Zamek w Otyniu popada w ruinę. Czy uda się uratować zabytek?

Dariusz Chajewski
Dariusz Chajewski
Mariusz Kapała
Mariusz Kapała

Wideo

Zobacz galerię (21 zdjęć)
Sylwester Filipiak ze stowarzyszenia kultywującego historię Otynia, poprosił nas o spotkanie. Miejsce nie było przypadkowe - podwórko obok zespołu zamkowo-klasztornego w Otyniu. Na teren nie można wejść, własność prywatna

- Proszę tylko popatrzyć, jak ten zabytek wygląda - mówi Sylwester Filipiak, ze Stowarzyszenia Przyjaciół Ziemi Otyńskiej, pokazując ruinę po drugiej stronie ogrodzenia. - Właściciel w ogóle się nim nie zajmuje, a przecież to mogłaby być perełka turystyczna powiatu, a nawet województwa. Moim zdaniem jedyna szansa na poprawę sytuacji to zmiana właściciela.

Ostatni dzwonek na ratunek

Jak mówi, najpierw stowarzyszenie zajęło się upowszechnianiem wiedzy o historii Otynia, chociażby przez wystawę „Otyń, odkryj historię”. Teraz pora, aby zabrać się za zabytki. W tej chwili trwają rozmowy z konserwatorem zabytków, z samorządem. A dlaczego nie z właścicielem?

- Ponieważ jest nieuchwytny - tłumaczy nasz rozmówca. Mimo że to osoba związana z naszą okolicą, ale nie ma z nią żadnego kontaktu. A my chcielibyśmy zabrać się za prace nad zabytkiem na zasadzie pospolitego ruszenia organizacji społecznych przy wsparciu samorządu. To w kilku miejscach się udało, chociażby w Zatoniu.

Jak słyszymy w Otyniu, samorząd sprzedał obiekt za grosze i nie wiadomo, czy ówczesne władze dały się nabrać opowieściom o bogatych planach nabywcy, czy też chciały się pozbyć kosztownego „podopiecznego”.

Zamek w Otyniu popada w ruinę

- Przecież to zostało sprzedane za grosze - mówi Stefan Tuczyński, sąsiad zamku. - Mieszkam tutaj od 1952 roku. Były jeszcze witraże, w kaplicy zdobienia, w kryptach pochówki zakonników. W jednym skrzydle mieszkali ludzie, pięć rodzin. W tym głównym budynku urządzono spichlerz. Ziarno było do wysokości tych dużych okien. Później jeden pożar, drugi i szabrownicy, którzy nawet podłogi zrywali…

Poszedł za grosze

Zamek w Otyniu wzniesiony został w XV wieku na południowywschód od miejscowości. W 1437 roku, jako właściciel dóbr rycerskich wymieniany jest Sigismund von Zabel. Rodzinie tej przypisuje się budowę pierwszej murowanej siedziby w Otyniu w początkach XV wieku. W 1519 roku został przebudowany w stylu renesansowym na rozległe założenie pałacowe o trapezoidalnym planie. W 1638 roku wzniósł on kaplicę, a zamek zapisał w testamencie zakonowi jezuitów, którzy przejęli go w 1649 roku. Przebudowali zamek na potrzeby klasztorne. W miejscu zburzonego skrzydła południowego wzniesiono nowy budynek, a w miejscu dawnej zamkowej kaplicy zbudowano nowy kościół.

Burmistrz Otynia również uważa, że zabytek wraz z pięknym niegdyś parkiem powinien być ogólnodostępny.

- Zwłaszcza że powoli coraz trudniej o nadzieję, że obecny właściciel poradzi sobie z wyremontowaniem i zagospodarowaniem tego obiektu - mówi burmistrz Barbara Wróblewska. - Stąd przejęcie tego zabytku przez gminę wydaje się uzasadnione. Współpracujemy w tym zakresie z konserwator zabytków, ale pod względem proceduralnym nie jest to wcale prosta sprawa.

Także burmistrz powołuje się na przykład pobliskiego Zatonia. Otyń przystępuje właśnie do Lubuskiego Trójmiasta i to daje szansę na znalezienie sojuszników w walce o przywrócenie świetności otyńskiego zabytku. Park i pałac mogłyby się stać dla Nowej Soli tym, czym dla Winnego Grodu jest Zatonie.
Na razie do właściciela trafiają kolejne monity lubuskiej konserwator zabytków o podjęcie prac mających na celu, chociażby zabezpieczenie zabytku. Dotychczasowe jego wysiłki są oceniane raczej jako - delikatnie mówiąc - niewystarczające. Na ostatniej wizytacji obiektu właściciel się nie pojawił.
Co dalej? Czy właściciel weźmie się do roboty, czy jednak zamek wróci do miasta? Będziemy informowali.

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

trzeba poczekać, aż na stanowisku wojewódzkiego konserwatora będzie kompetentna osoba - obecnie właściciele prywatni są w lubuskim odstraszani i zabytki wyglądają, jak na zdjęciach, a kolejne raporty NIK potwierdzają jedynie "wieloletnie zaniedbania"

S
Stasia Kowalska

Gmina pozbyła się wrzoda, a teraz co? - odkupi go od właściciela a za jakie pieniądze?

Przecież konserwator zabytków ma finansowe środki nacisku to dlaczego nie korzysta z nich aż do skutku, tj. aż właściciel sam będzie błagał gminę żeby zabrała. Gmina też powinna dopomóc. Chociż za brak sztachety w płocie.

Dodaj ogłoszenie