Niemcy za wzór

    SYLWIA MALCHER-NOWAK (68) 324 88 70 smalcher@gazatalubuska.pl

    Gazeta Lubuska

    Aktualizacja:

    Gazeta Lubuska

    - Byłam pewna, że studio dekoracji ślubnej się sprawdzi, bo nikt czegoś takiego w Zielonej Górze przed nami nie prowadził - opowiada Wioletta Kutrow

    - Byłam pewna, że studio dekoracji ślubnej się sprawdzi, bo nikt czegoś takiego w Zielonej Górze przed nami nie prowadził - opowiada Wioletta Kutrowska ©Paweł Janczaruk

    Mówi, że praca asystentki prezesa dużej firmy jej nie odpowiadała. Parzenie kawy i odbieranie telefonów to zajęcie nie dla niej. Zaczęła więc szukać czegoś, co przyniosłoby nie tylko pieniądze, ale także satysfakcję. I znalazła.
    - Byłam pewna, że studio dekoracji ślubnej się sprawdzi, bo nikt czegoś takiego w Zielonej Górze przed nami nie prowadził - opowiada Wioletta Kutrow

    - Byłam pewna, że studio dekoracji ślubnej się sprawdzi, bo nikt czegoś takiego w Zielonej Górze przed nami nie prowadził - opowiada Wioletta Kutrowska ©Paweł Janczaruk

    Wioletta Kutrowska zaprosiła nas do swojej hurtowni. W ogromnej hali zobaczyliśmy tysiące świeżych kwiatów oraz mnóstwo najróżniejszych dodatków i gadżetów. - Moje główne zajęcie to obsługa ślubów - mówi. - Dekoruję sale, samochody nowożeńców, tworzę dekoracje kościoła ze sztucznych i ciętych kwiatów, przygotowuję kwiatowy wystrój stołów. A oprócz tego prowadzę razem z mężem hurtownię. Właściciele kwiaciarni znajdą u mnie wszystko.
    Zanim jednak Wioletta zajęła się "ślubno-kwiatowym" biznesem, przebyła długą i niełatwą drogę. - Studiowałam w Zielonej Górze pedagogikę - wspomina. - Po skończeniu studiów postanowiliśmy wyjechać z mężem do Niemiec. Mieliśmy tam dobrych znajomych, którzy znaleźli nam legalną pracę.
    Do Niemiec jeździli przez pięć lat. Z przerwami, bo w tamtych czasach co kilka miesięcy trzeba było wrócić do Polski i znów starać się o wizę. Co tam robili? Wszystko, co się dało. I nie wybrzydzali.

    Niemcy za wzór

    Gdy wrócili na dobre, kupili mieszkanie, a potem rozejrzeli się za pracą. Wioletta najpierw pracowała w firmie handlowej, potem spedycyjnej. - Dopóki siedziałam na spedycji - podobało mi się - opowiada. - Ale gdy zostałam asystentką prezesa, doszłam do wniosku, że muszę znaleźć sobie inne zajęcie.
    W tamtych czasach w Polsce niewiele się działo w branży weselnej. Za to w Niemczech nowożeńcy mieli w czym wybierać. Wioletta doszła do wniosku, że tworzenie ślubnych dekoracji ma przyszłość także u nas. A że miała do tego smykałkę, postanowiła spróbować.
    - Pierwszą kompozycję zrobiłam ze sztucznych kwiatów kupionych na poznańskiej giełdzie - wspomina. - W mieszkaniu, w bloku. Po niej przyszła kolejna. W tamtych czasach obsługiwałam głównie znajomych.

    Porzuciła pracę

    Ponieważ zamówień było dużo, Wiolecie coraz trudniej było łączyć obie prace. Do południa w tygodniu była asystentką, wieczorami i w weekendy pracowała nad dekoracjami. Zaczęła ozdabiać nie tylko kościoły, ale także samochody i stoły. Robiła też ślubne wiązanki.
    - Nie było innego wyjścia - mówi. - Porzuciłam pracę i wynajęłam pomieszczenie w centrum miasta, bo w mieszkaniu przestałam się mieścić. Otworzyłam kwiaciarnię, którą prowadziłam około trzech lat.
    Mimo że interes szedł dobrze, Wioletta nie osiadła na laurach. Trafiła się okazja, by otworzyć hurtownię kwiatów, więc to zrobiła. - Pracy w hurtowni było jednak tak dużo, że mąż postanowił mi pomoc - opowiada. - Był wtedy kierownikiem salonu samochodowego. Zrezygnował z tej pracy.

    Mają w czym wybierać

    Wioletta wpadła też na pomysł, by wydawać gazetkę reklamową "Ślub twoich marzeń". To bezpłatne wydawnictwo dla młodych planujących ślub, w którym można znaleźć oferty kwiaciarni, zakładów krawieckich, restauracji, fotografów, cukierni, czy gabinetów kosmetycznych. Gazetka leży w Urzędzie Stanu Cywilnego, biurach parafialnych, poradniach rodzinnych. Dociera także na każdy przedmałżeński kurs. Firmy się reklamują, a przyszli nowożeńcy nie czują się zagubieni. I mają w czym wybierać.
    Co teraz? - Za dwa tygodnie mam zamiar otworzyć kwiaciarnię w jednym z zielonogórskich hipermarketów - mówi z dumą Wioletta. - Mam nadzieję, że będzie inna, niż wszystkie.

    Czytaj treści premium w Gazecie Lubuskiej Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Komentarze

    Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    GazetaLubuska.pl poleca:

    Wideo