Ustanowienie sanktuarium Matki Bożej Klewańskiej wybiegało poza ramy uroczystości religijnej

Dariusz Chajewski
Dariusz Chajewski
Uroczystości ustanowienia sanktuarium Matki Bożej Klewańskiej przebiegały niezwykle uroczyście Dariusz Chajewski/Jacek Katos
W sobotę ustanowiono jedenaste sanktuarium w diecezji zielonogórsko-gorzowskiej. Mimo pandemicznych warunków było uroczyście, polały się łzy. Bo i skwierzyńskie sanktuarium Matki Bożej Klewańskiej nie jest zwykłym, jest adresowane do rodzin kresowych. To niezwykłe miejsce i niezwykła historia świętego wizerunku, który łączy dwie epoki, dwie krainy i ludzi...

Wybrzmiały ostatnie dźwięki, wierni i notable opuścili kościół, zapadła cisza. Zostały jeszcze przez chwile dwie starsze panie.
- To dla mnie było ogromne wzruszenie – mówi Wanda Kozłowska, zerkając co chwile na obraz Matki Bożej Klewańskiej. – Bo ja wierzę, wiem, że Ona na to zasłużyła. Klewań opuszczałam jako dziecko, ale wszystko pamiętam. Pamiętam, jak w czasie rzezi wołyńskiej my, dzieci, chowałyśmy się na galerii, a dorośli czuwali na dole, pamiętam drogę na zachód, pamiętam, jak ludzie się bali, a jednak wierzyli w jej opiekę.

Obejrzyj uroczystości w Skwierzynie

Złożona obietnica

- Oczywiście musieliśmy naszą Matkę Bożą chronić przed Sowietami - wspomina Weronika Nuckarz, które z Matką Bożą Klewańską podróżowała w jednym wagonie.

Miała wówczas 15 lat. - Na naszych kościelnych skarbach położyliśmy ciężko poparzoną kobietę i nawet gdy wojskowi rozglądali się po kątach, tutaj nie zajrzeli. Bo jak ciężko chorą szarpać... - dodaje. Na opustoszały kościół spoglądał również ks. Proboszcz Kazimierz Małżeński, który właśnie stał się pierwszym kustoszem skwierzyńskiego sanktuarium

- Wszystko zostawiłem Matce Bożej, a ona złożyła piękną obietnicę – mówi. – A ja będę robił wszystko, żeby Ją wypełnić, nie zawieść ani Jej, ani wiernych. A radości jest dziś we mnie bardzo dużo, tak dużo, że trudno ją wyrazić. Wierzę, że ta radość będzie budować moją dalszą posługę kapłańską.

Przeszłość omodlona

Przed kościołem z kolei przystanęła starsza pani, która w świątyni jakby zginęła w tłumie purpuratów, generałów, urzędników rządowych i samorządowych.

- Oczywiście, że to wydarzenie jest wzruszające – kiwa dyskretnie głową księżna Barbara Czartoryska. – Po pierwsze ze względu na cofnięcie się w czasie. To przypomnienie, że obraz został przez moich przodków ufundowany, do kościoła przez nich zbudowanego, przez nich omodlonego. Drugi powód to pamięć wysiedlenia, tak bliskie też memu sercu. Trzeci wątek to fakt, że tradycja Klewania trwa tutaj, że potomkowie wysiedlonych kultywują tradycję łączności kulturowej Kresów z tymi ziemiami. Wreszcie czwarty powód wzruszenia… To dwa słowa pana generała o wojsku służącym pod sztandarem Matki Bożej. Nie spodziewałam się, że jeszcze kiedyś coś takiego usłyszę…

Kresowianie byli naprawdę poruszeni. Usłyszeli tyle pięknych słów na temat swojej niedoli dawnych lat. Mówił o tym ksiądz ordynariusz Tadeusz Lityński, wojewoda, kapelan prezydenta RP, prezes IPN… Poczuli się wreszcie docenieni.
- I to też zawdzięczamy Jej, Matce Bożej Klewańskiej – wzdycha Teodor Cholewiński. – Że tez moi rodzice tego nie dożyli…

PRZECZYTAJ TEŻ:
Z Kresów na kresy. Matka Boża Klewańska sławna cudami i wspomożeniem wiernych

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie