Brat zabił brata. Rafał i Michał kochali się i nienawidzili

    Brat zabił brata. Rafał i Michał kochali się i nienawidzili

    (pij)

    Gazeta Lubuska

    Aktualizacja:

    Gazeta Lubuska

    Rafał P. przyznał się do zabójstwa brata Michała.

    Rafał P. przyznał się do zabójstwa brata Michała. ©Piotr Jędzura

    Alkohol, narkotyki, dostatnie życie, braterskie awantury, aż doszło do tragedii. Rafał P. zadał Michałowi P. śmiertelne ciosy nożem. Siedzi już za kratami i czeka na proces. Grozi mu dożywocie. – Tragedia wisiała na włosku, oni kochali się i nienawidzili - opowiadają znajomi.
    Rafał P. przyznał się do zabójstwa brata Michała.

    Rafał P. przyznał się do zabójstwa brata Michała. ©Piotr Jędzura

    - Coś strasznego, wychowałem się z nimi na jednym osiedlu, razem się bawiliśmy. To byli świetni ludzie i dobrzy koledzy – mówi znajomy braci Michała i Rafała. Mężczyźni bili się, a potem znowu godzili. Tak właśnie pamiętają ich znajomi z dzieciństwa.

    W podstawówce nr 1 bracia P. byli lubiani. – Pamiętam, jak jednego razu zorganizowali nam wycieczkę do swojego sadu, było super, wspaniała atmosfera – wspomina kolega z lat dzieciństwa. Wtedy jeszcze nic nie zapowiadało tragedii. Byli dziećmi, a każdy wybryk był zabawą.

    Chłopcy byli zawsze dobrze ubrani i mieli ekstra zabawki



    Braciom nigdy nic nie brakowało. Obrotni rodzice w latach 90. zajmowali się między innymi hurtową sprzedażą alkoholu. – Ten dom był bogaty. Kogo wtedy było stać na dwupoziomowe mieszkanie – mówią znajomi rodziny.

    Chłopcy byli zawsze dobrze ubrani i mieli ekstra zabawki. - Znajomych wokół nich była chmara, zawsze mieli jakąś atrakcyjną nowość – opowiada kolejny znajomy braci P.

    Dzieciństwo minęło, przyszła szkoła średnia i z czasem zaczęły się problemy. – Alkohol pojawił się szybko, obaj mieli do niego ciągoty, nie unikali picia – mówi dobry znajomy braci.

    Ludzie bali się z nim jechać, bo nie wiadomo czy był pijany, czy też naćpany



    Pod koniec szkoły poznali jednak coś jeszcze gorszego - narkotyki. – I to był początek ich końca, wpadli po same uszy. Z fajnych ludzi coraz mniej zostawało – mówią koledzy.

    Michał P. studiował w Sulechowie. – Chyba projektowanie terenów zielonych, ale czy skończył, nie wiem – opowiada nam koleżanka Michała ze studiów.
    Już wtedy ostro pił i ćpał. Na uczelnię do Sulechowa z Zielonej Góry dojeżdżał samochodem. – Ludzie bali się z nim jechać, bo nie wiadomo czy był pijany, czy też naćpany - mówią znajomi.

    Jednak Michał był lubiany i przy tym niezwykle uczynny, tak samo Rafał. Zawsze mieli dużo znajomych. - Tylko kiedy pili, każdy od nich uciekał – mówią znajomi. Rafał w dodatku po alkoholu lub narkotykach robił się agresywny. – Był skory do bójki, robił się zaczepny, strach było z nim przebywać – mówi koleżanka Rafała. Michał zawsze był spokojny, nawet po narkotykach.

    Nałóg alkoholowy, w którym tkwili obaj bracia, szybko spowodował ich odizolowanie. Uzależnienie od narkotyków wywołało strach u znajomych. – Chodzili po mieście naćpani, bełkotali, zaczepiali, to już nie byli ci ludzie, których znaliśmy wcześniej – mówią. Bracia żyli już wtedy sami w Starym Kisielinie. Nikt ich nie odwiedzał, oni też do siebie nie zapraszali. Z grona znajomych nie zostało już nikogo. – Nikt nie chciał znajomych ćpunów, w dodatku jednego bardzo agresywnego – tłumaczą znajomi z lat dzieciństwa.

    Jedno pozostało niezmienne, awantury. – Bracia cały czas się kłócili, a pijani byli nieznośni – mówią ludzie z Kisielina. Z drugiej strony cały czas byli za sobą. – To nie do zrozumienia, kochali się i nienawidzili, od zawsze – mówi koleżanka Rafała.

    Dwóch dorosłych mężczyzn kłóciło się między osobą jak dzieci



    Policja jeździła wielokrotnie na posesję do Starego Kisielina. Mundurowi interweniowali, bo dwóch dorosłych mężczyzn kłóciło się między osobą jak dzieci. – To zrobiły alkohol i narkotyki – mówi dobry znajomy braci. Dodaje, że oni nie potrzebowali pomocy. – O nic nigdy nie prosili, im żyło się dobrze, dobrze było im również z tym uzależnieniem – opowiada jeden z kolegów braci. Agresja wobec siebie jednak narastała. W ubiegłym roku Michał zadał Rafałowi cios nożem w nogę. Policja wtedy też była na miejscu.

    Dramat rozegrał się w sobotę, 21 listopada. Zgłoszenie o mężczyźnie dźgniętym nożem zielonogórska policja dostała około godz. 19.00. Na miejsce natychmiast pojechały patrole policji. Rafał P. został zatrzymany w niedzielę, 22 listopada nad ranem.

    Jeden z ciosów przerwał aortę



    Rafała P. był przesłuchiwany w zielonogórskiej prokuraturze rejonowej. Podejrzany o zabójstwo brata Michała P. początkowo nie przyznawał się. Zasłaniał się brakiem pamięci z powodu wypicia alkoholu. W końcu jednak przestał kłamać. – Przyznał się do zabójstwa brata – informuje prokurator Zbigniew Fąfera, rzecznik zielonogórskiej prokuratury okręgowej.

    Wiadomo już, że do morderstwa doszło podczas kłótni między braćmi na posesji w Starym Kisielinie. Rafał chwycił za nóż i zadał nim kilka ciosów Michałowi. – Jeden z ciosów przerwał aortę – mówi prokurator Fąfera. Po wszystkim Rafał uciekł z domu.

    We wtorek, 24 listopada, odbyła się wizja lokalna w miejscu zbrodni. Rafał P. opowiedział dokładnie, jak wyglądało zabójstwo. – Podczas wizji również przyznał się do zabicia brata – mówi prokurator Fąfera.

    Prokuratura wystąpiła do sądu z wnioskiem o areszt Rafała P. 31-latek jest już za kratkami. Został mu przedstawiony zarzut zabójstwa. Grozi mu kara nawet dożywotniego więzienia.

    Czytaj treści premium w Gazecie Lubuskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (2)

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    GazetaLubuska.pl poleca:

    Pracuj u nas - Seco Warwick zaprasza!

    Pracuj u nas - Seco Warwick zaprasza!

    Rezolutne przedszkolaki o świętach Bożego Narodzenia

    Rezolutne przedszkolaki o świętach Bożego Narodzenia