Oscary 2020: koreański film Bonga Joon-ho ma w sumie sześć nominacji - „Parasite”, czyli i kto tu jest pasożytem?

Zdzisław Haczek
Zdzisław Haczek
„Parasite” - koreański obraz Bonga Joon-ho - ma w sumie sześć nominacji do Oscara (do tego Złoty Glob i dwie nagrody BAFTA). Gutek Film
„Parasite” - koreański obraz Bonga Joon-ho - ma w sumie sześć nominacji do Oscara (do tego Złoty Glob i dwie nagrody BAFTA). To z nim może przegrać „Boże Ciało” Jana Komasy.

Oni – bogaci – mieszkają w dzielnicy położonej wyżej. W zaprojektowanym przez modnego architekta ogrodzonym, wielkim domu, wszystko krzyczy nowoczesnością. A gosposia spełnia wszelkie zachcianki jaśnie państwa XXI wieku. Gdyby tej kobiety nagle zabrakło – wielki porządek zacznie się sypać. Podobnie jest z młodym korepetytorem, który przychodzi do nastoletniej córki. Właśnie rzuca zajęcie i… koniecznie na znaleźć jakieś zastępstwo.

Tamci – biedni – mieszkają w dzielnicy położonej niżej. Kiedy na ulicy pojawia się pijak, biegną go pogonić, żeby nie nasikał im w okno. Jeśli pada – to koniec. Woda zalewa wszystko. Tutaj internet łowi się krążąc z komórką w wyciągniętej ręce. Tu zarabia się na kolację składając kartoniki do pizzy. Aż nagle pojawia się propozycja: bogaci potrzebują kogoś do nauki angielskiego…
I tym sposobem światy do siebie nieprzystające się w filmie „Parasite” (Pasożyt) spotykają. A nawet przenikają. Reszta tej eksplozją talentu i przenikliwej obserwacji świata przez reżysera Bonga Joon-ho, który ma na koncie takie obrazy jak „Okja” czy „Snowpiercer: Arka przyszłości”.

Świata, w którym nierówności społeczne są już tak wielkie, że tylko wypatrywać jakiejś rewolucji. Tej w „Parasite” nie ma. Zamiast masowego bunt proletariatu, mamy przebiegłe działanie, które polega na tym, że bogaty sam zaprasza biednego do swego domu. Bogatego stać bowiem na wszystko, ale człowieka nie „kupuje” w sklepie. Za to uwielbia zatrudnić kogoś poleconego, zaufanego… Naiwność do kwadratu. Tylko korzystać. Tu też reżyser dotyka kłamstwa, które zdominowało internet fake newsami, ale przecież – jak widać - równie dobrze ma się w realu.

Rodzina biedaków za pomocą fortelu pakuje się więc do azylu bogatych. Raz nawet próbuje rozkoszować się nieoczekiwaną zamianą miejsc, ale biedni szybko lądują pod stołem… Dom bogatych kryje tajemnicę, ale nie tylko przez nią jesteśmy co rusz zaskakiwani przez reżysera, który finezyjnie miesza nam czarny humor z napięciem godnym thrillera, elementami horroru i oczywiście kinem obyczajowym.

Bo przecież z nagrodzonego w Cannes Złotą Palmą „Parasite” wychodzimy nie tylko „wymaglowani” bogactwem filmowej wyobraźni, ale też z zasadniczym pytaniem: kto tak naprawdę jest pasożytem w filmie Bong Joon-ho? A może trzeba mówić o pewnego rodzaju symbiozie?

Raczej nie ma tak dobrze. W ponuro-pięknej scenie biedni schodzą do swego domu. Idą ulicami, schodami, które podczas oberwania chmury zamieniły się w rwące potoki. Próbują uratować coś z zalanego dobytku. Nikt im nie pomaga. Muszą zdać się na siebie. Na instynkt przetrwania.

Uczniowie V LO w Zielonej Górze na 29. FilmFestival Cottbus:

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
10 lutego, 22:50, Iwana:

Czy Akademia filmowa zobaczyła w tym filmie, że przysmakiem kreanczykow

jest pies w pięciu smakach. Czy widzieli tylko komórki u dzieci. Piekny, poetycki film o realiach w korei. To może coś o kuchni powiedzieli. Nigdy nie obejrzę żadnego koreanskiego filmu. Hipokryzja sięgnęła dna.

kretynka

I
Iwana

Czy Akademia filmowa zobaczyła w tym filmie, że przysmakiem kreanczykow

jest pies w pięciu smakach. Czy widzieli tylko komórki u dzieci. Piekny, poetycki film o realiach w korei. To może coś o kuchni powiedzieli. Nigdy nie obejrzę żadnego koreanskiego filmu. Hipokryzja sięgnęła dna.

Dodaj ogłoszenie