Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Takie skutki niesie za sobą słabość militarna państwa w melanżu ze źle rozumianą demokracją

Krzysztof Chmielnik
Jak tłumaczyli władcy niemieccy papieżowi, znacznie bardzie groźniejsi od muzułmanów w Ziemi Świętej, są połabscy Słowianie, których należy eksterminować, bo nie chcieli się nawrócić na katolicyzm.

Obraz przedstawia siwowłosego jegomościa w długiej ciemnej szacie, który trzyma w ręku komunikant. Przed nim klęczą żołnierze przyjmujący komunię. Za owym jegomościem ułożony z trzech wojskowych bębnów polowy ołtarz, a na nim kielich. Nad prowizorycznym ołtarzem powiewa błękitny sztandar. Za klęczącymi stoi spora grupa wojskowych. Obraz namalował szwedzki malarz Gustaf Olof Cederström. I nazwał „Kielich pułku”.

Scena na obrazie przedstawia nabożeństwo przed bitwą, jaką szwedzkie wojska Karola XII stoczyły z wojskami rosyjsko-saskimi pod Wschową, 13 lutego 1706 roku. Bitwa ta, epizod Wojny Północnej (1700-1721), była jedną z wielu jakie stoczyły strony. W jej wyniku (rozgromienia wojsk saskich) August II Mocny zrzekł się na jakiś czas polskiej korony. Król, którego Polsce narzuciła część polskiej szlachty przy poparciu rosyjskiego wojska i rosyjskich łapówek. Ten sam, który wciągnął Polskę w wojnę ze Szwecją, której wojska panoszyły się po Polsce od Infant po Kraków. Ten sam, który uwikłany w tę wojnę nie „dostrzegł”, że polski lennik ogłosił się pruskim królem, czym rozpoczął byt Prus jako samodzielnego państwa.

Bitwa pod Wschową rozegrała się pomiędzy wsiami Dębowa Łęka i Osowa Sień. Armia szwedzka liczyła jedynie 9400 żołnierzy, w tym 5700 tysięcy jazdy. Nie posiadała artylerii. Natomiast ich przeciwnicy, połączone armie saska i rosyjska, liczyły 18 tysięcy żołnierzy z 32 armatami. Wśród nich około 2 tysiące jazdy. Wojska rosyjsko-saskie zajęły pozycje obronne, na które Szwedzi przeprowadzili kilkukrotne szarże. Szczególnie udany okazał się atak kawalerii na prawe skrzydło wojsk sasko-rosyjskich. Wobec klęski na prawym skrzydle, żołnierze lewego rzucili się do ucieczki, podczas której zostali rozgromieni przez Szwedów. Pozbawione osłony centrum od tyłu zaatakowała szwedzka kawaleria. Szyk dotąd zwarty, rozerwany został na części. Poszczególne formacje rzuciły się do ucieczki w kierunku Wschowy. Na zachodnich przedpolach miasta zostały otoczone i skapitulowały. Sasi i Rosjanie stracili łącznie 7,3 tysiąca zabitych oraz 7,6 tysiąca jeńców, a także wszystkie działa. Po stronie szwedzkiej straty wyniosły 424 zabitych i 760 rannych. Ale na tym nie koniec statystyki, bo 500 rosyjskich jeńców zostało straconych. Tylko rosyjskich. Ich ciała utworzyły stos wysoki ponoć na trzech mężczyzn.

Katolicy kontra luteranie

Historycy i komentatorzy podają rozmaite objaśnienia i tłumaczenia tego mordu. Niektórzy twierdzą, że Szwedów tłumaczy rzekome okrucieństwo Rosjan w innych wydarzeniach wojennych. Inni utrzymują, że to wina Rosjan, bo poprzebierali się za Saksończyków. Warto zatem wkroczyć na na grząski terem rozważań etycznych, dotyczących wojen w ogólności i tej wojny w szczególności.

Zagadnieniem tym zajął się teolog profesor Adam Kalbarczyk z UAM w Poznaniu. W tekście „Wątki religijne i duszpasterskie bitwy pod Wschową 1706 roku”, który znalazłem w internecie, dokonuje analizy tego wydarzenia pod kątem religijno-duszpasterskim. To podejście jest uzasadnione, jako że po obu stronach konfliktu „istniała zorganizowana opieka duszpasterska nad żołnierzami” - jak pisze Adam Kalbarczyk. Tu należy do pojęcia „opieka” podejść ostrożnie, jako że ówczesny król szwedzki, Karol XII, w gruncie rzeczy ogłosił wojnę z Rosją wojną o wiarę. Wyznawany przez niego luteranizm, miał za sobą już tradycję nietolerowania katolicyzmu.

Zacznijmy od tego, że Gustaw Waza, który był winien miastu Lubeka sporo pieniędzy potrzebnych wcześniej na zdobycie szwedzkiej korony, postanowił obrabować katolicki Kościół, aby ten dług spłacić. Luteranizm, jako pretekst do nowej „sprawiedliwości”, podchwyciła także szwedzka szlachta, jak najdalsza od motywów duchowych we wspólnym wraz z królem rabunku. Katolicyzm pojawił się w Szwecji w IX wieku, a w 1008 roku król szwedzki przyjął chrzest w obrządku rzymskim. Luteranizm natomiast zjawił się w tam na początku XVI wieku, z Wittenbergi, leżącej w Saksonii. Ta antykatolicka religia, użyta jako moralna maczuga, najpierw doprowadziła do likwidacji klasztorów i innych kościelnych dóbr, następnie do uznania się przez Szwecję za państwo luterańskie. Król zrabował kościelne dobra i wzbogacił się. Zakazał wyświęcania nowych księży katolickich, obłożył katolików podatkiem. Co prawda chłopi się buntowali, ale zostali krwawo spacyfikowani. W roku 1540 zabroniono odprawiania mszy katolickiej. Luteranizm stał się przymusowy. Osoby innego wyznani nie mogli już pełnić żadnych publicznych urzędów, zamknięto dla nich także karierę wojskową. W roku 1617 ostatni szwedzcy katolicy, którzy odmówili konwersji na luteranizm, zostali wymordowani. Katolicyzm próbował się jeszcze odrodzić, ale bez większych efektów.

Duchowe wsparcie

Podczas bitwy pod Wschową, królem szwedzkim był Karol XII. Zapatrzony w Aleksandra Wielkiego, uzbrojony w luteranizm, niósł w sobie misję walki z heretycką, prawosławną Rosją. Nie przeszkadzał mu islam władców Wielkiej Porty, z którymi był w sojuszu. Wielka szwedzka armia, utuczona Wojną Trzydziestoletnią oraz najazdem i grabieżą Polski podczas Potopu, nie mogła wszak wrócić do Szwecji, aby żołnierze na powrót stali się potulnymi chłopami. Lepiej aby pozostali poza krajem rodzinnym i grabili innych, zamiast buntować się w ojczyźnie. Religia pomagała barbarzyństwo wojny sakralizować. Z zabijania i rabunku ułatwiała uczynić boże dzieło. Profesor Kalbarczyk przytacza, że luterańscy kapelani wojskowi, stali się w wojennej praktyce niemieckiej, „opiekunami duchowymi” żołnierzy już w XVI wieku. Dzięki ich „opiece duchowej”, łamanie 5 przykazania stało się cnotą. Katoliccy władcy tą drogą nie poszli, jako że katolicyzm w ich wojskach nie było obowiązkowy.

Tu trzeba wspomnieć, że na polskich ziemiach motywacja religijna już wcześniej dokonywała masowych mordów. W czasach piastowskich niemiecki żywioł organizował polowania na pogan w Prusach. Miał wprawę, bo jak tłumaczyli władcy niemieccy papieżowi, znacznie bardzie groźniejsi od muzułmanów w Ziemi Świętej, są połabscy Słowianie, których należy eksterminować, bo nie chcieli się nawrócić na katolicyzm.

Niezależnie od nawracania muszkietami Rosjan na luteranizm, trzeba pamiętać, że Szwedzi wyjątkowo wsławili się już w Wojnie Trzydziestoletniej umacnianiem w Niemczech luteranizmu. Dwie dekady później ruszyli na Polskę z podobną religijną misją. Polacy odrzucili jednak luteranizm, mimo że wielu polskich możnowładców od pierwszego dnia inwazji pokochało Szwedów. Także z powodu wspólnoty wiary.

Luterański dżihad

Z bogatej literatury epistologicznej i pamiętnikarskiej, jaką przytacza we wzmiankowanym tekście Adam Kalbarczyk, wyłaniają się „wzruszające” wzniosłością duchową wyznania wiary szwedzkich żołnierzy. W ich mniemaniu zwycięstwo było boskim darem. Joachim Mathiae Lyth, oficer dragonów, tak napisał w dzienniku: „Było to wielkie dzieło Boga, który obdarzył armię naszego miłosiernego króla szczęściem i zwycięstwem, wspierając nas, Szwedów, w walce przeciwko potężnemu nieprzyjacielowi”. Inny dragon, Dahlberg, uważa iż bitwa była najlepszą lekcją dla żołnierza, z której wyniósł to, że „nie należy za bardzo pokładać ufności we własnej odwadze, tylko trzeba się zdać na miłosierne wsparcie od Boga, bo dopiero przy takich okazjach można się przekonać, iż pomocy może udzielić wyłącznie sam Bóg”

Po bitwie celebrowano dziękczynne nabożeństwo, w którym pobożni Szwedzi wysłuchali fragmentu z Księgi Daniela: „Niech będzie błogosławione imię Boga od wieków na wieki, albowiem do niego należą mądrość i moc. On zmienia czasy i pory, On utrąca królów i ustanawia królów, udziela mądrości mądrym, a rozumnym rozumu”

Po wszystkim wysłano relację do szwedzkiego króla, a w niej napisano: „Po tak szczęśliwie przeżytym dniu we wszystkich pułkach odprawiono nabożeństwo wieczorne, na którym Bogu najwyższemu złożono pokorne dziękczynienie za tę łaskawie zesłaną, chwalebną victorię […], że i tym razem wielki wszechmogący Bóg raczył spojrzeć łaskawie na prawy oręż naszego wielce miłościwego Króla i Pana i go tak hojnie pobłogosławił, iż - przy użyciu mniejszych sił - tylu wrogów padło i w niewolę się dostało, doznawszy zatem Bożej sprawiedliwej pomsty.”. Król ze swojej strony był podobnej myśli, bo odpisał do dowódcy zwycięskich oddziałów generała hrabiego Carla Gustafa Rehnskiölda: „Jest to z pewnością zwycięstwo całkowite i napawające dumą, jakim obdarował nas nasz Pan”

Idąc tym tropem nie ma się wątpliwości, że Szwedzi, mordując rosyjskich prawosławnych, głęboko wierzyli w boże błogosławieństwo. W to, iż mordując ich, reprezentują boską sprawiedliwość. Że uczestniczą w Świętej Wojnie.

Przytaczam powyższą historię, by uzmysłowić jakie skutki niesie za sobą słabość militarna państwa w melanżu ze źle rozumianą demokracją, wobec agresji sąsiada maskującego religijną lub inną ideologią zwykłe barbarzyństwo, pod wzniosłymi hasłami w rodzaju „Got mit uns” lub tak jak w przypadku Szwedów pod Wschową - „Z Bożą pomocą”.

OSTATNIO DODANY:

OPOWIEŚCI KRZYSZTOFA CHMIELNIKA

CZYTAJ CHMIELNIKA RZECZ O ANIELI KRZYWOŃ:

od 7 lat
Wideo

Tadeusz Płużański - Dlaczego warto pielęgnować pamięć o wyklętych

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na gazetalubuska.pl Gazeta Lubuska