Wojciech Smarzowski: Świata nie zmienię, ale trąbię siekierą

Anita Czupryn
Anita Czupryn
Wojciech Smarzowski
Wojciech Smarzowski fot. jacek smarz / polska press
- Dialog polsko-ukraiński dawno temu utknął w miejscu, obie strony okopały się na swoich pozycjach. „Wołyń” na Ukrainie był krytykowany, chociaż ci, którzy go krytykowali, filmu nie widzieli - mówi Wojciech Smarzowski, reżyser, w rozmowie z Anitą Czupryn.

Nie ucichły jeszcze głosy o sukcesach „Wołynia”, o nagrodach, które zdobył ten film, a media już obiegła wieść o Pana nowym przedsięwzięciu, czyli międzynarodowym serialu o Piastach. Jak Pan reaguje, kiedy słyszy, że ma to być polska „Gra o tron”?
Nie reaguję. Nie można się przejmować wszystkim, co ludzie wypisują w internecie.

Nie ulega Pan trendom i, jak podkreśla, chce robić filmy o tym, co boli. Co Pana boli, jeśli chodzi o średniowiecze?
Podobno Ibrahim ibn Jakub powiedział o Słowianach, że rządziliby światem, gdyby nie ich wrodzona skłonność do kłótni. Rozpracował nas już w X w., prawda? Średniowiecze to atrakcyjne filmowe tło, jednak w temacie miłości, żądzy bogactwa i władzy niewiele się przez lata zmieniło. Dobro to dobro, a zło to zło. Tyle że średniowieczne. Żeby ta historia była interesująca, musi być uniwersalna. Do zdjęć jest jeszcze sporo czasu, nie wiem, jakim będę człowiekiem za dwa, trzy lata, i co wtedy najbardziej „będzie mnie boleć”.

Już w ubiegłym roku napomykał Pan, że nosi się z zamiarem serialu, choć pamiętam też, jak mówił Pan kiedyś w wywiadach, że jest leniem i do serialu się nigdy nie weźmie. Co się zmieniło?
Na pewno miałem w głowie serial, o którym mówimy, ponieważ razem z Wojciechem Rzehakiem, który dla odmiany leniem nie jest, siedzimy już w tym projekcie od miesięcy. A zmieniło się to, że stopniowo zamykałem „Wołyń” i dojrzewałem do filmowego zanurkowania w innym świecie. No i pojawił się producent, który być może nie przestraszy się kosztów takiego serialu.

Za co Pan ceni seriale?
Serial serialowi nierówny. Rozumiem, że pani pytanie nie dotyczy mielonki, tylko tych w sumie nielicznych seriali, które mają precyzyjną, trzymającą w napięciu intrygę, wiarygodnie przedstawiony świat oraz konkretnych bohaterów, którzy kierują się zrozumiałymi motywacjami, a na dodatek całość jest fantastycznie zagrana przez aktorów z najwyższej półki. Cenię sobie te seriale za to właśnie, oraz za to, że na dzień, dwa, ponieważ oglądam sezon za jednym zamachem, odcinek po odcinku, przenoszą mnie w inną rzeczywistość i pozwalają wyzerować głowę.

CZYTAJ TAKŻE: Smarzowski: "Wołyń" jest mostem między Polakami a Polakami, choć temat jest bardzo polityczny

Co było tym pierwszym impulsem, od którego w Pana głowie zaczął kiełkować pomysł o serialu tak odległym od bieżącej polityki?
Nigdy nie kieruję się tym, czy to, co chcę nakręcić, jest blisko czy daleko jakiejś polityki, natomiast świat pogański fascynował mnie od dawna.

Ale właśnie, czy to czasy aż tak odległe, jeśli chodzi o naszą współczesność, rzeczywistość polityczną, nasze oczekiwania i ekscytacje? Czego możemy się nauczyć od Piastów?
Przede wszystkim wierzę, że możemy ich trochę bliżej poznać. A nauczyć? Nie robię filmów po to, żeby czegoś uczyły. Raczej próbuję dostarczyć emocji, zmusić do refleksji i stawiać uniwersalne pytania.

