Kazimierz Sokołowski postawił furgonetkę antyaborcyjną. Stanął przed sądem

Jarosław Miłkowski
Jarosław Miłkowski
Kazimierz Sokołowski nie zgadza się grzywną 1 tys. zł. Odwołał się więc do sądu. Jarosław Miłkowski
We wtorek 18 sierpnia w Sądzie Rejonowym w Gorzowie ruszył proces Kazimierza Sokołowskiego. Jest oskarżony o wywołanie zgorszenia, bo przed szpitalem wojewódzkim postawił samochód z wizerunkiem płodu po aborcji.

- Mam świadomość, że taki baner jest drastyczny, ale w sytuacji przeprowadzanych w szpitalu aborcji, pokazanie prawdy, czym jest aborcja, było sprawą fundamentalną – mówił we wtorek 18 sierpnia w sądzie rejonowym Kazimierz Sokołowski. To znany w Gorzowie przedsiębiorca i działacz. W zeszłym roku sprzeciwiał się pierwszemu w Gorzowie Marszowi Równości. W czasie, gdy szedł on przez ulice Górczyna, należące do niego samochody jeździły po tej samej trasie m.in. z napisami: „Homoseksualiści wielokrotnie częściej molestują dzieci”.
Sokołowski jest wolontariuszem fundacji Pro – Prawo do życia. Ponad pół roku temu dowiedziała się ona, że w latach 2016-2019 w gorzowskim szpitalu dokonano czterech legalnych aborcji. Legalnych, bo prawo w Polsce pozwala na przerwanie ciąży m.in. w wyniku nieodwracalnie uszkodzonego płodu.

Czytaj także

Były cztery aborcje

O przeprowadzonych zabiegach lecznica odpowiedziała fundacji, gdy ta zapytała o to w ramach dostępu do informacji publicznej. 12 lutego tego roku Sokołowski postawił więc na przyszpitalnym parkingu furgonetkę. Pojawiły się na niej zdjęcia płodu przerwanego w 22. tygodniu ciąży oraz napis: „W gorzowskim szpitalu wojewódzkim zabijają dzieci nienarodzone”.
Kilka dni później przeciwko furgonetce zaprotestował dr Piotr Gajewski, znany chirurg dziecięcy. - Ustawienie czegoś takiego przed szpitalem uważam za coś ordynarnego, prymitywnego, chamskiego i obskuranckiego. Domagam się, żeby władze spowodowały natychmiastowe usunięcie tego i wyciągnięcie konsekwencji karnych – mówił pół roku temu dla „GL”.

- Ustawienie czegoś takiego przed szpitalem uważam za coś ordynarnego, prymitywnego, chamskiego i obskuranckiego - mówił dr Piotr Gajewski.

Sprawa furgonetki trafiła na policję, a ta skierowała sprawę do sądu. 3 marca w wyroku nakazowym sąd nakazał Sokołowskiemu zapłacić 1 tys. zł grzywny. Sokołowski się odwołał. To sprawiło, że sąd musiał zająć się teraz furgonetką w „normalnym” procesie. We wtorek Sokołowski składał wyjaśnienia.

Obwiniony: Obraz aborcji jest drastyczny, ale to nie jest zgorszenie

- Czy w pana odczuciu pokazywanie zakrwawionych zwłok nie jest czymś gorszącym – pytała Sokołowskiego sędzia Anna Szulc.
- Nie jest – odpowiadał Kazimierz Sokołowski, 54-letni działacz antyaborcyjny, a na co dzień znany gorzowski przedsiębiorca (godzi się na podanie nazwiska i wizerunku). – Takie obrazy mogą szokować, bo to jest drastyczny widok, ale podobnie jest w innych kampaniach, np. po wypadkach drogowych. Tam też są drastyczne zdjęcia – dodawał gorzowianin.

Policja: - To zgorszenie!

- Kazimierz Sokołowski wywołał zgorszenie i zakłócił porządek publiczny – mówiła na początku rozprawy policjantka będąca oskarżycielem publicznym.
By wesprzeć Sokołowskiego, wczoraj do sądu przyszło prawie 30 osób.
- W dzieciństwie był moim idolem, bo to jest człowiek, który odmówił składania przysięgi na wierność Związkowi Radzieckiemu – mówił nam Sławomir Wieczorek. Dlaczego przyszedł do sądu? – Jestem przerażony skalą kary, jaką dostał Kazik Sokołowski. Przed laty miałem proces z panem Krzysztofem Sz., synem SB-eka, który w internecie opublikował mój domowy adres wraz z zachętą, aby pod ten adres przyjechać i mnie zabić. Za groźby śmierci on otrzymał grzywnę 500 zł. Banery gorzowski sąd policzył dwukrotnie więcej niż moje życie – mówił Wieczorek naszemu reporterowi. Dodawał też: - Zwolennicy aborcji mówią, że płód to jest zlepek komórek. Dlaczego widok na zdjęciach budzi więc w nich przerażanie?

Czytaj także

W związku z rygorem sanitarnym na salę rozpraw mogło wejść tylko 13 osób (łącznie z trzema dziennikarzami). Wszedł m.in. ks. Henryk Grządko. W czasie rozprawy siedział na „widowni”, przesuwając paciorki różańca w dłoni.
Przeciwników akcji Sokołowskiego nie było. Przeciwko banerom przed szpitalem protestowało stowarzyszenie Obywatele Gorzów 66-400. Jego przedstawiciele złożyli doniesienie na prokuraturę o zniesławienie szpitala.
- Ja nikogo nie zapraszałem na rozprawę. To świadczy o poparciu – mówił do sędzi Anny Szulc Sokołowski. – Zamieszczony przed szpitalem baner już od czterech lat jest prezentowany w mieście, czy to na jeżdżącym samochodzie, czy podczas zgromadzeń publicznych – dodawał. Od około 2,5 roku Sokołowski współorganizuje co miesiąc różaniec przebłagalny za grzech aborcji. – Na te zgromadzenia przychodzi 60-100 osób. I nie są to stale te same osoby – mówił w sądzie działacz antyaborcyjny. Najbliższy różaniec będzie 30 sierpnia przy katedrze.

Co zrobi Sokołowski, gdy przegra w sądzie?

Sokołowski liczy się z tym, że sąd może nakazać mu usunięcie banerów. – Wówczas akcja przybierze inną formę. Dopóki szpital nie zadeklaruje, że nie będzie dochodziło w jego murach do zabijania nienarodzonych dzieci, do tej pory będziemy protestować – mówił.
Kolejny termin rozprawy sąd wyznaczył na 22 września.
Fundacja Pro – prawo do życia podobne akcje przeprowadza w całej Polsce.

Czytaj również:
Gorzowski mecenas walczy z furgonetką antyaborcyjną

WIDEO:Olga Bołądź o aborcji: Nie chcę stawać po żadnej ze stron. Okazało się, że po przecinku zawsze jest ocena, a ja nie chcę tego robić

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie