie wsiedlać tego gatunku? Uważam, że jeśli nie spróbujemy, to się nie przekonamy i po prostu musimy zaryzykować. Do tego, by dropie powróciły na dobre, trzeba odważnych decyzji, a my jesteśmy do tego zdeterminowani i dobrze przygotowani - zapewnia Łowczy Wojciech Pawliszak.

Dropie są wymagającym gatunkiem, który potrzebuje odpowiednich warunków do rozmnażania. Należy zatem odtworzyć nie tylko sam gatunek, ale również warunki, w jakich żył. To może być kolejne wyzwanie.

To nie jest tylko zakup jaj, wylęganie i hodowanie tych ptaków w zamknięciu. Musimy zmienić podejście i nastawienie do całej polityki rolnej na terenie okalającym stację. Jeżeli nie dogadamy się z rolnikami, żeby oni siali rośliny preferowane dla dropia oraz nie stosowali niebezpiecznej chemii w postaci oprysków, to sami nie jesteśmy w stanie wiele zdziałać. - dodaje Wojciech Pawliszak. - To jest działanie całej społeczności lokalnej, nakierowane na to, żeby drop miał szansę przeżycia. Konieczna jest również szeroko zakrojona współpraca z kołami łowieckimi i myśliwymi, którzy staliby na straży gatunku i kontrolowali liczbę drapieżników, które mogłyby zagrażać dropiom.

Projektu nie udałoby się zrealizować bez wsparcia finansowego w formie dotacji z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Zielonej Górze, współpracy z Regionalną Dyrekcją Ochrony Środowiska W Gorzowie Wielkopolskim oraz Uniwersytetem Zielonogórskim. Reintrodukcja oraz ochrona dropia i jego siedlisk zwiększy różnorodność biologiczną i może bardzo pozytywnie wpłynąć na środowisko, a szczególnie na ochronę krajobrazu rolniczego. Jest to nowoczesne podejście do ochrony przyrody.

Zobacz również:

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Czy ubezpieczanie upraw zyskuje na popularności?

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na gazetalubuska.pl Gazeta Lubuska