Teraz kobiety rodzą z mężami, bo to podobno pomaga

TOMASZ KRZYMIŃSKI 0 76 835 81 11 [email protected]
- Dziewczyny będą miały do dyspozycji na porodówce rozmaity sprzęt, choćby te piłki - opowiada położna Jolanta Budziszewska. Na piłce siedzi Magdalena Łukaszczyk-Ganecka.
- Dziewczyny będą miały do dyspozycji na porodówce rozmaity sprzęt, choćby te piłki - opowiada położna Jolanta Budziszewska. Na piłce siedzi Magdalena Łukaszczyk-Ganecka. fot. Tomasz Krzymiński
Rodzinne porody cieszą się we Wschowie coraz większą popularnością. Panie mają też do dyspozycji bezpłatną szkołę rodzenia.

- Przyszłam tak trochę z ciekawości - opowiada przyszła mama Magdalena Łukaszczyk-Ganecka. - Mam w rodzinie lekarzy, którzy namawiali mnie na szkołę rodzenia.

Na pierwszym spotkaniu przyszłe matki pojawiły się same. - Ale mój mąż rwie się, by rodzić ze mną i chodzić na zajęcia - przekonuje M. Łukaszczyk-Ganecka.

Głównie debiutantki

Szkoła rodzenia działa we wschowskim Nowym Szpitalu. Panie przez dziewięć tygodni uczą się, między innymi oddychania. I tego, jak zachować się, gdy ich dziecko zechce już przyjść na świat.
- Chociaż to będzie już moje drugie dziecko, to jednak zdecydowałam się przyjść do szkoły rodzenia - opowiada pani Kasia, kolejna kursantka. - Po prostu miałam kłopoty z urodzeniem za pierwszym razem. Nie umiałam dobrze nabierać powietrza i tego chcę się teraz nauczyć.

Zajęcia można zacząć w 25. tygodniu ciąży. Pod warunkiem, że lekarz nie będzie widział przeciwwskazań. O tę szkołę wystarczy zapytać doktora lub zadzwonić do szpitala. Tam chętnie zapisują na kurs.

Tysiące pytań

Położna Jolanta Budziszewska, która od lat prowadzi te zajęcia na wstępie rozwiała wszystkie wątpliwości przyszłych mam. - Nie będę kłamać, poród boli. Ale nauczymy się takich sztuczek, żeby był on jak najmniej uciążliwy - przekonuje.

Jak dodaje, ta szkoła rodzenia, to nie tylko nauka oddychania i parcia. - Młode mamy mają zawsze tysiące pytań i przy okazji każdego kursu wszystko staram się im wyjaśnić - mówi J. Budziszewska.

Według niej, udział mężów czy partnerów życiowych w porodzie jest bardzo pomocny. - Chociaż trzęsą im się ręce, jak mają przeciąć pępowinę - zauważa. - Panie też na ogół bardzo boją się czy mężowie sobie poradzą. Niepotrzebnie. Przydają się do przypominania o oddychaniu.

Jak dodaje, w każdej grupie są panowie, którzy chcą być przy porodzie. - Ale są też takie sytuacje, że to żony nie chcą, by mężowie im towarzyszyli - mówi . Budziszewska. - Była taka para, która dogadała się, że mąż wyjdzie w tej ostatniej fazie porodu. Tak dzielnie znosił wszystko, że kiedy miał wyjść z sali, to lekarz wymógł na pacjentce, żeby pozwoliła mu pozostać.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie