Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Władysław Komarnicki: - Chciałem mieć więcej atutów

Robert Gorbat 95 722 69 37 [email protected]
Władysław Komarnicki ma 66 lat. Od stycznia 2002 r. członek zarządu Stali Gorzów Wlkp., od 2005 r. prezes klubu. W zawodowym życiu przewodniczący rady nadzorczej gorzowskiej firmy Interbud West. Żonaty z Renatą, ojciec Sebastiana i Beaty, dziadek czworga wnucząt.
Władysław Komarnicki ma 66 lat. Od stycznia 2002 r. członek zarządu Stali Gorzów Wlkp., od 2005 r. prezes klubu. W zawodowym życiu przewodniczący rady nadzorczej gorzowskiej firmy Interbud West. Żonaty z Renatą, ojciec Sebastiana i Beaty, dziadek czworga wnucząt. fot. Kazimierz Ligocki
- Na startach w Grand Prix korzysta finansowo najwyżej trzech, czterech pierwszych zużlowców. Reszta ssie pieniądze z polskich klubów i jeździ na nasz koszt! - mówi Władysław Komarnicki, prezes Caelum Stali Gorzów Wlkp.

- Dużo pan wydał na kampanię wyborczą?
- Sporo, ale wyłącznie moich prywatnych pieniędzy. Nie widzę potrzeby, by ujawniać tę kwotę.

- Jak ważne były dla pana ostatnie wybory?
- Jestem spełnionym człowiekiem. Pomogłem bezinteresownie wielu ludziom. Wiem, jak przyciągnąć inwestorów i znaleźć pieniądze. Marzyłem, by zamknąć moją zawodową i społeczną biografię sukcesem politycznym. To miała być taka wisienka na torcie.

- Chodziło panu wyłącznie o dobre samopoczucie?!
- Nie kandydowałem do Senatu w akcie próżności. Byłem dobrze przygotowany merytorycznie i mentalnie do pełnienia funkcji senatora. Odbyłem nawet kilka rozmów w Warszawie, by pomóc Gorzowowi wybudować nowoczesną halę sportową. Na początek, bo miałem wiele pomysłów dla całego regionu. Parlamentarny mandat był mi potrzebny do tego, by otworzyć kilka drzwi. Będąc tylko prezesikiem klubu żużlowego przyciągnąłem tutaj ze stolicy kilka milionów złotych. Mając większe możliwości, mógłbym działać w większej skali.

- Pańscy oponenci mówią, że starał się pan wjechać do Senatu na żużlowym motocyklu. Nie przecenił pan pozycji speedway'a?
- Wynik z samego Gorzowa pokazał, że ludzie docenili moją pracę w klubie ze Śląskiej. W terenie przegrałem nie z konkretnymi nazwiskami, lecz z partyjnymi emblematami.

- Trudno oprzeć się wrażeniu, że walka o rozbudowę stadionu oraz zdobycie praw do organizacji finału Drużynowego Pucharu Świata i Grand Prix miały służyć przede wszystkim pańskiemu politycznemu sukcesowi...
- Gdybym potwierdził, iż żużel był dla mnie tylko instrumentem w politycznej walce, to zgodziłbym się na przekreślenie prawie dziesięciu lat społecznej pracy w klubie. Jeśli ktoś tak myśli, to po prostu konfabuluje. By nie użyć mocniejszych słów. Trzeba być idiotą, by ciężko pracować tyle sezonów dla jednej politycznej próby. Przypomnę, że sześć lat temu też kandydowałem do Senatu. Po to, by ratować upadającą wówczas Stal. Speedway zawsze był w tle, lecz nie jako instrument. Bardziej jako cel, misja do spełnienia.

- Od kilku lat władze Stali są wybierane tylko na roczną kadencję. Ludzie mówią, że wprowadził pan tę zmianę, by móc się rozstać z klubem w dowolnym momencie. Czyli po zdobyciu parlamentarnego mandatu. No, chyba że ma pan zamiar kierować ,,Staleczką'' jeszcze przez długie lata i niezależnie od wszelkich okoliczności...
- Nie odkryję żadnej tajemnicy mówiąc, że od co najmniej dwóch lat poważnie przymierzam się do odejścia z klubu. Otoczyłem się młodymi, trzydziestoletnimi ludźmi, by znaleźć odpowiedniego następcę. I gwarantuję, że go znajdę. Będzie to osoba, w 110 procentach przygotowana do pełnienia funkcji prezesa.

- Chętnie poznalibyśmy nazwiska. Kiedyś mówiło się o Grzegorzu Rucińskim, lecz jego nie ma już w zarządzie. A Maciej Mularski podobno nie jest zainteresowany kierowaniem klubem...
- Proszę się nie martwić, w odpowiednim momencie zaproponuję członkom klubu stosowną kandydaturę.

- W stosownym momencie, to znaczy kiedy?
- Nie wykluczam, że podczas najbliższego, walnego zebrania sprawozdawczo-wyborczego Stali jeszcze raz będę się ubiegał o funkcję prezesa. A potem poproszę o godność honorowego prezesa, który od czasu do czasu będzie mógł skarcić lub nagrodzić swego następcę dobrym słowem. Ostateczną decyzję podejmę po skompletowaniu drużyny i budżetu na przyszłoroczny sezon.

- Pomówmy zatem o sprawach czysto sportowych. Jest pan zadowolony z kierunku, w którym podąża polski żużel?
- Nie. Drażni mnie co najmniej kilka kwestii. Pierwsza to taka, że zasłużyliśmy sobie na uznanie, tymczasem jesteśmy traktowani przez światową federację po macoszemu. Jest na to mnóstwo dowodów. Druga wynika z pozycji Anglików, Szwedów, a nawet Duńczyków. Ich interesy są często najważniejsze, tymczasem to my utrzymujemy cały światowy żużel! A trzecia jest związana z naszym podwórkiem. Speedway Ekstraliga to pierwsza w moim życiu spółka, której udziałowcy mają rozbieżne cele. Nawet podkładają sobie nogi! Wygląda na to, że nigdy się nie dogadamy, bo każdy ciągnie w swoją stronę.

- Ale byliście zgodni, by od nowego sezonu drużyny mogły zatrudniać tylko po jednym stałym uczestniku cyklu Grand Prix. Chcieliście wydać otwartą wojnę FIM-owi?!
- Tak naprawdę chcieliśmy puścić w świat czytelny sygnał: dość utrzymywania tak potężnej organizacji, jak BSI! Polska ekstraliga finansuje wszystkie najważniejsze rozgrywki, czyli ligę szwedzką, brytyjską i Grand Prix. A jeśli wydajemy najwięcej pieniędzy, to musimy mieć w światowym speedway'u najwięcej do powiedzenia.

- Zakładaliście, że zawodnicy będą rezygnowali ze startów w Grand Prix?
- Taki scenariusz był dla mnie oczywisty. Na startach w GP korzysta finansowo najwyżej trzech, czterech pierwszych żużlowców. Reszta ssie pieniądze z polskich klubów i jeździ na nasz koszt! Decyzje Protasiewicza, Warda, Zagara czy Kasprzaka wcale mnie nie zaskoczyły.

- Mówiliście też, że zmierzacie do zmniejszenia kosztów funkcjonowania polskich klubów. Szybko okazało się jednak, że... na złość mamie odmroziliście sobie uszy. Bo przeciętniacy żądają teraz pieniędzy, jakie do niedawna płaciliście światowym gwiazdom!
- Być może rzeczywiście występuje takie zjawisko, lecz nie dotyczy ono gorzowskiego klubu. Tak się składa, że po pożegnaniu Pedersena będzie nas stać na zatrudnienie każdego zawodnika. I jeszcze sporo zaoszczędzimy!

- Na pewno rozstajecie się z ,,Powerem''?
- Na pewno.

- Pytanie o nowe nazwiska zapewne zostawi pan bez odpowiedzi?
- Nie mogę o nich mówić, bo złamałbym przepisy. Nowe kontrakty wolno ogłaszać dopiero w grudniu. Kibicom mogę obiecać jedno: w 2012 roku Caelum Stal nie będzie gorsza od tej z ostatniego sezonu. A przy pewnym korzystnym dla nas splocie okoliczności nawet mocniejsza! Sportowym celem pozostanie miejsce w czołowej czwórce.

- Dziękuję.

Oferty pracy z Twojego regionu

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!
Wróć na gazetalubuska.pl Gazeta Lubuska