Głogowianka ma serce do torebek!

Dorota Nyk 76 835 81 11 [email protected]
Głogowianka Anna Jastrzębska - Wieczerza robi torebki własnoręcznie. Od początku do końca te niepowtarzalne cuda są dziełem jej własnych rąk.
Głogowianka Anna Jastrzębska - Wieczerza robi torebki własnoręcznie. Od początku do końca te niepowtarzalne cuda są dziełem jej własnych rąk. fot. Dorota Nyk
Podobno Annie Jastrzębskiej - Wieczerzy zdolności manualne przekazała w genach ukochana babcia. Spod palców głogowianki wychodzą teraz prawdziwe cudeńka, a jej torebki z marką Anniegmatic są znane wśród elegantek w całej Polsce.

O zdolnej głogowiance zajmującej się rękodziełem głośno było ostatnio przy okazji finału XIX Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Bo ona od trzech lat daruje na licytację wielkoorkiestrową swoje niepowtarzalne, przepiękne torebki z sercem. W tym roku na licytacji w Miejskim Ośrodku Kultury sprzedano jej czwartą taką wyjątkowa torebkę.

- To szok dla mnie, ale jestem także przeszczęśliwa, bo przecież taka torebka to jak moje dziecko - mówi Anna Jastrzębska-Wieczerza. - Nie spodziewałam się, że moja torebka może osiągnąć taką wysoką cenę. Na szczęście mam w Głogowie wiernego fana. W przyszłym roku muszę wypytać, jaką by chciał torbę. Może tym razem kopertówkę?

Pierwsze dwie specjalne torebki z sercem podarowała trzy lata temu. Jedna poszła na licytacji w klubie Mayday za 120 zł, a druga w MOK- u za 250 zł. W zeszłym roku jej torebkę wylicytowano aż na 400 zł, a w tym roku na 550 zł.

- Wynik licytacji "Torby z Sercem 2011" przerósł moje najśmielsze oczekiwania. Wspaniali ludzie wylicytowali ją za 550 zł! Nie dość, że został pobity rekord zeszłoroczny, to nabywcami zostali państwo posiadający w swojej kolekcji dwie torby z sercem z lat poprzednich! Dziękuję im serdecznie w swoim i organizatorów imieniu. Dziękuję! - napisała na swoim blogu o torebkach. - Poprzeczka została postawiona wysoko. Następny projekt musi być jeszcze lepszy. Nie będzie łatwo, ale mam na to kolejny rok.

Pani Anna nie mogłaby pracować w biurze, tego jest pewna. Od lat ciągnęło ją do tworzenia czegoś wyjątkowego. Gdy była w liceum, przyśniło jej się, że... umie szyć. I co z tym zrobiła?

- Zabrałam się do roboty. Kupiłam gazety, zaczęłam pierwsze próby, robiłam wykroje. I rzeczywiście sama nauczyłam się szyć - opowiada. - Zafascynowało mnie to. Wtedy poza tym była to bardzo pożyteczna umiejętność. Wiadomo, inne czasy, nie było tylu ubrań do wyboru w sklepach. Szyłam więc sobie, rodzinie i znajomym niepowtarzalne rzeczy. Ciągnie mnie do wszelkiego rękodzieła. Mojej rodzinie i znajomym nie kupuję prezentów, lecz robię je własnoręcznie, a oni bardzo się cieszą.

Zdolności manualne zapewne przekazała jej babcia, która była bardzo cenioną krawcową, a potem pierwszym recenzentem prac swojej wnuczki.
- Moja babcia brała udział w Powstaniu Warszawskim, była w tzw. służbie kobiet. Gotowała dla powstańców, szyła im ubrania, przyszywała guziki - opowiada głogowianka. - Mam nawet jej nożyczki z powstania. Są do dziś moim amuletem, którego nikt nie może dotknąć. Babcia pisała w czasie powstania pamiętniki, które dziś są w Muzeum Powstania Warszawskiego, a ja mam tylko kopię.

Robieniem torebek i w ogóle torebkami zainteresowała się kilka lat temu. To było tak: potrzebowała torebki na wyjście i... po prostu ją sobie zrobiła. Potem torebkę zrobiła mamie, potem koleżance. I tak poszło. Dziś jej marka Anniegmatic jest znana przez elegantki w całej Polsce. Jej prace są w nowej galerii rękodzieła przy ul. Hożej w Warszawie, można je także zobaczyć na blogu o torebkach, który prowadzi, oraz w gazetach o modzie.

Żeby było jasne. Pani Anna sama te torebki projektuje, a potem sama je szyje, od początku do końca są dziełem jej własnych rąk. - Inspiracje i pomysły siedzą we mnie. Teraz robię torby prostokątne, ale w przyszłości przyjdą inne projekty.
Inne torebki robi na lato, inne na zimę. Z haftami, wyplatane, kolorowe i czarne, zawsze z materiałów ekologicznych. Dopasowuje je do osoby, która ją będzie nosiła. Do jej osobowości i potrzeb. W Głogowie takie torby marki Anniegmatic noszą jej koleżanki, przyjaciółki i rodzina. Uszycie takiej jednej niepowtarzalnej sztuki trwa co najmniej tydzień.

- Znam bardzo dużo dziewczyn z całej Polski, które tak jak ja, zajmują się rękodziełem - mówi Anna Jastrzębska-Wieczerza. - Rozmawiamy o swoich problemach. Mówimy m.in. o tym, że gdybyśmy mieszkały za granicą, to z takimi zdolnościami i pomysłami rękodziełem mogłybyśmy się zajmować zawodowo i pewnie by nam się powodziło. W Polsce nie ma szans. Większość z nas robi to tylko dla przyjemności i satysfakcji.

Kolejnym pomysłem jest filcowa biżuteria. Głogowianka kupiła odpowiedni sprzęt, materiały i robi sobie pierwszy naszyjnik. - Potem będę robiła broszki, mam w głowie mnóstwo pomysłów. Tylko czasu brak, bo jest to zajęcie bardzo żmudne.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie