reklama

Dlaczego w wyborach nie będziemy mieli wyboru? Inaczej: czy jest gdzieś prezydent wszystkich Polaków? Na kogo zagłosujesz? [OPINIA, SONDA]

Zbigniew BorekZaktualizowano 
Andrzej Duda może wygrać głosami swoich (czyli PiS-u) wyborców już pierwszą turę wyborów prezydenckich, a żaden kandydat podzielonej opozycji nie ma to szans fot. Polska Press Grupa
Tak, przyznaję się bez bicia (i piszę to bardziej jako wyborca niż dziennikarz): chciałbym, żeby wybory były prawdziwymi wyborami. Żebyśmy my, tak zwany elektorat – ten z prawa, lewa, środka i ten jeszcze niezdecydowany – mieli rzecz w wyborach najważniejszą: wybór. I żeby to nie był wybór między dżumą a cholerą czy głosowanie na „mniejsze zło”: nie tyle na kogoś, co przeciwko komuś.

Tak było przecież już w roku 2015 (a bywało i we wcześniejszych wyborach prezydenckich). Andrzej Duda nie został przecież prezydentem dzięki swojej osobowości i kompetencjom. Nie dzięki własnemu dorobkowi zawodowemu czy politycznemu. Nie dzięki temu nawet, że był z PiS. A w każdym razie nie tylko dzięki temu wszystkiemu. Prezydenturę zawdzięcza też głównemu rywalowi.

Trwa głosowanie...

W wyborach prezydenckich 2020 r. zagłosuję na:

Prezydentura Dudy to kalka kadencji Komorowskiego

Bronisław Komorowski był prezydentem nijakim, sprawującym urząd niesamodzielnie, podejmującym decyzje niemal wyłącznie po myśli ówczesnej partii rządzącej, z której się wywodził. Więcej niż umiarkowanie korzystał z prezydenckiej inicjatywy ustawodawczej. Jak wyliczył specjalizujący się w analizach politycznych Klub Jagielloński, zgłosił dwa razy mniej projektów niż prezydent Lech Kaczyński. Ich skuteczność była niska (tylko co druga stała się prawem), a kaliber mały. Komorowski dał się poznać jako prezydent bez polotu, brak klasy „nadrabiający” rzucaniem żartów, od których włos się jeżył nawet jego zwolennikom, zachowaniem urągający czasem powadze głowy państwa (np. w Japonii stanął na siedzeniu spikera parlamentu i wołał do członka swojej delegacji „chodź, szogunie!").

Deklarowane wartości i pochodzenie polityczne Andrzeja Dudy są oczywiście całkowicie odmienne, ale pod wieloma względami jego kadencja to niestety kalka prezydentury Komorowskiego.

Deklarowane wartości i pochodzenie polityczne Andrzeja Dudy są oczywiście całkowicie odmienne, ale pod wieloma względami jego kadencja to niestety kalka prezydentury Komorowskiego. Korzystanie z instrumentu weta przez Dudę jest pozorne. Inicjatywa ustawodawcza większa niż u Komorowskiego, ale też daleko jej do ofensywy Kaczyńskiego pod względem liczbowym, o wadze nie wspominając. Anegdoty o dzikich plemionach kanibali wygłaszane przez Dudę w obecności przedstawicieli państw afrykańskich mają w sobie tyle wdzięku, co dowcipy o męskim polowaniu, które Komorowski opowiadał prezydentowi Obamie.

Zobacz również: "Dojrzała decyzja" czy "tchórzostwo"? Komentarze po oświadczeniu D. Tuska, że nie wystartuje w wyborach prezydenckich

źródło: TVN 24

Owszem, w czasie prezydentury Dudy zostały zniesione wizy dla Polaków w USA, na jego korzyść przemawiają też postępy rozmów w sprawie baz amerykańskich w Polsce. To jednak zasługi także poprzednich ekip rządzących Polską i efekt sytuacji geopolitycznej. Z kolei brak politycznej samodzielności prezydenta jest tak widoczny, że aż irytujący – nieraz i dla jego zwolenników.
Podsumowując: trudno mówić o prezydenckim formacie (nie mylić z funkcją) tego polityka.

