Pancerze i nietoperze. Wielkie liczenie w Międzyrzeckim Rejonie Umocnionym

Robert Kubiszewski
Pniewo - maleńka miejscowość Pniewo koło Międzyrzecza w województwie lubuskim to prawdziwa mekka pasjonatów historii i zwykłych turystów ze wszystkich zakątków Polski i świata.
Pniewo - maleńka miejscowość Pniewo koło Międzyrzecza w województwie lubuskim to prawdziwa mekka pasjonatów historii i zwykłych turystów ze wszystkich zakątków Polski i świata. fot. Grzegorz Paczkowski
Udostępnij:
- Dla zoologa istnieją w Polsce dwa miejsca, które musi zobaczyć: Puszcza Białowieska i Międzyrzecki Rejon Umocniony - mówi Cezary Mitrus, profesor ornitologii.

Międzyrzecki Rejon Umocniony - największy w naszej części Europy, a drugi co do wielkości na świecie podziemny kompleks fortyfikacyjny. Owoc geniuszu niemieckiej inżynierii i szaleństwa ideologii. Podziemne miasto 33 kilometrów tuneli, koszar, dworców kolei, schronów bojowych, szybów wind i całej wojskowej infrastruktury, która miała bronić wschodnich granic Wielkiej Rzeszy.

Podziemne miasto - turystyczny magnes

Dzisiaj maleńka miejscowość Pniewo koło Międzyrzecza w województwie lubuskim to prawdziwa mekka pasjonatów historii i zwykłych turystów ze wszystkich zakątków Polski i świata, którzy - szczególnie latem - odwiedzają licznie Muzeum Fortyfikacji. I nie wyjeżdżają stąd zawiedzeni, czego dowodem jest choćby sama ich liczba - prawie 50 tysięcy turystów rocznie. No i Złota Pinezka od Google Maps - dumne wyróżnienie dla dyrekcji i wszystkich pracowników Muzeum. Podziemne miasto ukryte 30 metrów pod ziemią na każdym musi zrobić wrażenie.

Jednak to turystyczne eldorado ma także swoją drugą, naukową i badawczą stronę, która jeszcze bardziej podnosi jego rangę, chociaż doceniana jest ona przez dużo skromniejsze, elitarne grono badaczy: chiropterologów i wszelkiej maści zoologów i biologów z całej niemal Europy.

Największy rezerwat nietoperzy

Muzeum Fortyfikacji i Nietoperzy w Pniewie - położone w całości w rezerwacie „Nietoperek” - tak brzmi pełna nazwa firmy, dla której pracuję jako przewodnik w sezonie letnim… w towarzystwie całej grupy pasjonatów, maniaków i bożych szaleńców oddanych bez reszty dwóm bóstwom: Historii i Biologii.

Rezerwat Nietoperzy - największe w północnej i centralnej Europie hibernakulum (to z łaciny), czyli zimowisko tych latających ssaków. Tu od połowy października do połowy kwietnia zapada w sen prawie 40 tysięcy nietoperzy z 12 gatunków i tu prowadzone są w tym czasie badania nad zmianami liczebności populacji poszczególnych gatunków, ich zwyczajami i trybem życia. Nocek duży, nocek rudy, nocek Natterera, nocek Bechsteina, nocek łydkowłosy, mopek zachodni - oto niektórzy zimowi lokatorzy MRU. I nie jest łatwo ich rozróżnić - trzeba mieć wprawne oko i wiedzieć co nieco o kształcie uszu, głowy, odcieniach koloru sierści...

Wielkie liczenie

Połowa niezbyt mroźnego stycznia. Sobota, wpół do ósmej rano. O tej porze roku w maleńkim Pniewie powinno być cicho i pustawo.

Ale nie tym razem. Parking powoli zapełnia się samochodami z różnych krajów i różnych stron Polski - Belgia, Wrocław, Holandia, Poznań, Gdańsk, Niemcy, Szwecja, Wielka Brytania… Pięćdziesięciu czterech chiropterologów - zawodowców i amatorów - ze sprzętem, drabinami, kontenerami, lornetkami (po co im w ciemnych tunelach lornetki???), aparatami fotograficznymi, lusterkami (też nie wiadomo po co…).

