Robert Lewandowski, żółto-czarny magik

Redakcja
Nie doceniła go Legia, nie wierzył w niego Smuda. Kilka lat temu kosztował 5 tys. zł, dziś 40 mln euro. Brazylijczyk, Niemiec, a może Hiszpan? Nie, to Polak Robert Lewandowski, przed którym w środę padł na kolana wielki Real Madryt.

Napastnik Borussii Dortmund i reprezentacji Polski był bohaterem pierwszego meczu półfinałowego Ligi Mistrzów z "Królewskimi". W środę niemiecki klub pokonał słynny Real 4:1, a wszystkie bramki dla gospodarzy strzelił Lewandowski. Na stadionie kibice żółto-czarnych krzyczeli do niego: - "Lewy", to niewiarygodne, co robisz!".
Polski napastnik upokorzył legendarny zespół, głównego faworyta tej edycji LM, więc zapewne długo będzie śnił się portugalskiemu trenerowi Realu po nocach. Zresztą już kilka godzin później w Internecie krążył dowcip na ten temat. "Żona do Jose Mourinho: - Wstawaj, już piąta! Na co słynny trener: - Co? Znów Lewandowski?!".

"Lewego" poniosło

Jeszcze kilka lat temu nikt nie wróżył mu wielkiej kariery. Nie tylko w czołowym europejskim klubie, ale również w Polsce. Nie doceniła go warszawska Legia, nie wierzył w niego były trener biało-czerwonych Franciszek Smuda. Dziś media prześcigają się w sformułowaniach, określających wyczyn zawodnika mistrzów Niemiec. "Szalony", "Niepokonany", "Polaka poniosło" - to tytuły z włoskiej prasy. Największy portugalski dziennik sportowy "Record" zatytułował artykuł "Poker Lewandowskiego zniszczył Królewskich". Z kolei "O Jogo" odnotował, że Polak przyćmił samego Cristiana Ronaldo i sponiewierał Pepe. Klasę byłego zawodnika Lecha Poznań potwierdził zresztą ten ostatni. - To był jego mecz. Wszystko, co miał do zrobienia, zrobił dobrze - oznajmił portugalsko-brazylijski obrońca. "Real runął po pokerowej karecie polskiego piłkarza" - podsumowała hiszpańska agencja Ansa. Pod wrażeniem naszego napastnika są kibice, dziennikarze, cały piłkarski świat. Także ci, którzy futbolem interesują się raczej od święta.

- Niemiecka myśl techniczna i polski robotnik - przyznał dzień po środowym pojedynku jeden
z moich redakcyjnych kolegów. I coś jest na rzeczy. Lewandowski strzela bowiem na zawołanie w Bundeslidze i europejskich pucharach (w tym sezonie Ligi Mistrzów ma na koncie już dziesięć goli, w niemieckiej ekstraklasie trafia regularnie od 11 meczów). Za to w reprezentacji odblokował się dopiero po kilku miesiącach w spotkaniu ze słabiutkim San Marino. Mało tego, gola zdobył z... rzutu karnego. Cóż, widocznie w Borussii ma dużo lepszych pomocników...

Ile wart jest Robert?

Kto wie, jak potoczyłyby się losy najlepszego obecnie polskiego piłkarza, gdyby nie osoby, które kilka lat pracowały w zaledwie trzecioligowym Zniczu Pruszków. To właśnie tam trenerzy poznali się na talencie "Lewego". Jako 18-latek trafił do zespołu z Mazowsza za 5 tys. zł. Tak tanio, ponieważ nie chciano go w Legii po poważnej kontuzji.
- Teraz pojawiają się głosy, że kupiliśmy go za grosze. Niewiele osób jednak pamięta, że pozyskaliśmy nastolatka po ciężkiej kontuzji. Wcześniej strzelał sporo bramek w rezerwach Legii. Jednak wówczas nikt nie chciał ryzykować i Robert nie miał szans, aby trafić do szerokiej kadry stołecznego zespołu. My zaryzykowaliśmy i to się opłaciło - przypomniał prezes Znicza Marek Śliwiński.

Klub z Pruszkowa, pozyskując z Legii tego napastnika, musiał jedynie ponieść koszty wyrejestrowania i rejestracji w związku jako swojego zawodnika. Czyli wymienione pięć "kawałków". - To była śmieszna suma w porównaniu do miliona złotych, który otrzymaliśmy za niego od Lecha Poznań. Natomiast przy okazji transferu do Borussii dostaliśmy prawie 50 tysięcy euro. Jeśli latem zmieni klub, do naszej kasy wpłynie od trzech do pięciu procent z sumy transferowej. Trzymamy kciuki, aby poszedł do Barcelony lub Realu Madryt. W przypadku zmiany klubu, ale w obrębie tego samego kraju, nie otrzymamy nic - zdradził Śliwiński. "Obawy" prezesa Znicza są uzasadnione, bo w mediach pojawiają się spekulacje, że latem Lewandowski przejdzie do Bayernu Monachium. Za 30 mln zł, choć po środowym meczu jest ponoć droższy o kolejne dziesięć "baniek"!