Co Pana osobiście fascynuje w czasach Mieszka I? Polska Słowian wraz z ich pogańskimi wierzeniami czy to, że uległa chrystianizacji, dając początek państwowości?
Może najbardziej to, że tak niewiele wiemy o tamtych czasach, że ten świat trzeba dla filmu stworzyć na nowo. Historia musi mieć trzy solidne wątki: wątek sensacyjno--przygodowo-miłosny, wątek polityczny oraz wątek wierzeń słowiańskich. I to właśnie te wierzenia najbardziej mnie w tym świecie interesują, one oraz to, że dziesiątki lat po przyjęciu chrztu panowała na naszych ziemiach dwuwiara.
Wrócę jeszcze do „Wołynia”, ponieważ film ukazał się właśnie na DVD i Blu-ray, co oznacza, że również Ukraińcy będą mogli poznać tę historię, jako że projekcji kinowej „Wołynia” na Ukrainie dotąd nie było. Dlaczego nie można jej było tam zorganizować?
To nie jest pytanie do mnie. Dialog polsko-ukraiński dawno temu utknął w miejscu, obie strony okopały się na swoich pozycjach. „Wołyń” na Ukrainie był krytykowany, chociaż ci, którzy go krytykowali, filmu nie widzieli. W Polsce sporo Ukraińców zostawało po projekcjach, uczestniczyło w dyskusjach. I wielu odbierało go tak, jak bym sobie tego życzył - tak, że to jest film wymierzony w skrajny nacjonalizm, a nie w Ukraińców. Temat był i nadal jest niebezpieczny, także dla polskich władz: parę dni temu MSZ odwołało dwie, długo przygotowywane projekcje „Wołynia” w Budapeszcie w ramach Polskiej Wiosny Filmowej. Jako powód podano brak prelekcji historyka przed filmem. Jakby takie wprowadzenie widza to był warunek właściwego odbioru filmu. Zaśmierdziało cenzurą.

Może teraz film da początek dyskusji również na Ukrainie, której finałem byłoby budowanie mostu, a nie muru miedzy nami a naszymi sąsiadami? Wierzy Pan w to?
Tak, ale to niestety będzie długi proces. Nie ma narodu, który by nie miał w swojej historii ciemnych kart - wydarzeń, które nie są powodem do dumy. Naszym, filmowców, zadaniem jest o nich opowiadać. Kolejne tematy polsko-ukraińskie czekają na reżyserów i z Polski, i z Ukrainy: Bereza Kartuska, samoobrona, wysiedlenia, akcja „Wisła”. Rozmowa o tamtych wydarzeniach jest ważna, nie po to, żeby jątrzyć, tylko po to, żeby pamiętać. Żeby wyciągać wnioski i żeby świat, w którym przyjdzie żyć naszym dzieciom, był lepszy.

Przede wszystkim, jak wielokrotnie Pan mówił, w filmie „Wołyń” chodzi o miłość. Ale ta miłość tonie w morzu zła, morzu nienawiści. Jak Pan myśli, co jest źródłem, istotą tego zła?
Jest zło obiektywne, na które nie mamy wpływu, oraz zło, które pochodzi od człowieka. W każdym z nas tkwi pierwiastek zła, ale od nas samych zależy, czy i na ile pozwolimy mu się rozwinąć. Mamy wolną wolę i od naszego sumienia i naszych wyborów zależy, jakimi jesteśmy ludźmi. W czasie wojny okoliczności do zaistnienia zła są, jak to się zwykło mówić, sprzyjające, dlatego dopóki bohaterami będą ci, którzy na wojnach zabijają, a nie ci, którzy wojnom zapobiegają, świat nie będzie lepszy. Wątek miłosny jest w „Wołyniu” istotny i zauważalny, jednak „tonie w morzu zła”, ponieważ zło jest ekspansywne, działa nawet w małych dawkach, a dobro i miłość wydają się bierne, ponieważ całą energię przeznaczają na ścieranie się ze złem.

CZYTAJ TAKŻE: Smarzowski: "Wołyń" jest mostem między Polakami a Polakami, choć temat jest bardzo polityczny

Jeszcze przed premierą filmu, powołując się na badania, mówił Pan, że 50 proc. Polaków chyba nie wie, co wydarzyło się na Kresach, a połowa z tych, którzy deklarują, że wiedzą, wiedzą źle. Na ile Pana zdaniem „Wołyń” przynosi tę niezbędną widzom wiedzę i ją porządkuje?
Myślę, że i przynosi, i porządkuje, czasy mamy takie, że teraz to filmy przejęły rolę, którą do niedawna pełniły książki.