Koordynatorem i kierownikiem zamieszania jest doktor Tomasz Kokurewicz z Instytutu Biologii Środowiskowej Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. Przyjeżdża tu od lat. A konkretnie od 37 lat. Natomiast coroczne liczenie koordynuje od roku 1999. Człowiek ogromnej wiedzy i równie okazałego wzrostu, z łatwością nawiązujący kontakt i o dużym talencie organizacyjnym. Witamy się z panem Tomaszem jako znajomi, ale nie ma już czasu na wymianę uprzejmości, bo okazuje się, że towarzyszy nam również ekipa lokalnej telewizji, której mój rozmówca ma udzielić wywiadu na żywo.

Więc mówi do kamery to, co wszyscy zgromadzeni za nim w tle naukowcy uważają za oczywistość: o ociepleniu klimatu, o ważnej roli liczenia nietoperzy w badaniach nad jego zmianami, o różnicach w składzie gatunkowym nietoperzy w MRU na przestrzeni ostatnich lat i ich przypuszczalnych przyczynach…

Ale okazuje się, że ekipa, która za chwilę ruszy pod ziemię, jest znacznie obszerniejsza - towarzyszą nam przedstawiciele Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska, reprezentanci firmy Ecotone ze sprzętem specjalistycznym do badań nietoperzy oraz grupa ratownicza i grupa ratownictwa wysokościowego w mieszanym, dolnośląsko-wielkopolskim składzie. Te ostatnie towarzyszą liczeniu nietoperzy w MRU od lat, jak tłumaczy mi Kamil, jeden z ratowników.

Po co nam tutaj ratownictwo wysokościowe? Niektóre szyby wind mają 32-36 metrów głębokości, pozbawione są klatek schodowych - lina może okazać się jedynym rozwiązaniem przy transporcie noszy z poszkodowanym - tłumaczy Kamil.

- Na szczęście do tej pory nigdy nie musieliśmy być potrzebni... - dodaje. I niech tak zostanie.

Panzerwerki i tunele - idziemy w miasto… pod ziemię

Wchodzimy w pełnym składzie przez Panzerwerk 717. Panzerwerk to schron bojowy, w tym wypadku trzykondygnacyjny, z blokiem wejściowym, o odporności klasy B, wyposażony w… Ale to dzisiaj chyba nikogo nie obchodzi. Dzisiaj najważniejsza jest Cesarzowa Biologia i jej poddani, czyli nietoperze.

Schodzimy 114 stopni w dół, 32 metry pod ziemię, potem 880 metrów tunelem dobiegowym do dworca Heinrich i dalej na północ. Gustaw, Friedrich, Emma, Dora… Dworce, grupy warowne: Scharnhorst, Gneisenau, Yorck, Lutzow… Chiropterologom te nazwy nic nie mówią. Dla nich podziemny system trzydziestu trzech kilometrów szarego betonu podzielony jest na dziewięć sekcji - od pierwszej na północy do najbardziej na południe wysuniętej sekcji dziewiątej. W każdej sekcji grupa licząca trzech-czterech ludzi.

54 naukowców reprezentuje najróżniejsze instytuty i placówki badawcze: Uniwersytet Przyrodniczy we Wrocławiu, Uniwersytet Gdański, Instytut Badawczy Leśnictwa w Raszynie pod Warszawą, Flandryjski Instytut Biologii Środowiskowej z siedzibą w Brukseli i Antwerpii, Aberdeen, Berlin… Zjechało się tu pół Europy, żeby liczyć i badać warunki zimowania nietoperzy.

Przetrwanie

Każde pół stopnia i każda kaloria to dla nietoperza kwestia życia lub śmierci - tłumaczy z zapałem Grzegorz Apoznański, doktor z Wrocławia. - Wysokość miejsca zimowania jest niesłychanie ważna. Im niżej, tym chłodniej i mniejsze zużycie zapasów tłuszczu nagromadzonych w porze letniej. Ale też większe ryzyko bycia pożartym przez kunę lub innego drapieżnika… Starsze, mające więcej doświadczenia osobniki, lepiej gospodarują swoimi zapasami i znajdują lepsze miejsca do zimowania. Młode są bardziej narażone, ponieważ mają mniejsze zapasy tłuszczu i ich szanse na przeżycie są mniejsze. Hibernacja to nie jest wygodne spanko - to walka o przetrwanie.

