Szprotawskie "Archiwum X". Czerwona piwnica nadal skrywa tajemnicę zbrodni sprzed lat

Dariusz ChajewskiZaktualizowano 
Boryna, Wachowiak, Pakuła - ekipa regionalistów z Muzeum Ziemi Szprotawskiej... Muzeum Ziemi Szprotawskiej
Grupa detektywów amatorów ze Szprotawy próbuje rozwikłać zagadkę krwawego morderstwa z 1946 roku. To historia o miłości, wojnie i zbrodni bez kary...

Działo się to w czerwcową niedzielę 1946 roku. Młodą mieszkankę szprotawskich Sowin rodzice wysłali do sąsiadów, aby pożyczyła nieco pasty do butów. Jednak w obejściu skromnego domostwa panowała głucha cisza, drzwi były zaryglowane. Przez zamknięte okno dziewczyna zobaczyła, że na łóżku nie ma pościeli, a na podłodze leży zakrwawiona siekiera. Ślady krwi były również na framudze okna...

Zaalarmowani szybko rodzice zszokowanej dziewczyny weszli do domu i w piwnicy odkryli makabryczny widok. Podobnie historię relacjonuje sąsiad Władysław W., wówczas dziecko, który przyjaźnił się z synem ofiar. Mniej więcej w tym samym czasie przyszedł odwiedzić kolegę.

Pływały we krwi

„Poćwiartowane ciała pływały w piwnicy we krwi. Wydłubane oczy. Jednej z kobiet oprawca zadał ponad czterdzieści ran kłutych. Skala zwyrodnienia mogła porazić nawet osoby obyte z okrucieństwem wojny” - opowiadał funkcjonariusz MO Czesław Kowalczyk. Innemu z milicjantów krew wlała się do buta. Nic dziwnego, że przez kilka dekad miejsce zbrodni zyskało mroczne miano „czerwonej piwnicy”. I jeszcze przekonanie, że była to zbrodnia na tle narodowościowym, że zamieszani w nią musieli być - ze względu na skalę okrucieństwa - przesiedleni ukraińscy nacjonaliści.

Detektywi amatorzy

Zespół „śledczy” lubuskich regionalistów, pod kierownictwem Macieja Boryny, nazywany szprotawskim „Archiwum X”, od blisko 20 lat stara się rozwikłać tę zagadkę. Ekipa składa się z łowcy tajemnic Krzysztofa Wachowiaka, emerytowanego śledczego Romana Pakuły oraz mieszkanki Sowin Janiny Matkowskiej.

- Docierają do nas wciąż nowe szczegóły od ludzi z całej Polski - relacjonuje Boryna. - Rodzina ofiar próbowała już kiedyś na własną rękę dowiedzieć się czegokolwiek o zbrodni. Dzięki temu dotarliśmy do spisanych opowieści mieszkańców, relacji komendanta MO w Szprotawie oraz ustaleń nowosolskiej prokuratury, wraz z sygnaturą akt.

Nieszczęśliwa miłość

Zgodnie z relacją miejscowych, latem 1946 roku w mieszkaniu rodziny Misków przy ul. Polnej w Szprotawie miał zaczaić się funkcjonariusz UB lub MO, podobno zakochany w najstarszej Miskównie. A że ta odrzuciła jego awanse, w afekcie brutalnie zamordował całą rodzinę. Morderca miał pozostawić na miejscu zbrodni czapkę, która z kolei należała do mieszkańca Sowin o nazwisku G. Milicja rzekomo kogoś schwytała, było jakieś śledztwo, wyrok, ale zabójca wyszedł na wolność i był widziany potem gdzieś w Polsce...

Śledztwo z błędami

- I te opowieści pasują do ustalonych przez nas faktów - zdradza Boryna. - Stwierdziliśmy już bezsprzecznie, że morderstwa dokonano w 1946, a nie w 1947 roku, jak podawali niektórzy autorzy opracowań. To był na ziemiach zachodnich bardzo niebezpieczny czas. Władza i siły porządkowe były często teoretyczne, żołnierze radzieccy napadali, gwałcili i grabili. Do tego okolicę terroryzowali pospolici bandyci, szabrownicy i różne typy spod ciemnej gwiazdy, szukające tu schronienia. Mówiono zarówno o postniemieckim Werwolfie, jak i o ukrańskiej UPA. Przerażeni tymi opowieściami ludzie nocą barykadowali się w domach. W tym samym roku zginęli zastrzeleni wicestarosta Leon Bacior i komendant posterunku MO Franciszek Łowigus.

Miała dziewczyna pecha

Wezwani na miejsce milicjanci otoczyli dom i nikogo nie wpuszczali. W okolicy zapanowała panika, a mieszkańcy próbowali dociec prawdy, opierając się na strzępach informacji. I tak jedna z sąsiadek utrzymywała, że podejrzany o dokonanie morderstwa, którego wówczas zatrzymano, miał przy sobie w chwili aresztowania pięć różnych dokumentów tożsamości.
Do najstarszej córki Misków zachodził również nieznany z personaliów leśniczy. Otrzymał nawet wezwanie na sprawę do Nowej Soli, ale z obawy o własne życie się nie stawił.

- To może być prawda. Na zdjęciu z pogrzebu w wieniec nagrobny wpleciona jest szarfa z napisem „od narzeczonego”, mogąca pochodzić od wspomnianego leśniczego - dodaje Boryna.
Czesław Kowalczyk zanotował, że zwłoki Misków leżały tuż obok wejścia. Natomiast ciała ich czwórki dzieci złożone zostały w stos, w głębi pomieszczenia. Rodzice mieli skrępowane ręce, ich korpusy nosiły ślady licznych ciosów nożem, były pokryte sińcami, a zakrwawiony naskórek pod paznokciami zabitych świadczył, że walczyli z mordercą. Najwięcej ciosów - aż 41 - otrzymała właśnie najstarsza córka Misków. Napastnik wydłubał jej również lewe oko.

Rodzinie się nie udało

Siostrzeniec zamordowanych, Jan L., w 1974 roku pisał do różnych instytucji i urzędów, szukając informacji o zbrodni. Prokuratura Powiatowa w Żaganiu poinformowała go, że „materiały dotyczące wymordowania w roku 1946 w Szprotawie rodziny Misków przesłane zostały do Prokuratury Powiatowej w Nowej Soli”. Z kolei tamtejsza prokuratura powiatowa odpisała, że „materiały sprawy wydarzeń, które miały miejsce w Szprotawie w lipcu 1946 r., przekazane zostały przez byłą Prokuraturę Sądu Okręgowego w Nowej Soli dnia 1.VII.1946 r. (...) do Wojskowej Prokuratury Rejonowej we Wrocławiu według właściwości”.

Walka o prawdę

Korespondencja trwała latami. Wrocławska prokuratura stwierdziła, że „sprawdzano w różnych rejestrach i skorowidzach, w tym również Prokuratury Wojskowej we Wrocławiu, lecz nie uzyskano żadnych danych o poruszonej sprawie”. - Czyli akta zaginęły albo zostały utajnione - podsumowuje Maciej Boryna i dodaje, że to bardzo istotne dla nas, iż sprawę prowadziła wojskowa prokuratura, ponieważ zajmowała się ona zakresem szczególnym, czyli zbrodni wojennych.

L. nie odpuszczał i ponownie zwrócił się do prokuratury w Nowej Soli. Ta stwierdziła: „W związku z pismem z dnia 4.XI.1974 r. informuję, że według ustaleń Komendy Powiatowej MO w Szprotawie wydarzenia, o których pisze Obywatel, miały miejsce w maju lub czerwcu 1946 r., a nie w lipcu. Podejrzanym o zabójstwo był T. Stefan, działający w czasie okupacji pod nazwiskiem Stefan Ł. Tutejsza Prokuratura Powiatowa nie jest w posiadaniu akt, gdyż jak uprzednio informowano, przekazane zostały według właściwości Wojskowej Prokuraturze Rejonowej we Wrocławiu”...

Znikające akta

To jakby potwierdza relację sąsiadki, że aresztowany posługiwał się wieloma tożsamościami, w tym jedną o nazwisku T. Trudno było potwierdzić te ustalenia, skoro akta sprawy oficjalnie przepadły. Jak wówczas twierdzili detektywi amatorzy, nie można także wykluczyć celowych działań dezinformacyjnych w tej sprawie. I zdaje się, że władze nie chciały do końca ujawnić prawdy. Oto siostrzeniec ofiary 5 czerwca 1974 r. odwiedził posterunek MO w Szprotawie. Tam przyjął go zastępca komendanta w randze kapitana i zaznaczył, że „niektóre aspekty tej sprawy stanowią nadal tajemnicę”.

Boryna zwrócił się zatem do Instytutu Pamięci Narodowej. To był strzał w dziesiątkę. Znalezione tutaj dokumenty pozwoliły dopisać ciąg dalszy tej historii. Oto aresztowano cztery osoby, jako podejrzane o udział w tej zbrodni. Trzy były osobami cywilnymi, ale czwarta to funkcjonariusz ze szprotawskiej komendy powiatowej milicji. To właśnie znany nam już Stefan T., który uchodził za narzeczonego Łucji Miskówny i po zerwaniu zaręczyn odgrażał się nie tylko dziewczynie, ale i jej rodzinie. Jak ustalono, nie miał alibi na tę tragiczną noc, a na dodatek widziany był w okolicy miejsca zbrodni.

Krwawa przeszłość

Sprawa nabrała nowego wymiaru, gdy we wrocławskim więzieniu jeden z osadzonych rozpoznał w podejrzanym ukraińskiego nacjonalistę i żołnierza SS Galizien. Świadek nie miał wątpliwości, choć Stefan T. w rodzinnych stronach był Stefanem Ł. Te rewelacje potwierdziły inne osoby znające go wcześniej, pochodzące z tej samej wsi. I tak okazało się, że będąc polskim obywatelem, podjął służbę w SS Galizien, co już w świetle obowiązujących przepisów bylo przestępstwem. Dodatkowo przyznał się w trakcie przesłuchania, że wyłudził dokumenty i podawał się za inną osobę, czyli Stefana T. Nawiasem mówiąc, we Lwowie, na przełomie lutego i marca 1944, ukraińscy policjanci dokonali licznych zabójstw, aby zdobyć polskie dokumenty umożliwiające im ucieczkę i życie na Zachodzie.

Kolejne tajemnice

Mamy zatem sprawcę. Z zapisów IPN wynika, że Stefan Ł. , syn Wasyla, ur. 7 stycznia 1911 r. w Kłodnie Wielkim, podczas II wojny światowej służył w sterowanej przez Niemców ukraińskiej policji pomocniczej oraz w osławionej ukraińskiej dywizji grenadierów SS Galizien, a później w oddziale UPA i brał udział w zamordowaniu 12 Polaków w powiecie żółkiewskim.

Po wojnie trafił na Środkowe Nadodrze. W Szprotawie służył jako milicjant i zakochał się w Łucji Miskównie. Resztę już znamy. - Teraz jesteśmy już pół kroku od poznania całej prawdy - kończy Boryna. - Ale pojawiają się kolejne pytania. Dlaczego człowiek z taką kartoteką, na dodatek winny krwawej zbrodni w Szprotawie, po krótkim czasie wychodzi na wolność? Jak to możliwe? Czy poszedł na współpracę i dysponował jakimiś kluczowymi informacjami? Dlaczego jako zbrodniarz wojenny i milicjant odpowiadał przed sądem cywilnym? Czy Miskowie i zabójca się znali, zanim zamieszkali w Szprotawie? Czy wiedzieli coś o przeszłości mordercy i to był prawdziwy powód śmierci całej rodziny?

Regionaliści zajmowali się też inną tajemnicą

Czy tutaj znajdowała się legendarna Ilua

Zobacz nasz Magazyn Informacyjny:

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 2

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

z
zgó

Mała uwaga. Szprotawa to dolnośląska, a nie lubuska miejscowość.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3