Najnowszy Pana film - „Ksiądz” - to znów opowieść o tym, co Pana boli - między innymi o aferach pedofilskich w Kościele, zamiatanych przez Kościół pod dywan. Ale to nie wszystkie grzechy księży?
Pedofilia i pazerność na pieniądze są moim zdaniem najgorsze. No bo jeżeli ksiądz ma dziecko z kobietą albo chłopaka w sąsiednim mieście, to jeszcze nie jest żadna wielka sprawa. Znaczy to tyle, że jest człowiekiem, że ma uczucia, że ma potrzeby. Możliwe, że dzięki temu nawet będzie lepszym księdzem. Ale pedofilia oraz to, że Kościół nie poczuwa się do opieki nad ofiarami, są przerażające i podłe.

Boli Pana również to, że nie ma w Polsce mediów na miarę „Spotlight”, brak dziennikarzy, którzy przeprowadziliby rzetelne śledztwo w sprawie pedofilii w Kościele. Jak Pan myśli, co jest tego powodem?
Niedawno jeden ważny prezes powiedział, że ręka podniesiona na Kościół, to ręka podniesiona na państwo. A polski Kościół wtrąca się we wszystko, jest w szkole, w polityce, w mediach, na ulicach, w sztuce, w gabinecie ginekologicznym, za ścianą i przez ścianę, głośno mówi, że jest prześladowany, straszy obrazą uczuć religijnych, oczywiście wciąż potrzebuje pieniędzy, sam żyje w zakłamaniu, zamyka oczy na cierpienie i przenosi pedofilów z parafii na parafię. Następnego dnia, po tym jak zarzuciłem dziennikarzom brak odwagi, dostałem esemesa od pana Piotra Krysiaka, który - wbrew temu, co powiedziałem w tym wywiadzie - zadał sobie trud i przez trzy lata tropił losy Gila i Wesołowskiego, dotarł do ofiar w Polsce, tych, których molestowali, zanim wyjechali na Karaiby. 27 kwietnia ukaże się jego książka pt. „Wyspa ślepców” i może to będzie kolejna kropla, która drąży skałę. Będę jednym z pierwszych, który tę książkę kupi.
Czy zmienił Pan dziś zdanie na temat polskiego kina? Swego czasu uważał Pan, że „Konopielka” była ostatnim filmem, który to polskie kino poruszał. Jak jest teraz?
Owszem, powiedziałem tak, ale to było chyba pod koniec lat 90. Teraz sytuacja się zmieniała, powstał PISF - literka F jest bardzo ważna - dzięki niemu kręcimy coraz więcej filmów, widzowie na nie chodzą, z roku na rok podnosi się poziom, zawsze z pięć, może siedem filmów można bez wstydu pokazać za granicą. Nasze kino ma się dobrze, mam nadzieję, że dobra zmiana nie zniszczy Instytutu Filmowego, chociaż już pojawiają się eksperci z rozdania politycznego, z żałosnym dorobkiem artystycznym.

CZYTAJ TAKŻE: Smarzowski: "Wołyń" jest mostem między Polakami a Polakami, choć temat jest bardzo polityczny

Na koniec zapytam o siekierę. O co z nią chodzi? Dlaczego pojawia się w każdym Pana filmie?
Kiedyś szukałem inspiracji do filmu kryminalnego w kronikach późnego PRL-u i dotarło do mnie, że polskie morderstwa i zabójstwa najczęściej dokonywane były nie za pomocą broni palnej, jak wtedy pokazywały to nasze filmy i seriale, ale głównie za pomocą tępego albo ostrego narzędzia. Najczęściej ktoś kogoś zabił po pijaku siekierą, zwłoki wrzucił za tapczan i kontynuował imprezę. Stachura napisał: „Świata nie zmienię, ale trąbić mogę.” No to ja trąbię siekierą.

Ustawa "o dobrym Samarytaninie"

Wideo

Materiał oryginalny: Wojciech Smarzowski: Świata nie zmienię, ale trąbię siekierą - Polska Times

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3