Zbąszyń: Nikt nie chce kupić Fellnera

Eugeniusz Kurzawa
Może zamiast sprzedawać były Dom Ludowy warto stworzyć ciekawy projekt na wykorzystanie tego gmachu na cele samorządowe i szukać pieniędzy na taką realizację
Może zamiast sprzedawać były Dom Ludowy warto stworzyć ciekawy projekt na wykorzystanie tego gmachu na cele samorządowe i szukać pieniędzy na taką realizację fot. Mariusz Kapała
Jedna z najbardziej reprezentatywnych miejskich budowli idzie pod młotek. Na pierwszym przetargu nie było na nią chętnych. I nadal nie ma.

KOMENTARZ

KOMENTARZ

Na dwoje babka wróżyła
W albumie starych zdjęć "Zbąszyń. Wędrówki po mieście" widać napis Gasthof zur goldenen Krone, a dalej G. Fellners's Hotel. Jest rok 1903. Zatem przywrócenie funkcji hotelowych temu budynkowi wydaje się dobrym pomysłem.
Ale z drugiej strony samorząd nie ma, poza ratuszem, żadnych reprezentacyjnych gmachów! Dlatego może lepiej zatrzymać Fellnera! Tym bardziej, że muzeum regionalne ma mało miejsca, a biblioteka mieści się daleko od centrum w dawnych pokojach mieszkalnych.

- Pamiętam, że w tym budynku "wieki temu" miałem przyjęcie weselne - wspomina Stanisław Chlebowski. - Było to 26 czerwca 1976 roku. Ja balowałem na górze, a równolegle na dole moja koleżanka Terenia Zielińska. Tyle tam było miejsca.

Dziś trudno poznać tamten lokal. Chlebowski, jako radny, był wewnątrz kilka razy. - Jak pada, to przez dach leci woda, wszędzie stoją wanny, miski, wiadra - relacjonuje.

Najbardziej ruchliwe skrzyżowanie w mieście. Jedno skrzydło gmachu stoi przy ul. Senatorskiej, drugie przy ul. Powstańców Wielkopolskich. Młodsi, z krótszą pamięcią, mówią na ten obiekt Nadobrzanka, gdyż przed rokiem 1980 była to restauracja o tej nazwie. Starsi powiedzą Dom Ludowy, gdyż po wojnie na piętrze była duża sala, gdzie się bawiono, oglądano telewizję, spotykano, gdzie odbywały się zebrania. Najstarsi, z rocznika przedwojennego, mówią U Fellnera. Tutaj bowiem, jeszcze w czasach zaborów funkcjonował hotel i restauracja Niemca Fellnera.
- Na pierwszym piętrze znajdowała się duża sala koncertowa, na dole restauracja dla elity zbąszyńskiej - wspominał Kazimierz Olejniczak, nieżyjący już zbąszyński fotograf. - Był to budynek na tamte czasy nowocześnie wyposażony, w windę towarową i centralne ogrzewanie. Po 1945 r. przejęła go PSS "Społem".

Do niedawna w tym dużym gmachu była... szwalnia firmy Kast. Kilka osób szyło odzież, zresztą nie we wszystkie dni tygodnia. Ostatnim podmiotem korzystającym z metrażu "u Fellnera" był sklep odzieżowy, dziś już zamknięty. Klucze są w gospodarce komunalnej.

- Staram się zainteresować tym budynkiem kogo tylko można, ale na razie rezultaty są mizerne - stwierdza burmistrz Leszek Leśny.

W gablocie samorządowej na Rynku (kiosk Czesława Łodygi) wisi ogłoszenie o przetargu. To drugi już "przetarg nieograniczony na sprzedaż nieruchomości zabudowanej o pow. 0,0974 ha". Gmach stoi w strefie ochrony konserwatorskiej. Cena wywoławcza - 900 tys. zł.

- W pierwszym przetargu nie było zainteresowanych - podpowiada burmistrz. Jego zdaniem, obiekt powinien spełniać pierwotne funkcje, jak w początkach XX wieku, zatem właśnie hotelarskie. Tym bardziej, że Zbąszyniowi, jako miejscowości turystycznej, z pewnymi ambicjami, brakuje hoteli.

- Nie może być tak, że odbywają się u nas na jeziorze mistrzostwa Europy ślizgaczy, rezerwujemy hotel w Dąbkach, a trzy dni przed zawodami dowiadujemy się, że tam będzie jakieś wesele czy coś podobnego - irytuje się Leśny. - Jeśli zjeżdżają się ludzie z całej Europy, działacze, sędziowie, a przede wszystkim zawodnicy, to muszą się wyspać.

Hotel w Dąbkach, bardzo ładnie położony nad samym jeziorem, jest największym gościńcem w mieście. Hotel Podzamcze to tylko kilkanaście miejsc. Inne mają niziutkie standardy. A tu jak raz gimnazjum organizuje ogólnopolski zjazd nauczycieli języka angielskiego i gości z Anglii. Lecz w Zbąszyniu nie ma gdzie położyć 80 osób!

- Jeśli coś się ma dziać, to hotel jest niezbędny - podkreśla burmistrz. - Rozmawiałem z panem Petrakiem, właścicielem sieci hotelarskim z Gniezna, dla niego Fellner to za mały obiekt. Obiecał przysłać innych. Lecz jakoś nie widać. Potem interesowała się pani Hildebrandt z Opalenicy, bez skutku.

Co dziesiąty Polak kupuje podróbki

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie