Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Nie wszystkie wypowiedzi marszałka Jabłońskiego były dyplomatyczne. Ich echo dotarło na Dolny Śląsk. Odpowiedź przyszła natychmiast

Robert Bagiński
fot. Mariusz Kapala
To zawsze brzmi oryginalnie, gdy politycy przyłapani na zaniedbaniach ważnych dla mieszkańców Lubuskiego spraw, zamiast je szybko załatwiać i rozwiązywać problemy, atakują piszące o nich redakcje.

- To co się wciąż dokonuje, mimo iż jesteśmy już dość długo po wyborach, w byłych mediach publicznych i regionalnych, to jest szczujnia i ściektak o naszych publikacjach, w których podnosiliśmy temat zaniedbań zarządu województwa w kwestii umowy na realizację bezpośrednich połączeń regionalnych z Zielonej Góry do Wrocławia, wypowiedział się podczas sesji sejmiku wojewódzkiego, Marcin Jabłoński, marszałek województwa.

Najpierw jednak, próbował się tłumaczyć z zarzutu, który sformułował wobec niego wicemarszałek Dolnego Śląska, Tymoteusz Myrda. Ten ostatni stwierdził, że marszałek Jabłoński, jeszcze jako wicemarszałek, sabotował rozmowy i odmawiał spotkań, czego efektem jest wypadnięcie z rozkładu jazdy pociągu regionalnego do Wrocławia.

Wszystkie próby kontaktu z Jabłońskim były bezskuteczne – stwierdził w rozmowie z GL wicemarszałek Myrda.

Podczas sesji sejmiku, marszałek Jabłoński starał się sprawić wrażenie, że od naszego pierwszego tekstu na ten temat w kwietniu br., prowadził jednak jakieś rozmowy, konsultacje i negocjacje z przedstawicielami Dolnego Śląska.

Nastąpił taki kontakt telefoniczny z członkiem województwa dolnośląskiego, panem Tymoteuszem Myrdą. Rozmawiałem z nim, więc oświadczam i jednoznacznie informuję, że rozmowy i kontakty z panem Tymoteuszem Myrdą miały miejsce – tłumaczył się Jabłoński.

Rzecz w tym, że dolnośląski wicemarszałek widzi to całkiem inaczej.

Pan marszałek Jabłoński kłamie! (…). Wszystkie próby kontaktu z Jabłońskim były bezskuteczne. Nawet marszałek Przybylski (red.: marszałek województwa dolnośląskiego) rozmawiał w tej sprawie z marszałek Polak, prosząc o możliwość umówienia takiego spotkania, abyśmy mogli porozmawiać, bo wtedy właśnie układał się rozkład jazdy – wyjaśniał w rozmowie z GL, wicemarszałek Myrda.

Dotarliśmy do pisma z dnia 17 listopada br., które do Urzędu Marszałkowskiego Województwa Lubuskiego, wysłał marszałek Dolnego Śląska, Cezary Przybylski. Jego treść potwierdza wersję Myrdy i nie daje szansy tłumaczeniom Jabłońskiego.

W ubiegłych miesiącach bezskutecznie podejmowaliśmy próby spotkania w sprawie organizacji połączeń Wrocławia z Zieloną Górą – napisał marszałek Przybylski. Jednocześnie wyraził chęć dalszych rozmów. – Nadal pozostajemy zainteresowani przeprowadzeniem spotkania wyłącznie w gronie Organizatorów w celu omówienia możliwości wznowienia bezpośrednich połączeń w możliwie najkrótszym czasie – dodał.

W kontekście poniedziałkowej sesji sejmiku, w piśmie dolnośląskiego marszałka, ważne jest sformułowanie: „w gronie Organizatorów”, ponieważ zgodnie z ustawą, organizatorami przewozów regionalnych są samorządy wojewódzkie, w tym przypadku Lubuskie i Dolny Śląsk. Przewoźnik, któremu regiony zlecają realizację połączeń, jest jedynie wykonawcą ich zleceń. Niestety, marszałek Marcin Jabłoński, pomimo tego, że Lubuszanie nie mają dobrej opinii o Polregio, wcielił się w rolę nieformalnego „adwokata” tej spółki.

Będąc związani umową z Kolejami Regionalnymi na dziesięć lat, zostało nam jeszcze siedem, nie chcieliśmy dopuścić do sytuacji w której dokonalibyśmy uzgodnień pomiędzy Dolnym Śląskiem, a Województwem Lubuskim, bez wiedzy i akceptacji tego porozumienia przez Polregio (…). Uznaliśmy, że te żądania, by nie dopuszczać do tych rozmów spółki, za bezpodstawne. Nie widzę powodu, aby ktoś miał nam wskazywać w jaki sposób i w jakiej konfiguracji personalnej prowadzimy rozmowy – mówił do radnych Jabłoński.

Jakby nie widząc problemu, że wielu mieszkańców zostanie odciętych od bezpośrednich i dosyć tanich połączeń do Wrocławia, stwierdził, że istnieje alternatywa.

To nie jest tak, że połączeń pomiędzy Zieloną Górą, a Wrocławiem nie ma. Jest ich kilka i są prowadzone przez przewoźników komercyjnych – skonstatował.

Odpowiedzią na jego wypowiedź, był głos radnej Beaty Kulczyckiej z Nowej Soli.

Mieszkańcy mają inną wrażliwość na te sprawy, niż my jako radni, oni patrzą na koszty połączenia z Wrocławiem. Oni patrzą, że ten bilet Intercity kosztuje dzisiaj 69 złotych, a nie 30 zł. I prawda jest taka, że jest to paraliż dla tych mieszkańców, bo chociażby nie mogą dojechać na rehabilitację – stwierdziła.

Radna Kulczycka, zwróciła również uwagę na fakt, że sprawa nie była przez władze województwa traktowana poważnie od samego początku.

Tu pada wiele słów na temat powagi sytuacji związanej z brakiem tych połączeń na trasie Zielona Góra – Wrocław. Żeby temat traktować poważnie, to liczyłam, że on zostanie potraktowany poważnie chociażby w komisji gospodarki, gdzie jestem członkiem, ale od kwietnia nie pamiętam, żebyśmy tam na komisji mieli poważną dyskusję na ten temat. Dzisiaj mleko się rozlało i mamy to, co mamy – mówiła.

Niestety, nie wszystkie wypowiedzi marszałka Jabłońskiego na temat połączeń do Wrocławia były dyplomatyczne, ich echo szybko dotarło na Dolny Śląsk.

Województwo dolnośląskie w dosyć specyficzny sposób, niezmiernie władczo, próbuje wyrywać te połączenia, nie tylko z województwa lubuskiego, ale też innych regionów – tłumaczył się. - Dolny Śląsk kupił sporo szynobusów w ostatnim czasie, które są niezwykle kosztowną infrastrukturą transportową. Wymagają remontów, żeby to sfinansować, potrzebne są przychody i mają w tej chwili pewną nadpodaż tych pojazdów, dlatego za wszelką cenę próbują wjeżdżać tymi pojazdami na tereny sąsiednie – dodał.

Na odpowiedź nie musiał czekać długo.

To żadna nadpodaż i żadne problemy, ale regularny rozwój naszych połączeń, aby mieszkańcy Dolnego Śląska i nie tylko, jeździli w komfortowych warunkach i w dobrej cenie, na miarę XXI wieku - skomentował wypowiedź lubuskiego marszałka, Bohdan Stawiski, dyrektor departamentu komunikacji społecznej w tamtejszym Urzędzie Marszałkowskim. – Czasy, gdy po „Nadodrzance” jeździły wagony bydlęce, takie jakie oferuje Polregio, już dawno minęły. Pana marszałka Jabłońskiego zapraszamy na Dolny Śląsk, może nauczy się czegoś i skorzystają mieszkańcy – dodał Stawiski.

Pewne jest, że pomiędzy marszałkiem Jabłońskim, a politykami z Dolnego Śląska, nie ma zwykłej chemii. Jednocześnie, Lubuszan nie interesują sympatie i antypatie, najważniejszego urzędnika samorządowego, oni oczekują od władz skuteczności.

Wszyscy jako radni troszczymy się o stan transportu w naszym województwie, ale w jego wypowiedziach (red.: marszałka) wyczuwamy daleko idącą złośliwość co do niektórych. Problem znamy od dawna, a pasażerów nie interesują braki komunikacyjne pomiędzy marszałkami. Nie interesują nas błędy w komunikacji – powiedziała Małgorzata Gośniowska-Kola, radna PiS.

Sam marszałek Jabłoński wydawał się tematem przejęty średnio. Kilku wypowiadających się radnych, zwróciło uwagę, że gdy przemawiali, nie było go na sali. Niektórzy zauważyli go za to w pomieszczeniu, gdzie serwowany był catering. To o niczym nie świadczy, co najwyżej o tym, że problemy w porozumieniu się z Dolnym Śląskiem, wynikają z problemów komunikacyjnych marszałka województwa lubuskiego.

od 7 lat
Wideo

iPolitycznie - Przemysław Czarnek

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na gazetalubuska.pl Gazeta Lubuska