Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Prezydent Gorzowa: Bierzemy wszystko, co uda się nam złowić

Jarosław Miłkowski
Jarosław Miłkowski
Jacek Wójcicki jest prezydentem Gorzowa od 1 grudnia 2014.
Jacek Wójcicki jest prezydentem Gorzowa od 1 grudnia 2014. Łukasz Kulczyński/Urząd Miasta w Gorzowie
Dlaczego miasto wciąż remontuje drogi? Czy jest pomysł na były ratusz w Gorzowie? I czy południowa stolica odjeżdża tej północnej? Rozmawiamy z prezydentem Gorzowa Jackiem Wójcickim.

- Czy żona zwraca się do pana prezydenta Bob Budowniczy?
- Nie [śmiech]. Ale jak ubieram robocze spodnie na szelkach, przy pracy w domu, to tak.

- Pytam nie bez powodu. Rok w rok jest w mieście jakaś inwestycja drogowa. Jeszcze chwila i nastolatkowie nie będą znali w swoim życiu nierozkopanego Gorzowa.
- Szczerze powiem, że w zeszłym roku mieliśmy zwolnić z inwestycjami, a w tym roku nie robić inwestycji drogowych, aby dać mieszkańcom odpocząć. Jednak nie dało się. Przyszły kolejne dofinansowania, więc rozpoczął się remont Kosynierów Gdyńskich, Dworcowej, a zaraz będzie robiona Spichrzowa…

- Nie lepiej robić te wszystkie inwestycje mniej więcej w jednym czasie? Ja wolałbym mieć remont całego mieszkania w krótkim okresie niż męczyć się z nim kilka razy dłużej.
- I z takiego założenia wychodzimy. Tylko doszliśmy do takiego momentu, że niektórzy mieszkańcy mówią: „Dosyć!”. Ale z drugiej strony, jeśli dostajemy pieniądze, to one są na tu i teraz. Nie możemy sobie pozwolić, by np. obwodnicę zrobić za trzy lata. Bierzemy wszystko, co uda się nam złowić

- A dlaczego Wieloletni Plan Inwestycyjny na lata 2016-2023 nie został wykonany w 100 procentach?
- Bo albo – a w zasadzie przede wszystkim – zabrakło finansowania, albo były inne priorytety.

- Pozwolę się nie zgodzić. W ostatnich latach były programy na dofinansowanie odbudowy zabytków. Można było do nich zgłosić dawny ratusz przy Obotryckiej.
- Nie było szans. Ogromne pieniądze to Wawel mógłby dostać, ale nie było realne, byśmy dostali pieniądze na taki obiekt.

Nie będzie "pałacu", będzie muzeum?

To jaki miasto ma pomysł na Obotrycką? Biegnie już dziesiąty rok pana prezydentury, a dawny ratusz jest w takim samym stanie, jak gdy zaczynał pan rządy. W Wieloletnim Planie Inwestycyjnym była mowa, że będzie on częścią magistratu.
- Dawny ratusz to na pewno nie jest element, z którego jestem zadowolony. Z drugiej strony – dopóki nie mamy w mieście naprawdę potrzebnych rzeczy, to – sorry – pałac dla urzędu nie jest potrzebny.

- Nie mówię, że ma być pałac. Tylko, żeby w ogóle był pomysł na to miejsce.
- Na razie złożyliśmy wniosek o 2 mln zł na remont dachu.

- Może lepiej „oddać” komuś ten budynek? Ostatnio przecież zawiązał się komitet ws. utworzenia Muzeum Diecezjalnego Środkowego Nadodrza w Gorzowie. Może diecezji udałoby się pozyskać pieniądze na remont ratusza? Zachodnia Izba Przemysłowo-Handlowa zdobyła przecież pieniądze na willę Jaehnego, którą kupiła od miasta za 1 proc. wartości.
- Ostatnio rozmawiałem na ten temat z biskupem Adrianem Putem. Jest pomysł z utworzeniem muzeum, ale w sierocińcu, czyli budynku przylegającym do ratusza. Jeżeli projekt będzie realny, będziemy szukać rozwiązania. Ostateczna decyzja należeć będzie do rady miasta.

- A co ze stadionem przy Olimpijskiej? Gdy czytam w mediach, że kilka zapowiadanych stadionów może w Polsce nie powstać, to zastanawiam się, czy będą ewentualnie pieniądze dla Gorzowa.
- Na razie rozpisujemy przetarg na przygotowanie decyzji środowiskowej. Ona jest nam potrzebna, aby móc w ogóle zacząć projektować stadion. To duży obiekt i on będzie wymagał przygotowania raportu oddziaływania na środowisko. Uzyskanie decyzji środowiskowej będzie trwało około roku. Kolejnym krokiem będzie projekt.

- Ostatnio miasto oficjalnie pytało potencjalnych wykonawców, jaki będzie koszt tego projektu. Jaka przyszła odpowiedź?
- Że będzie to kilka milionów złotych.

- Stadion będzie projektowany w całości czy będzie to projekt tylko jednej trybuny?
- Projekt będzie etapowany. Nie ma sensu robić projektu całego stadionu, skoro pozwolenie na budowę jest dzisiaj ważne dwa lata, a my chcemy zrobić na początek jedną trybunę. Na razie zobaczmy, jakie jest zapotrzebowanie. Jeśli okaże się, że potrzeba większego stadionu, to będziemy kolejne etapy przygotowywać.

Arena Gorzów w świetnym miejscu

- Arena Gorzów pokazała co innego. Że do dotychczasowych hal koszykarek, piłkarzy ręcznych czy koszykarzy i siatkarzy przychodziło najwyżej kilkaset osób, a do Areny na te same drużyny przychodzi nawet po kilka tysięcy osób.
- Bardzo się cieszę, że jest takie zainteresowanie meczami w Arenie Gorzów, ale to jest efekt nowości. Za chwilę przyjdzie okres letni. Sztuką klubów sportowych będzie dokonać tego, żeby na jesieni kibic wrócił. Potrzeba kilku sezonów, żeby liczba widzów się ustabilizowała.

- Miasto zamierza pomóc klubom w przyciąganiu kibiców do Areny Gorzów? Może warto przez rok opłacać za kluby wynajem hali? One mogłyby dzięki temu np. zaoferować tańsze bilety, przyzwyczaić tym samym więcej ludzi do przychodzenia do Areny. W kolejnych sezonach wpływy z biletów stanowiłyby większy odsetek budżetów.
- Tak już jest. W tym roku daliśmy klubom sporo większe dotacje. Kwoty, które są liczone za mecze, są symboliczne. My i tak sporo dokładamy. Kluby za wynajęcie hali płacą po 5 tys. zł, a my mamy 30 tys. zł kosztów. Dokładamy więc 25 tys. zł do meczu. Samo włączenie światła na czas meczu to 2-3 tys. zł. Niebawem piłkarze ręczni będą grali na terafleksie – jego rozłożenie to są godziny pracy. Żeby halę przygotować i uruchomić do meczu, to takie są wydatki.

- Gdyby pan prezydent miał budować halę jeszcze raz, to w tym samym miejscu?
- Tak. Na pewno.

- Dlaczego?
- Bo to świetne miejsce.

- Ludzie narzekają na brak parkingów. Tworzą się korki. Poza tym parking przed wejściem do Areny „nie widzi się” z parkingami przy Słowiance. Ja bym „obrócił” halę i zrobił wejście od strony basenów.
- Zgadzam się. Założenie architektów było takie, żeby wejście było od zachodniej strony z placem przed wejściem. Nie chcę dyskutować z wizją architektów, ale z mojego punktu widzenia – odbiorcy, który przychodzi na wydarzenia – to bez sensu, żeby obchodzić całą halę, aby do niej wejść. Jestem jednak bardzo zadowolony z hali. Po pierwsze: że jest wkopana w ziemię i nie jest gigantycznym klocem. Po drugie: że jest dobrze zbudowana. Agnieszka Surmacz (wiceprezes Słowianki, formalnego inwestora – dop. red.) dopilnowała najmniejszych szczegółów.
A co do miejsc parkingowych… Umożliwienie parkowania na jednym pasie ul. Słowiańskiej zrobimy jednak szybciej niż niedawno zapowiadałem. Nie będziemy czekać do skończenia budowy ronda koło Słowianki. Zrobimy to na próbę przy dwóch-trzech imprezach jeszcze wcześniej.

- Czyli nie okaże się za „chwilę”, że trzeba pod parking wyciąć kolejne drzewa?
- Nie, wycinania drzew nie będzie. Gdybyśmy chcieli zrobić parking na 2,5 tys. samochodów, to gigantyczną przestrzeń musielibyśmy przygotować. Duże imprezy w hali będą średnio trzy razy w miesiącu. Nie można więc trzy razy na trzy godziny wyłączyć pasa? Zobaczymy, jak to się sprawdzi.
Nie jest też wykluczone, że w przyszłości wprowadzimy takie rozwiązanie, jakie jest przy filharmonii, które pokazuje, ile jest wolnych miejsc na poszczególnych parkingach. To drogie rozwiązanie, ale realne do wprowadzenia.

"Inwestycje idą lepiej"

- Budowa ronda koło Słowianki rozpoczęła się w kwietniu 2023, a rondo miało być zrobione przed oddaniem Areny Gorzów, wówczas planowanym na sierpień-wrzesień. Tymczasem w listopadzie, a więc po siedmiu miesiącach budowy ronda, dowiedzieliśmy się, że potrzeba kolejnych siedmiu miesięcy na jego dokończenie. Przepraszam bardzo, ale ktoś tu z mieszkańców chyba sobie kpi.
- Opóźnienia w budowie biorą się z tego, że w czasie budowy odkrywamy jakieś niezinwentaryzowane lub źle położone sieci. Gdy w dokumentach jest, że gazociąg powinien być 1,5 metra pod ziemią, a jest tylko 70 centymetrów pod ziemią, to trzeba wstrzymać prace. Właściciel gazociągu nie może od razu przełożyć rur. Musi wystąpić o pozwolenie na budowę. A to trwa… Nie ma innej drogi. Podobna sytuacja była na skrzyżowaniu ze Żwirową, gdzie był spór z Eneą.

- A z Gorzowskich Inwestycji Miejskich jest pan prezydent zadowolony?
- Tak.

- Przed powołaniem tej spółki były zastrzeżenia co do terminowości czy jakości wykonywanych inwestycji. Po powołaniu GIM-u jest podobnie.
- Większość inwestycji, które GIM dziś prowadzi, to są inwestycje, które jeszcze były rozpoczęte przez wydział inwestycji. Idzie to jednak zdecydowanie lepiej, sprawniej…

- Tylko, że na przebudowanej Hawelańskiej woda po deszczu nawet nie spływa do nowych studzienek…
- Wykonawca będzie to poprawiał. Tak jak będą poprawiane płyty na ul. Sikorskiego przed urzędem miasta.

Słucham? [zdziwienie] O tych płytach, panie prezydencie, to my już dwa lata temu rozmawialiśmy.
- I dalej to nie jest zrobione. Wykonawca wziął podwykonawcę, który przełożył płyty i dalej jest to „spieprzone”. Gdy przejedzie auto, słychać klawiszowanie dopiero co ułożonych na nowo płyt. To mnie irytuje.

- Mnie natomiast irytują sypiące się budynki przy nowych deptakach. Przy Sikorskiego to budynek szkoły muzycznej, a przy Dworcowej budynek obok przychodni lekarskiej.
- Przy Dworcowej budynek należał do urzędu marszałkowskiego, ale on go sprzedał i teraz ma czterech właścicieli. Nie mamy jak ich jednak zmusić do tego, by coś z nim zrobili. A jeśli chodzi o budynek szkoły muzycznej, jest on nasz, więc po przeniesieniu się szkoły do Kwartału Kultury, będzie do sprzedania. Ja dziś nie widzę dla niego funkcji, dla których moglibyśmy wydać na niego z 20 mln zł.

- Nowe bloki przy Schodach Donikąd się panu prezydentowi podobają?
- No, nie jest to secesyjna architektura miasta…

- To dlaczego na takie rozwiązania miasto pozwala? Niedawno przeczytałem, że nowy blok ma powstać przy ul. Strzeleckiej, tuż przy wejściu do Parku Róż.
- A gdzie ma się miasto zabudowywać - na poligonach? Trzeba uzupełniać strukturę miejską. Przy Strzeleckiej była wcześniej zabudowa. Tak samo jak była przy Schodach Donikąd. Miasto musi się dogęszczać.

- Stary Rynek też można sprzedać pod bloki…
- Jest w mieście układ urbanistyczny, który jest nienaruszalny. Ja się cieszę z tego powodu, że deweloperzy wchodzą w projekty uzupełniające starą strukturę miasta. Teraz procedujemy pozwolenie na budowę kamienicy na ul. 30 Stycznia od strony ul. Kosynierów Gdyńskich. Tam jest luka między kamienicami. Trzeba to uzupełnić. Osiedle przy Schodach Donikąd może mogłoby być bardziej architektonicznym cudem. Ja jednak nie mam negatywnego odbioru.

Kolej? "Będziemy wywierać presję"

- Przejdźmy teraz do komunikacji. Z planów związanych z przetargami wynika, że za 180 mln zł, które miasto dostało z Unii Europejskiej, kupionych zostanie 10 nowych tramwajów, przebudowane zostanie torowisko wzdłuż ul. Pomorskiej, a nowe tory zostaną zrobione tylko wzdłuż ul. Jancarza. Czy dobrze domyślam się, że nie będzie nic więcej?
- Plany na tramwaje są większe. Eksperci od komunikacji miejskiej podpowiadają nam, że powinniśmy wchodzić w bardziej zwartą zabudowę. Jest więc pomysł wejścia z tramwajem w ul. Floriana Kroenke, czyli nieistniejącą jeszcze drogę w okolicy szpitala psychiatrycznego. Stamtąd przez ul. Niepodległości przeciąć ul. Górczyńską i dojechać do Manhattanu.

- Co miasto robi w sprawie wykluczenia komunikacyjnego? Kto nie ma samochodu, wyjechać z miasta ma kłopot, bo pociągi się spóźniają lub wcale nie przyjeżdżają. Nie można tupnąć nogą?
- Z takiego „pyszczenia”, jakie politycy rozpoczęli przy okazji wyborów parlamentarnych, niewiele wychodzi. Choć za stan kolei odpowiadają władze rządowe i samorząd wojewódzki, to projekty kolejowe są jedną z kluczowych spraw, nad którymi pracujemy. W ten sposób będziemy wywierać presję na tych, którzy za połączenia kolejowe odpowiadają, ale też pokazujemy, że jesteśmy dobrym partnerem, by pomagać w inwestycjach kolejowych i zapobiegać wykluczeniu.
Pierwsza rzecz, która jest już w bardzo zaawansowanym stadium, to łącznica kolejowa w Kostrzynie. Od samej idei tej łącznicy, którą wygłosiliśmy pięć lat temu, przeszliśmy do uzgodnień z miastem Kostrzyn, a za czasów poprzedniego rządu odbyliśmy też rozmowy z prezesem PKP PLK na temat realizacji. W nowym rządzie wiceministrem infrastruktury został natomiast Piotr Malepszak, który zna nasze projekty i ma świadomość rangi tego połączenia.

- Na elektryfikację bym raczej nie liczył…
- O elektryfikacji linii 203 z Kostrzyna przez Gorzów do Krzyża mówi się od lat. Ten odcinek ma kosztować parę miliardów. To są tak gigantyczne pieniądze, że można za ułamek tych pieniędzy zrobić kilka projektów drobnych, które już w tej chwili odczarują nas w kwestii komunikacji. Łącznica w Kostrzynie może kosztować 150-200 mln zł, ale da nam połączenie ze Szczecinem. A modernizacja linii przez Międzychód – najkrótsze połączenie z Poznaniem. W przypadku tej drugiej inwestycji chcemy podnieść standard tego projektu i zwiększyć możliwość prędkości pociągów na tym odcinku do 160 km/h. Będzie to nieduży wzrost kosztów, a spowoduje znaczne przyspieszenie na trasie. Dopiero po realizacji tych projektów można myśleć o elektryfikacji linii 203, bo to nie jest przecież położenie samych kabli, tylko zbudowanie linii od zera. Chcemy też doprowadzić do zrobienia magistrali zachodniej, czyli połączenia Gorzowa z Zieloną Górą przez Międzyrzecz, Świebodzin i Sulechów. Potrzeba tylko dobrego trasowania dwóch odcinków: od Kaławy do Świebodzina i od Świebodzina do Sulechowa.

"No i co, że Zielona Góra nam odjeżdża?"

- Gorzów jest jedynym miastem wojewódzkim bez uniwersytetu. Zauważają to mieszkańcy, wspomina o tym też Zbigniew Rokita w książce „Odrzania” napisanej m.in. za stypendium Prezydenta Miasta Gorzowa. Czy nie nadszedł już czas, by to zmienić? Wiem, że to decyzja uczelni, ale może miasto zachęciłoby deklaracjami Akademię Jakuba z Paradyża do zrobienia kolejnego kroku?
- Będziemy robić wszystko, żeby wspierać uczelnię. To jest jednak mit, że jak będziemy mieli uniwersytet, to nagle Gorzów będzie miastem mlekiem i miodem płynącym. Nie, nie będziemy! Można wydać pieniądze i kupić sobie wszystko…

- Od lat słyszę, że trzeba zrobić wszystko, by młodzież nie wyjeżdżała z Gorzowa.
- Trzeba coś zrobić, żeby ludzie chcieli tu wracać. Młodzież wyjeżdża z Gorzowa na studia, bo chce się wyrwać od rodziców. Ten sam problem ma choćby Poznań czy Szczecin. Jesteśmy w stanie wspomagać gorzowską uczelnię. Co z tego, że uczelnia będzie nazywała się uniwersytetem? Ja jestem szczęśliwy, że uczelnia odpowiedziała na potrzeby rynku pracy i utworzyła pielęgniarstwo. My jesteśmy miastem, w którym budujemy dom cegła po cegle. Obejście tego i budowanie z gipsu stworzy coś tylko na chwilę…

- Tylko, że Zielona Góra coraz bardziej odjeżdża.
- No i co, że nam odjeżdża? Poza tym nie we wszystkim. Zielona Góra jest powiększona sztucznie. Janusz Kubicki wcielił gminę i teraz chwali się, że jest dużym miastem. My jesteśmy mniejszym ośrodkiem, ale Gorzów też, z okolicznymi gminami, liczy sobie 160 tys. mieszkańców. Jeśli powierzchnię Zielonej Góry nałożylibyśmy na Gorzów i okolice, bylibyśmy podobnym miastem.

- A jest w ogóle dziś myśl o połączeniu Gorzowa z gminami?
- A jaki jest tego sens?

- Zyskania terenów, pieniędzy z podatków…
- W tej chwili mamy już 400 hektarów terenów inwestycyjnych. A gdyby jeszcze tereny rolnicze zamienić na inwestycyjne, to byłoby tego z 700 hektarów. Tymczasem Zielona Góra marzy o tym, żeby wyciąć las na 200 hektarach, tylko nie wiadomo, kto jej się na to zgodzi.
Przy Mironickiej już dziś mogłyby stać hale magazynowe, tylko my tego nie chcemy. Z nich poza podatkiem nie ma wielkiej wartości, bo w nich są procesy zautomatyzowane. Niebawem to w takich halach będzie pracowało jedynie po dwadzieścia osób.

- A co z tym naszym gorzowskim „złotym pociągiem” przy Mironickiej? To już ponad pięć lat, jak czekamy na „lokomotywę”.
- Tereny przy Mironickiej zaraz będziemy uzbrajać.

- Chiński producent baterii rozważał wejście do Gorzowa jeszcze przez uzbrajaniem terenu.
- W międzyczasie mieliśmy jeszcze trzy duże projekty…

- To dlaczego żadna firma jeszcze tam łopaty nie wbiła?
- Miasto robi wszystko, żeby pozyskać inwestora. Ale zależy nam na solidnym inwestorze, nie chcemy się rozmieniać na drobne. Ale są jednak jeszcze inne globalne okoliczności. Inwestor zwykle wybiera spośród kilku-kilkunastu miejsc w Europie. Mieliśmy ostatnio jednego hiszpańskiego inwestora z branży papierniczej, z którym rozmawialiśmy bardzo długo i ostatecznie okazało się, że w firmie doszło do sukcesji i nowa szefowa zarządu wstrzymała się z inwestowaniem w Europie. Firmy logistyczne niech się lokują gdzie indziej. My walczymy o inwestora, który będzie wartością dodaną dla miasta.

Czytaj również:
Gorzów i sąsiedzi sięgają po miliony euro. Na jakie inwestycje je wydają?

od 7 lat
Wideo

Jak głosujemy w II turze wyborów samorządowych

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na gazetalubuska.pl Gazeta Lubuska