Równie istotna jest wilgotność. I spokój - każde obudzenie nietoperza to dodatkowy wydatek cennej energii i zwiększone zużycie tkanki tłuszczowej, której może zabraknąć. To w efekcie oznacza śmierć głodową. Dlatego Rezerwat Nietoperzy jest chroniony prawem. Dlatego Wstęp jest Wzbroniony. Dlatego Zwiedzanie Tylko z Przewodnikiem, a trasy ekstremalne tylko w okresie letnim, gdy nietoperze żerują na zewnątrz…

Sekcja Pierwsza, Grupa Druga, Sekcja B, Monika… Grupa 7, Sekcja A: Ralf, Juliane, Jens, Joanna, Sandra, Janusz… Grupa 6, Sekcja A: Grzegorz, Espen, Samo, Wioleta… Grupa 5: Mateusz, Ruud, Iain, Anja, Rogier, Zuzanna… Grupa 7, Sekcja B: Tomasz, Primoż, Jenny, Cezary, Katarzyna…

I tak dziewięć grup, duży zespół ludzki rozprasza się po zakamarkach ogromnego systemu.

Nietoperz w poezji?

Krążę między poszczególnymi grupami, rozmawiam, pytam o motywacje, plany, wyznaczone zadania. To oznacza mnóstwo chodzenia, przemieszczania się między sekcjami i długie minuty samotnego marszu wypełnione chłodem, ciszą i ciemnością. Przypominam sobie po drodze wiersz Theodore’a Roethke - „The Bat” - „Nietoperz”:

„Za dnia nietoperz jest kuzynem myszy, w starym domu zasiedla stryszek…”

No nic bardziej mylnego. Nie tylko stryszki, ale dziuple starych drzew, dzwonnice kościołów, stodoły… Ale latem. Zimą szukają stałych niskich temperatur w odludnych miejscach. I nie trzymają się ludzi - w odróżnieniu od myszy… Też mi kuzynki!... Żadna rodzina.

„… Głowę mu kapelusz z własnych palców kryje. Pulsu prawie nie ma, więc prawie nie żyje…”

Idę tunelem, na ścianach śpiące nietoperze. Żaden nie ma „kapelusza” na głowie, bo skrzydła przywierają do ciała z obu stron. Kapelusz mają tylko podkowce (Rhinolophus), które zimują całkowicie owinięte w błony lotne, razem z głową. Ale hibernacja się zgadza. Procesy metaboliczne przebiegają rzeczywiście bardzo wolno. Łącznie z biciem serca.

„Szalone figury pół nocy rysuje wśród drzew, co się w światło na rogu wpatrują”…

Genialny łowca, zwrotniejszy od każdego ptaka. Tak, nietoperz może rysować szalone figury - skrzydła mogą się poruszać niezależnie - u ptaków tylko oba naraz - i widzi w ciemności, co umożliwia mu echolokacja. Może niemal zawisnąć w miejscu albo - jak polujący na chrząszcze nocek duży - wystartować z ziemi jak myśliwiec pionowego startu.

Motywacje

Cezary Mitrus towarzyszy panu Tomaszowi już od lat w liczeniu nietoperzy. Dzisiaj również są w jednej grupie. Cezary jest profesorem ornitologii, więc pytam go o powód i użyteczność w pracy badawczej wizyt w MRU.

- Dla zoologa istnieją w Polsce dwa miejsca, które musi zobaczyć: Puszcza Białowieska i Międzyrzecki Rejon Umocniony - odpowiada. - Przecież to unikat w skali europejskiej i światowej. Miejsce niesamowicie ważne i ciekawe.

Pan Tomasz dodaje: - Mamy w kraju wiele perełek przyrodniczych, które koniecznie trzeba zobaczyć, ale podium ma tylko trzy miejsca, toteż właśnie, tak jak Cezary, wybrałbym Puszczę, MRU i jeszcze dołożył Biebrzę!

Przechodzę do innej sekcji, Arno, Alek, Natalia, Margot i Kasia pracują w sekcji 3. Arno jest z Holandii - młody, bardzo szczupły i bardzo wysoki, z bokobrodami jak cesarz Franz Josef. Dlaczego przyjechał? Nie, nie jest chiropterologiem. Bada żuki. Ale tam, gdzie są nietoperze, są też żuki, więc pośrednio… Głównie jest tu na prośbę swoich holenderskich kolegów, ale nie żałuje tej decyzji - jest fantastycznie.

- Two Myotis myotis, one Natterer’s (dwa nocki duże, jeden nocek Natterera)… - Arno dyktuje, pan Alek notuje. Nie przeszkadzam im. Idę porozmawiać z Natalią.

Natalia studiuje w Gdańsku OZP, czyli Ochronę Zasobów Przyrodniczych. Po tych studiach może pracować w tak wielu miejscach, że nawet się jeszcze nie zastanawiała nad żadnym konkretnym. Jedno jest pewne - nigdy nie wyląduje za biurkiem - kocha taką pracę jak tu, w terenie, w MRU.

Opuszczam ich sekcję, jestem już bardziej na północy - okolice nieukończonego wjazdu A 63 i dworca Cezar. Tu już robi się bardziej dziko - woda, strumyki, piękne nacieki na ścianach - tak bardziej „jaskiniowo”. Idę. W głowie znowu szepcze mi Roethke i jego „The Bat”.

„Lecz gdy zasłonę ruch skrzydeł przetoczy, boimy się tego, co widziały oczy…”

Nic o nich nie wiemy - my, zwykli zjadacze chleba. Wysoko wyspecjalizowane, maleńkie ssaki żyjące często tak blisko, ale odległe od nas i naszego świata. W większości ludzi budzą strach. Nasze, europejskie nietoperze są owadożerne. Taki maluch potrafi upolować do 2 tysięcy komarów dziennie. Już choćby za to powinniśmy je kochać. Do pięciu kilo różnych owadów w ciągu jednego sezonu letniego. To jest wynik!!... I nie wkręcają się we włosy.

Spotykam ekipę Luca: Floris, Kasia i Marcin. No i oczywiście Luc. Część sekcji poszła im szybko, ale teraz co chwila natrafiają na duże skupiska, zwane z angielska klastrami - 90, 160, 70 sztuk zbitych gęsto, przytulonych do siebie jak pszczoły w ulu. I teraz już wiem, do czego potrzebna jest lornetka; w takiej gęstwie trudno się doliczyć i rozpoznać gatunki, szczególnie kiedy klaster wisi wysoko. To samo z lusterkiem - jeśli w jakimś otworze hibernuje duża liczba nietoperzy, kładzie się pod spodem lusterko i liczy osobniki od dołu - szybko, skutecznie i bez niepotrzebnego budzenia.

Spotykane skupienia nie są jeszcze duże - im bliżej wiosny, tym będą większe, tym bliżej wyjść z systemu będą się przemieszczać. Pod koniec lutego i w marcu mogą trafić się skupiska nawet tysiąca nietoperzy wiszących razem.

Monika i A 64

Postanawiam odwiedzić Monikę i jej zespół. Monika jest doktorantką z Wrocławia. Spotkaliśmy się w MRU pod koniec listopada, a projekt, którym się zajmuje, to zadanie na wiele lat: wpływ ocieplenia klimatu na zimowanie nietoperzy. Monika sprawdza wagę ciała i znakuje osobniki, aby opisać przemieszczanie się konkretnych gatunków, żeby ustalić ich reakcje na zmiany klimatyczne. Jej zespół mierzy, waży i znakuje nietoperze, co jest o tyle ciekawe, że wygląda to zupełnie inaczej niż zadania innych zespołów: ważenie jest zabawne - zaspany i słabo protestujący delikwent ląduje w małym płóciennym woreczku, który wiesza się na wadze przypominającej wędkarską: 13 gram, 11 gram… Po co? W związku ze zmianami temperatur zmienia się aktywność owadów, zatem należy sprawdzić, czy nietoperze nie „podjadają” w zimie… Kto nie zaglądał w nocy do lodówki, niech pierwszy rzuci kamień…

Pracują solidnie - całą grupą przy jedynym ukończonym - chociaż zaspawanym - wjeździe A 64. Jest tu zimniej, bo i wylot tunelu blisko, więc za pomocą taśmy oznaczają umowną granicę wyższej i niższej temperatury. Pozwala to określić preferencje i upodobania cieplne poszczególnych gatunków nietoperzy.

Monika znakuje nietoperze znacznikami dla pszczół - drobną kolorową kuleczkę przykleja się na grzbiecie osobnika. Pozwala to ustalić zasięg ich przemieszczania się w okresie hibernacji. Bo przecież nie tkwią cały czas w jednym miejscu - budzą się, żeby się napić, wydalić mocz, zmienić miejsce na bardziej lub mniej wilgotne, cieplejsze lub chłodniejsze. To również element walki o przeżycie, szukania równowagi, która pozwoli zachować energię… i przetrwać.

Monikę interesują tylko dwa z występujących tu 12 gatunków nietoperza i na podstawie ich przemieszczania się, utraty i przyrostu wagi, będzie realizować swój projekt.

Zachodu słońca nie będzie

Jest już 16.30. Jesteśmy już pod ziemią ponad osiem godzin. Niektóre grupy powoli kończą swoje zliczanie - tabele zapełniają się danymi, a Główna Droga Ruchu, kręgosłup całego systemu mający 10 kilometrów długości, zapełnia się ludźmi.

Nogi zaczynają trochę dokuczać - zrobiłem już dzisiaj jakieś 20 km, a tu jeszcze Gustaw, Heinrich… do wyjścia jeszcze niezły spacerek.

Na Heinrichu rozbili się obozem ratownicy, a raczej ich część. Dołączam do nich, czekając na kolejne grupy wędrujące z „Dalekiej Północy”. W panzerwerku 716, którym będą wychodzić na powierzchnię, czeka już na nich Kamil. Rano sporządził szczegółową listę wszystkich uczestników. Teraz odhacza przy wyjściu wszystkich wychodzących. Jako ratownik wywiązuje się w ten sposób ze swoich obowiązków - niefajnie byłoby, gdyby ktoś został na dole sam…

Czekam na Heinrichu na poszczególne wychodzące grupy. 17.00, 17.30. Wychodzą ekipy z sekcji piątej, drugiej. Z nimi wyszedł też pan Tomasz Kokurewicz. Pełni obowiązki gospodarza, więc musi zająć się naszymi gośćmi, którzy przyjechali z daleka.

Czekam na ostatnią grupę, z najdalszej sekcji - pierwszej.

Znowu plącze się Roethke i jego „The Bat”:

„Myśl, że coś się nie zgadza, burzy spokój nasz…”

Ssak, lata, w nocy... Co je? Co robi w dzień? Gdzie znika na zimę? Przez wieki nic nam się nie zgadzało. Jakieś czary, proszki z nietoperza, wampiry, strzygi… Strach, niepewność, obawa. I malutkie stworzonko mające po prostu do spełnienia swoją ważną rolę w przyrodzie.

„Gdy skrzydlate myszy noszą ludzką twarz…”

Słyszę ostatnią grupę, wychodzą tunelem na dworzec - zmęczeni, pogrążeni w rozmowie. Jest 18.30. Wszyscy zwijamy się na górę. Ratownicy zbierają sprzęt. Tu, na dole, znowu zapanuje Cisza i Ciemność.

A może to jest w nich najbardziej ludzkie? Ta chęć przetrwania, ucieczki przed światem, a jednocześnie potrzeba bycia w grupie, znalezienia ciepła, bezpieczeństwa, akceptacji? Może przypisuję im za dużo ludzkich cech…

Wychodzimy przez „szesnastkę”. Jesteśmy już na górze. Ciemno, świecą gwiazdy. Nie widzieliśmy dziś zachodu słońca, a i ze wschodem nie za bardzo… Ratownicy pakują sprzęt na samochody - liny, nosze, pakunki. Nagle w kręgu światła pojawia się lis - piękny, z rudą kitą i puszystym futrem. Patrzy na nas badawczo przez dłuższy czas i nie wygląda na wystraszonego. W końcu orientujemy się, że chodzi mu o ludzi - przyszedł się przy nas pożywić. Znika w zaroślach.Następnego dnia otrzymałem informację - chiropterolodzy naliczyli 35 770 nietoperzy.

***

Wiersz „The Bat” XX-wiecznego amerykańskiego poety Theodore’a Roethke zaprezentowałem we własnym przekładzie.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Spora przewaga PiS nad KO - sondaż

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Gazeta Lubuska
Dodaj ogłoszenie