Na Ostrowie Tumskim w Głogowie suszą się po powodzi

Dorota Nyk 76 835 81 11 [email protected]
- Odra nas już dwa razu podtopiła. Potrzebne są wały - uważa Andrzej Kruszyński z ul. Spokojnej
- Odra nas już dwa razu podtopiła. Potrzebne są wały - uważa Andrzej Kruszyński z ul. Spokojnej fot. Dorota Nyk
Udostępnij:
- Przeżyliśmy tu coś, czego nie da się opisać. Stres, strach. Nikomu tego nie życzę - opowiada Grażyna Wojciechowska, mieszkanka zalanej dzielnicy Ostrowa Tumskiego.

W zalanej części życie powoli wraca do normy, ale mieszkańcy z pewnością nie zapomną tego co przeżyli. Przez lata, a może nawet do końca życia.

- Nie da się tego opisać - mówi Grażyna Wojciechowska, która mieszka w domku przy ul. Dobrej. Od poniedziałku żyją z rodziną bez prądu. - Siedzimy przy świecach, bateriach, mamy gaz butlowy - mówi.

Mieszka tu od 1975 roku i może w tej chwili powiedzieć, że przeżyła dwie powodzie - tę z ostatnich dni i w 1997 roku.

- Na szczęście mieszkamy wysoko i woda nie wdarła się do domu - mówi. - Była jednak w kotłowni i pomieszczeniach gospodarczych. Ogród i cała posesja stała w wodzie. Strażacy jednak nam tę wodę od poniedziałku wypompowywali. A 13 lat temu mieliśmy tu jej po pas. Jesteśmy wdzięczni wszystkim, którzy nam pomogli.

Część mieszkańców tej dzielnicy ma już prąd. Może w miarę normalnie żyć, jest jednak zakaz wchodzenia do piwnic. Wszyscy suszą domostwa i oglądają straty. - Od razu widać, że budynek nam siada - martwi się Andrzej Kruszyński z ul. Spokojnej. - Posadzka się obniżyła nawet o kilka centymetrów, w jednym miejscu pękła. Drzwi trudno otworzyć.

W pomieszczeniach mieszkalnych wody co prawda nie miał, ale cały spód jest podmoknięty. W piwnicy wciąż stoi woda i bardzo powoli schodzi. Woda jest też w kanale - bo Kruszyński ma warsztat samochodowy. Ma też sklep, do którego jak na razie nie można dojść. Chyba że skacząc po workach.

- Mam dwie pompy, kupiłem węże i przez cały czas pompuję wodę spod budynku, bo inaczej już bym chodził w wodzie - mówi. - Pompa chodzi non stop, woda nie opada. Strażacy na zewnątrz, na ulicy, już drugą dobę nam wodę odpompowują.

Kruszyński 13 lat temu miał zatopiony warsztat. Wszędzie była woda. - Sam musiałem piach przywozić, worki sypać. Odrze nie dałem rady - wspomina. - A teraz wszystko zorganizował sztab kryzysowy. Pomagało nam mnóstwo ludzi, dzień i noc. Wiceprezydent Szulc był tu o czwartej nad ranem, i o 23.00 wieczorem. Po prostu zajęli się nami ci co powinni się zająć. Tylko dzięki nim w domach nie mamy wody.

- Przychodziły panie, chyba z urzędu miasta, i cały czas nas pytały, czy czegoś nie potrzebujemy - mówi Teresa Krzykała, która mieszka w domu przy ul. Kamienna Droga. - Ale my się przygotowaliśmy. Świeczki trzeba było sobie nagromadzić, latarki, radio na baterię. Jak na wojnie.

Mieszkańcy tej dzielnicy proszą, żeby napisać, że będą tak zalewani przez Odrę dopóki nie zostaną zbudowane wały. A takich planów nie ma.

- Niedaleko jest staw, który przy wysokiej wodzie nas zalewa - opowiadają. - Chcieli go zasypać, ale konserwator zabytków nie pozwolił. I mamy przez niego powódź.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

J
Jaro
Nie wiem czemu strażacy nawet wypompowują wode z piwnic. Przeciesz to jest gorsze dla budynku niż żeby w wodzie stało.
Przejdź na stronę główną Gazeta Lubuska
Dodaj ogłoszenie