Piotr Świst - żużlowa perełka, żelazny lider, legenda Stali Gorzów. Wspomina swoje sukcesy i porażki

Szymon Kozica
Szymon Kozica
Zaktualizowano 

Wideo

Zobacz galerię (52 zdjęcia)
Piotr Świst trzy razy z rzędu był młodzieżowym indywidualnym mistrzem Polski. Wywalczył też tytuł wicemistrza świata juniorów. Na krajowym podwórku zdobył worek medali. Jest wychowankiem i legendą Stali Gorzów, ale w przebogatej karierze reprezentował także barwy klubu z Zielonej Góry. W czwartek, 20 czerwca, obchodził 51. urodziny.

Za pierwszym podejściem nawet nie został przyjęty do szkółki Stali Gorzów. Dlaczego? Pewnie był „zbyt marny, mizerny”... Ale wrócił po roku i wysłał jasny sygnał, że jednak jest jednym z największych talenciaków, jakie pojawiły się w historii klubu. W wieku juniora z rywalami robił, co chciał, i to nie tylko na krajowym podwórku. Namaszczony przez samego Edwarda Jancarza, wkrótce został żelaznym liderem Stali, a z biegiem lat także jej legendą. W Alei Sław na koronie stadionu żużlowego w Gorzowie odciśnięta jest też dłoń Piotra Śwista (rocznik 1968).

Piotr Świst - żużlowa perełka, żelazny lider, legenda Stali ...

Robimy minitor!

Marwice leżą jakieś 10 kilometrów od Gorzowa. Jan Świst przyjechał w te okolice z Zamościa, do wojska. Ożenił się, został. Tu dorastał jego syn Piotr, od najmłodszych lat zafascynowany żużlem, w czym ojciec miał swój spory udział.

– Na stadion to od takiego chodziłem – pan Piotr pokazuje, ile mógł mieć wzrostu jako taki kajtek. – A na motorze jeździłem już, jak miałem dziesięć lat albo i mniej. To była WSK trzybiegowa. Ze starszą siostrą Dorotą zawsze się biliśmy, kto ma pierwszy jeździć...

Po raz pierwszy do żużlowej szkółki Stali próbował się dostać w wieku 15 lat, uczył się wtedy w ósmej klasie SP w Baczynie. – Bogusław Nowak przyjechał po coś do mojego kolegi i tak z tym kolegą się zgadaliśmy, że trzeba by się zapisać – wspomina. – Ale ze względu na to, że byłem chyba zbyt marny, mizerny, nie przyjęli mnie. Kazali przyjść na minitor do Franczyszyna. Ojciec popatrzył i mówi: Gdzie ty będziesz tu jeździł, tyle kilometrów. Zrobimy taki tor u siebie!

ZOBACZ, CO PIOTR ŚWIST PRZEKAŻE BARTOSZOWI ZMARZLIKOWI

I zrobili. A historia jest przednia. Rok 1983. – Ojciec pożyczył wał z klubu, ciągnął go przez całe miasto ciągnikiem. Tablica „brak świateł” i ogień! – śmieje się pan Piotr. Łąka, obok las... Miejsce na minitor szybko się znalazło. – Co tam się działo! Ilu w las wjechało... Że tam nikomu nic się nie stało, to cud – pan Piotr z niedowierzaniem kręci głową. – Taczkami przywoziło się ziemię i zasypywało się dziury. A jak się kurzyło! Wiadrami wodę nosiliśmy...

Cały warsztat motocykli i sprzętu. Czarne skóry, co każda ważyła ze 20 kilogramów. Krok w kolanach, ciężko było wsiąść na motocykl. Buty się brało i naprawiało, po szewcach cały czas się chodziło...

Po roku zaprawy w takich warunkach nie było już możliwości, by 16-letni Świst nie został przyjęty do szkółki. Pierwsze spotkanie, a kandydatów na żużlowców co niemiara. – Masa. Masa. Dopiero w czerwcu wyjechałem na tor – podkreśla pan Piotr. – Cały warsztat motocykli i sprzętu. Czarne skóry, co każda ważyła ze 20 kilogramów. Krok w kolanach, ciężko było wsiąść na motocykl. Buty się brało i naprawiało, po szewcach cały czas się chodziło... Treningi mieliśmy dwa razy w tygodniu, po dwie-trzy godziny. Na pierwszym treningu Bogusław Nowak mnie wziął, a później już Stanisław Chomski. Tłumaczył, co dalej robić, jakie błędy wyeliminować. Ja sam podglądałem zawodników, jak jeżdżą, co robią. To były najlepsze lekcje. Oczywiście najbardziej zapatrzony byłem w Edwarda Jancarza, ale od innych też sporo się nauczyłem.

Piotr Świst przez 17 sezonów reprezentował barwy Stali Gorzów. Przez trzy lata był też żużlowcem klubu z Zielonej Góry
Piotr Świst przez 17 sezonów reprezentował barwy Stali Gorzów. Przez trzy lata był też żużlowcem klubu z Zielonej Góry Archiwum klubowe

Pan Piotr egzamin na licencję zdał we wrześniu. Bardzo szybko, bo po zaledwie trzech miesiącach treningów. Jesienią 1984 roku wystartował też w pierwszych w karierze oficjalnych zawodach. – Zająłem pierwsze miejsce. Czy drugie? Nie, wygrałem chyba – próbuje sobie przypomnieć. A sezon zakończył poważną kontuzją. – Na treningu wjechałem w Jarka Gałę i wyrwało mi bark. Naderwana torebka stawowa, operacja w Warszawie, u doktora Kwareckiego, który zajmował się zapaśnikami – dodaje.

Szybko to szło

Sukcesy pojawiły się błyskawicznie. Indywidualne, w parach, z drużyną. W rywalizacji juniorów i seniorów. W sezonie 1985 było już trzecie miejsce w finale Brązowego Kasku. A rok później srebrny medal młodzieżowych indywidualnych mistrzostw Polski. Wtedy jeszcze złoto zgarnął Ryszard Dołomisiewicz, ale w trzech kolejnych latach na najwyższym stopniu podium stawał już Świst. Coś niesamowitego! – Szybko to szło. I dosyć łatwo przychodziło, aczkolwiek człowiek musiał się sprężać. Były biegi ciężkie, ale też łatwiejsze, choć teoretycznie słabsi rywale często okazywali się bardzo wymagający – stwierdza pan Piotr i wylicza całą plejadę żużlowców, z którymi ścigał się na początku kariery. – Z samej Stali to Cezar Owiżyc, Jarek Gała, Mirek Daniszewski. Dalej Sławek Dudek, Rysiek Dołomisiewicz, Krzysztof Ziarnik, Waldek Cisoń, Jacek Krzyżaniak, Mirek Kowalik, Krzysztof Kuczwalski, Robert Sawina. Jeszcze Sławek Drabik...

Z worka z medalami z czasów młodzieżowca koniecznie wyłówmy srebro indywidualnych mistrzostw Europy juniorów z 1987 roku. – Nazywały się Europy, ale dla mnie to były mistrzostwa świata – przekonuje pan Piotr. I ma rację, bo w finale w Zielonej Górze wystąpił choćby Ronnie Correy z USA. Po złoto sięgnął Gary Havelock, który wywalczył 13 punktów. Świst teoretycznie miał szansę na taki sam dorobek, ale nie ukrywa, że w tamtych okolicznościach srebro i tak było nie lada wyczynem. W swoim ostatnim programowym starcie zaliczył defekt sprzętu i do mety dojechał dopiero trzeci. – Panę złapałem. Na szczęście, Cezar Owiżyc zachował się po koleżeńsku i mnie nie wyprzedził. Dzięki temu mogłem jechać w barażu o medal – zaznacza pan Piotr. W wyścigu dodatkowym nie zawiódł. Za plecami zostawił Seana Wilsona, Bo Arrhena, Tommy’ego Dunkera i wskoczył na drugi stopień podium!

Zawsze spadała na mnie odpowiedzialność za ostatnie biegi, rezerwy taktyczne, biegi dodatkowe. Byłem bardzo odporny psychicznie. Podchodziłem do tego z marszu: wsiadasz na motocykl i wygrywasz.

Nic dziwnego, że w tak młodym wieku był już liderem Stali. Ocenia, że stało się to właśnie w okolicach sezonu 1987. – Zawsze spadała na mnie odpowiedzialność za ostatnie biegi, rezerwy taktyczne, biegi dodatkowe. Byłem bardzo odporny psychicznie – przyznaje pan Piotr. – W takich momentach coś tam do głowy przychodziło, ale nie aż tak, żebym tym się przejmował. Podchodziłem do tego z marszu: wsiadasz na motocykl i wygrywasz.

Piotr Świst przez 17 sezonów reprezentował barwy Stali Gorzów. Przez trzy lata był też żużlowcem klubu z Zielonej Góry
Piotr Świst przez 17 sezonów reprezentował barwy Stali Gorzów. Przez trzy lata był też żużlowcem klubu z Zielonej Góry Archiwum klubowe

Żużel wciągał człowieka bez reszty, trzeba było angażować się całym sobą. Do tego stopnia, że nawet ślub z panną Mirellą pan Piotr brał między meczami ligowymi. Dosłownie! W świąteczny piątek, 22 lipca wyjazdowy pojedynek w Toruniu, w sobotę wesele, a w niedzielę w Gorzowie derby z Falubazem. W swoim ostatnim spotkaniu jako kawaler Świst wykręcił 12 punktów, a w pierwszym jako mąż przywiózł 10. Co ciekawe, oba zakończyły się remisowo.

Nie pamiętam nic

Dramat wydarzył się 16 czerwca 1990 roku w półfinale mistrzostw świata par w Wiener Neustadt, wtedy w każdym wyścigu rywalizowało po sześciu żużlowców. Pan Piotr jeździł w duecie z Dołomisiewiczem. Swój pierwszy start wygrali podwójnie. W drugim Dołomisiewicz upadł po ataku jednego z rywali (Pera Jonssona?) i po chwili doszło do potwornego wypadku Śwista.

– Z tego biegu nie pamiętam nic – mówi pan Piotr. – Na nagraniu wideo widać, że zacząłem hamować lewą nogą. I akurat tą nogą zahaczyłem Ryśka. Może gdybym puścił ten motocykl... Ale ja go trzymałem do końca, gazu nawinąłem przez to... I wylądowałem w trybunach, gdzieś w połowie schodów. To była bardzo spora odległość od miejsca uderzenia.

Sytuacja była niezwykle poważna, a życie żużlowca zagrożone. Jeszcze na stadionie lekarz zdecydował się na natychmiastowy zabieg tracheotomii, za pomocą strzykawki wyciągał skrzepy krwi...

Włożyłem ptasie mleczko do ust i... kurdę, nie mogę ugryźć. Wyciągnąłem i po śladach zębów zobaczyłem, że ze szczęką jest coś nie tak. Dotknąłem – gęba taaaka!

– Złamane obie ręce – jedna w dwóch miejscach, złamana szczęka, otwarte złamanie kości piszczelowej i strzałkowej – pan Piotr wymienia tylko najpoważniejsze urazy. – Przytomność odzyskałem już po zabiegach, gdy do zrobienia została szczęka i przeszczepy skóry na dłoni i na nodze.

Gdy leżał w szpitalu, odwiedzili go miejscowi kibice i przynieśli ptasie mleczko. – Włożyłem do ust i... kurdę, nie mogę ugryźć. Wyciągnąłem i po śladach zębów zobaczyłem, że ze szczęką jest coś nie tak. Dotknąłem – gęba taaaka! – pan Piotr demonstruje rozmiary opuchlizny.

Szkoda zdrowia

Na tor wrócił bardzo szybko, bo już w październiku tego samego roku. Pokazał się na mistrzostwach okręgu w Gorzowie. – Pojechałem tylko jeden bieg. Prowadziłem, ale Zdenek Tesar mnie wyprzedził. Nie miałem siły jechać – relacjonuje pan Piotr, który w następnych sezonach znów wygrywał turnieje i zdobywał kolejne medale dla Stali. Tak było do roku 1997, w którym tworzył niesłychanie mocną parę z Tonym Rickardssonem.

– Pamiętam mecz w Lesznie – zagaduję. – Przed ostatnim wyścigiem remis. Na tor wyjeżdżają Roman Jankowski z Damianem Balińskim i pan z Tonym Rickardssonem. Kibice Unii mają cichą nadzieję, że...

– A gdzie tam! Od razu 5:1 dla nas! – pan Piotr kończy za mnie. – Po biegu Rickardsson chciał zrobić „jaskółkę” i się przewrócił. W tamtym sezonie siedem meczów wygrałem w ostatnim biegu. Siedem!

Kolejne trójki Świst przywoził też dla Stali, ale już tej z Rzeszowa, bo po raz pierwszy w karierze zmienił barwy klubowe. – I nie żałuję. Bardzo miła atmosfera – dopowiada. Do Gorzowa wrócił po dwóch latach. – W domu to jest w domu. Zawsze człowiek chce jeździć u siebie. Ale nie zależy to tylko od zawodnika – wtrąca.

Tu wszystko się waliło. Trener mówił, żeby szukać sobie innego klubu. Sponsora miałem z Zielonej Góry... A niech wypominają. Dla mnie to nie problem.

Po sezonie 2002 Stal po raz pierwszy w swojej przebogatej historii spadła z ekstraligi. I to z wielkim hukiem, niestety... Pan Piotr ponownie zmienił otoczenie.

– Potrzebny był panu ten Falubaz? – podpytuję.

Piotr Świst przez 17 sezonów reprezentował barwy Stali Gorzów. Przez trzy lata był też żużlowcem klubu z Zielonej Góry
Piotr Świst przez 17 sezonów reprezentował barwy Stali Gorzów. Przez trzy lata był też żużlowcem klubu z Zielonej Góry Tomasz Gawałkiewicz

– Tu wszystko się waliło. Trener mówił, żeby szukać sobie innego klubu. Sponsora miałem z Zielonej Góry – zauważa pan Piotr. Podczas prezentacji zespołu krzyknął: „Sto procent Falubaz!”, co niektórzy kibice z Gorzowa i okolic wypominają mu do dziś. – A niech wypominają. Dla mnie to nie problem – macha ręką.

Po kilku kolejnych przeprowadzkach swoją przystań znalazł w Pile, gdzie w październiku ubiegłego roku, w wieku 48 lat, zakończył karierę. – Z żoną mówimy, że trzeba zająć się czymś innym. Po to skończyłem studia, żeby iść w tym kierunku, w którym byłem najlepszy. I przekazać swoją wiedzę i doświadczenie młodszym – zdradza pan Piotr. Podczas turnieju pożegnalnego na torze pojawił się w towarzystwie swojego 6-letniego wnuka Filipa. Czy chce, żeby chłopiec poszedł w ślady dziadka? – Nie, szkoda zdrowia – odpowiada bez namysłu. – Filip ma głowę do czegoś innego.

Trzeba trafić...

– Nie ma pan tytułu indywidualnego mistrza Polski seniorów – zauważam.

– Nie ja pierwszy i nie ostatni – stwierdza pan Piotr. – Paweł Waloszek nie ma, Jerzy Rembas nie ma – taki żużlowiec! To jeden dzień w roku, trzeba trafić ze sprzętem, zdrowiem, dyspozycją...

Najbliżej złota był w 1995 roku we Wrocławiu. W wyścigu barażowym, rozgrywanym w anormalnych warunkach, przyjechał za Tomaszem Gollobem.

Piotr Świst przez 17 sezonów reprezentował barwy Stali Gorzów. Przez trzy lata był też żużlowcem klubu z Zielonej Góry
Piotr Świst przez 17 sezonów reprezentował barwy Stali Gorzów. Przez trzy lata był też żużlowcem klubu z Zielonej Góry Robert Borowy

– A były pojedynki, które wciąż ma pan w pamięci? – dopytuję.

Wygrałem z każdym mistrzem świata, z którym jechałem. W półfinale mistrzostw świata w Bradford z Markiem Loramem i Hansem Nielsenem musiałem wygrać albo przyjechać drugi, jechałem pierwszy – Loram mnie wyprzedził, Nielsen nie.

– Wygrałem z każdym mistrzem świata, z którym jechałem – podkreśla pan Piotr, zastanawia się przez chwilę i wymienia kilka niezapomnianych biegów ze swoim udziałem. – W finale młodzieżowych mistrzostw Polski w Gorzowie z Ryśkiem Dołomisiewiczem – wygrałem. W półfinale mistrzostw świata w Bradford z Markiem Loramem i Hansem Nielsenem, musiałem wygrać albo przyjechać drugi, jechałem pierwszy – Loram mnie wyprzedził, Nielsen nie. Z Loramem w Zielonej Górze – przegrałem.

O tym ostatnim pojedynku, stoczonym w sezonie 2004, tak następnego dnia pisała „Gazeta Lubuska”: Choć losy meczu zostały już rozstrzygnięte, także ostatni wyścig okazał się bardzo emocjonujący. Najlepszy w zielonogórskiej ekipie Piotr Świst stoczył wspaniałą walkę o zwycięstwo z Markiem Loramem. Mistrz świata sprzed czterech lat dosłownie o centymetry wyprzedził jeźdźca quick-miksu. Co ciekawe, Świst na początku meczu przez wielu kibiców witany był gwizdami, natomiast na zakończenie zebrał gromkie brawa. Były one w pełni zasłużone, bo pan Piotr wczoraj pokazał wielką klasę. Choć trzykrotnie przyjeżdżał za Loramem, za każdym razem walczył z nim jak równy z równym.

ZOBACZ - KARIERA PIOTRA ŚWISTA

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

S
Stary kibic z Rzeszowa

Zdrówka Piotrze! To były piękne czasy i wspaniały żużel, teraz to czysta komercja i szmal.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3