Piłka go szukała

W Pruszkowie reprezentant Polski występował obok Bartosza Wiśniewskiego. To ten drugi był wówczas wyróżniającą się postacią, a "Lewy" pozostawał w jego cieniu. Obu wróżono jednak wielką karierę. Były kolega gwiazdy Borussii podkreśla, że Robert zawsze miał łatwość strzelania bramek.
- Piłka szukała go w polu karnym, miał nosa do zdobywania goli. Poza tym trafiał na odpowiednich trenerów i pod ich opieką stale się rozwijał. Jego ogromną zaletą jest spokój. Nigdy też nie było zagrożenia, że odbije mu "sodówka" - przyznał Wiśniewski.

Sukcesami napastnika reprezentacji Polski nie jest zaskoczony także były trener Znicza Jacek Grembocki. - Obserwowałem go jeszcze kiedy byłem asystentem Waldemara Fornalika w Polonii Warszawa. Wtedy Robert grał w Zniczu na dużym luzie, bez obciążeń, ale był też bardzo delikatny. Kiedy jednak objąłem zespół z Pruszkowa uwierzyłem, że to będzie wielki zawodnik. Momentem przełomowym był wówczas zimowy sparing z ŁKS Łódź. Robert niemiłosiernie ogrywał w nim doświadczonego obrońcę z opinią "wycinacza". Po tym meczu już wiedziałem, że zrobi wielką karierę - przyznał szkoleniowiec. W 2008 roku Lewandowskim zainteresowane były czołowe kluby polskiej ekstraklasy, w tym Legia i Lech Poznań. Napastnika obserwowali szkoleniowcy obu tych zespołów: Jan Urban i Franciszek Smuda. Jednak stołeczny zespół sięgnął wówczas po Hiszpana Mikela Arruabarrenę (kto go dziś kojarzy?).

- Pamiętam, że Smuda przyjechał wówczas do Pruszkowa na spotkanie z Turem Turek. W jednym z wywiadów powiedział, że nikt ze Znicza nie nadaje się do Lecha i tylko stracił czas przyjeżdżając na nasz mecz. Wtedy rzuciłem tę gazetę Robertowi i powiedziałem, żeby udowodnił, ile jest wart. Grał potem jeszcze lepiej. Jednak z tego, co wiem, Smuda nadal był przeciwny sprowadzeniu go do Poznania, ale inni działacze "Kolejorza" przeforsowali ten transfer - zdradził Grembocki. Opłaciło się, bo wielkopolski klub zainkasował potem za napastnika blisko pięć milionów euro. Dziś dostałby osiem razy tyle.

Potrenuj z "Lewym"!

Wyjazd do Dortmundu i trening pod okiem mistrza - to nagroda dla zwycięzcy akcji "Mierz wysoko". Na zgłoszenia od młodych, utalentowanych piłkarzy w wieku 8-16 lat czeka sam Lewandowski! Jak wziąć udział w konkursie? Wystarczy, że zainteresowani odwiedzą internetową stronę Disney XD Mierz wysoko (www.disney.pl) i odpowiedzą na zadane tam pytanie oraz napiszą, dlaczego to właśnie oni powinni otrzymać szansę treningu z "Lewym". Termin zgłoszeń mija w niedzielę.

Zaplanuj wolny czas - koncerty, kluby, kino, wystawy, sport

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

L
Luk

Pisanie, że "...Smuda nadal był przeciwny sprowadzeniu go do Poznania, ale inni działacze "Kolejorza” przeforsowali ten transfer - zdradził Grembocki. Opłaciło się, bo wielkopolski klub zainkasował potem za napastnika blisko pięć milionów euro. Dziś dostałby osiem razy tyle..." jest totalną bzdurą, jakie osiem razy tyle????????? kto da za zawodnika z polskiej ligi 40mln euro???? to Lech grał z Realem czy Borussia? to w Borussi Lewy się wypromował i tyle, i tyle dostać może za niego niemiecki klub a nie Lech by dostał, w Polsce jego wartość doszłaby (może) do 10mln, dziennikarz urwał się z choinki chyba z tym zdaniem...

Dodaj ogłoszenie