PiS wie, że Duda nie jest żadnym pewniakiem

Notowania urzędującego prezydenta wskazują, że jest on faworytem, ale nie żadnym pewniakiem przyszłorocznych wyborów. Komorowski miażdżył rywali w sondażach jeszcze wiosną roku wyborczego. Tymczasem z najnowszego - październikowego sondażu ośrodka badawczego Kantar wynika, że Dudę jako prezydenta dobrze oceniło tylko 49 proc. badanych (38 proc. było przeciwnego zdania, 13 proc. było niezdecydowanych). Negatywne opinie o działalności głowy państwa przeważają nad pozytywnymi wśród zwolenników PO, PSL i Lewicy (a także wśród ludzi, którzy nie chodzą też do kościoła, mieszkają w dużych miastach, są lepiej wykształceni i więcej zarabiają). Wyborcy PiS oceniają prezydenturę Dudy pozytywnie (97 proc. według sondażu Kantar). Problem dla PiS i Dudy jednak w tym, że głosy własnego elektoratu mogą nie wystarczyć do reelekcji.

Przemawia za tym kilka faktów:

  • Po pierwsze: w wyborach parlamentarnych sprzed miesiąca PiS zdobył 43,59 proc. W Sejmie ma większość tylko dzięki metodzie przeliczeniowej, która premiuje duże komitety. W Senacie, gdzie głosuje się i przelicza głosy „na człowieka”, a nie „na partię”, PiS już tej większości nie ma. Wybory prezydenta to też wybory większościowe – tu również bardziej kandyduje człowiek niż partia.
  • Po drugie: autorzy raportu „Polityczny cynizm Polaków” (jest efektem badań społecznych prowadzonych w lipcu i sierpniu przez Przemysława Sadurę i Sławomira Sierakowskiego z „Krytyki Politycznej”) szacują, że PiS ma 35 proc. elektoratu podstawowego (twardego, zdecydowanego do głosowania na to ugrupowanie). Andrzej Duda musiałby więc sięgnąć po niemal cały elektorat rezerwuarowy (taki, który zagłosuje na partię w sprzyjających okolicznościach), który jest szacowany na 20 proc. To piekielnie trudne zadanie. „Elektorat rezerwuarowy PO wydaje się dla swojej partii bardziej obiecującym zasobem niż dla PiS jego rezerwuarowe zaplecze, ponieważ częściej bierze udział w wyborach i częściej oddaje głosy na PO/N niż konkurenci na PiS” – czytamy w raporcie.
  • Po trzecie: w meczu „PiS kontra reszta świata” partia rządząca może się zawieść na swoich własnych wyborcach, których zwykło się uważać za skrajnie wręcz lojalnych. „Zwolennicy Kaczyńskiego nie chcą dla niego większości konstytucyjnej i widzą pożytek z istnienia opozycji” – czytamy w raporcie. Elektorat PiS nie jest też „ciemnym ludem, który wszystko kupi”, jak to swego czasu określił Jacek Kurski, który jako szef telewizji publicznej zamienił ją w tubę rządowej propagandy: „Wyborcy PiS nie są biernymi ofiarami propagandy mediów publicznych – blisko połowa z nich uważa je za stronnicze. Dużo częściej niż wyborcy PO deklarują oglądanie programów informacyjnych różnych telewizji, podczas gdy zwolennicy opozycji są wyraźnie bardziej przywiązani do przekazu stacji TVN”.

Wszystko wskazuje więc na to, że Andrzej Duda będzie musiał walczyć o każdy głos i nie tylko PiS-owski elektorat. Można się spodziewać, że w jego kampanię zostanie wprzęgnięty cały mechanizm rządzonego przez PiS państwa. To właściwie już się zaczęło. Ostatnie kontrowersyjne nominacje dla „twardogłowych”: Antoniego Macierewicza, Krystyny Pawłowicz czy Stanisława Piotrowicza to sygnał do konsolidacji skrajnych wyborców prawicy. „Ich lojalność jest starsza niż obietnice socjalne PiS. Najsilniejszą motywacją wydaje się niechęć, a nawet nienawiść do PO i partii lewicowych uważanych za reprezentantów wielkomiejskich elit” – piszą Sierakowski i Sadura. I cytują wypowiedź mieszkanki Puław: „Jak chyba większość ludzi przy wyborze kieruję się mniejszym złem (…). Nigdy w życiu by mi ręka nie poszła w lewą stronę, na czerwono, na SLD, coś takiego”.

Im bliżej będzie wyborów, tym więcej można się spodziewać sygnałów ze strony rządzących dla łagodniejszych zwolenników PiS i niezdecydowanych. Będą też zapewne kolejne transfery socjalne (coraz rzadziej nazywane przez opozycje rozdawnictwem). PiS świetnie opanował grę na tym instrumencie. Nie ogląda się na długofalowe konsekwencje ekonomiczne, bo wie, że wyborcy też się nimi nie przejmują. „Polscy wyborcy traktują polityków cynicznie. Dobrze widzą ich wady i patologiczne zachowania, ale godzą się na nie, jeśli tylko popierana przez nich partia zaspokaja ich dążenia lub interesy. PiS – kiedy stawia opór wielkomiejskiej, gardzącej społeczeństwem elicie, względnie gwarantuje hojne transfery socjalne. PO – kiedy nie przynosi wstydu w Europie, dba o wzrost gospodarczy i wolności demokratyczne” – czytamy w raporcie „Polityczny cynizm Polaków”.

Opozycja wie, że nic… nie wie

Elektorat podstawowy PO to 25 proc, a rezerwuarowy – 22 proc., co daje jej łączny pułap poparcia 47 proc. W przypadku Lewicy ten pułap sięga 20 proc. (w badanej grupie PSL miała wręcz problem z zaistnieniem w świadomości wyborców). O strategii wyborczej powinna więc decydować prosta matematyka. Andrzej Duda może wygrać głosami swoich (czyli PiS-u) wyborców już pierwszą turę wyborów prezydenckich, a żaden kandydat podzielonej opozycji nie ma to szans. Tymczasem PSL już wystawiło do prezydenckiego wyścigu swojego lidera Władysława Kosiniaka – Kamysza, Lewica skłania się w stronę Roberta Biedronia, a PO – po oficjalnej rezygnacji Donalda Tuska poważnie myśli o Małgorzacie Kidawie – Błońskiej, choć na giełdzie nazwisk pojawia się też Rafał Trzaskowski.

Więcej o rezygnacji Donalda Tuska z kandydowania w wyborach 2020:
Donald Tusk nie wystartuje w wyborach prezydenckich 2020. Dominik Tarczyński: Przewodniczący Tusk jest po prostu tchórzem

To moim zdaniem prosta droga do sromotnej porażki. Jako się rzekło: może nawet w pierwszej turze… Powód? Bez ogródek: jeszcze nie jesteśmy jako naród gotowi kulturowo i cywilizacyjnie do wybrania prezydentem kobiety czy zdeklarowanego homoseksualisty.

Potwierdzenie znajduję w raporcie „Polityczny cynizm Polaków” (powtórzmy jednak: przygotowanym przed wyborami parlamentarnymi, a nie prezydenckimi). Dla wyborców Lewicy oczywistym jest tylko to, że liderem powinien być… mężczyzna. „Biedroń, nic mu nie ujmując, to każdemu się kojarzy, haha, pedały, haha, tęcza i nic więcej” – mówi badaczom młody wyborca lewicy ze Skierniewic. Z kolei Władysław Kosiniak-Kamysz ma – uwaga! – dopiero zadatki na chadeckiego polityka z prawdziwego zdarzenia. Cieszy się sporym zaufaniem społecznym i charyzmą, ale o tym 38-latku można mówić dopiero w kategoriach politycznej przyszłości. A wybory prezydenckie czekają za rogiem.

Oczywiste mogłoby się wydawać wystawienie przez główne nurty opozycji jednego wspólnego kandydata. To musiałby być człowiek nie utożsamiany jednoznacznie z żadną z tych sił.

Następne wybory kontra następne pokolenia

Oczywiste mogłoby się wydawać wystawienie przez główne nurty opozycji jednego wspólnego kandydata. To musiałby być człowiek nie utożsamiany jednoznacznie z żadną z tych sił. Taki, który jest w stanie sięgnąć po umiarkowany elektorat PiS. Zwłaszcza, że ten elektorat zdaje się być na to otwarty. „Wyborcy Prawa i Sprawiedliwości nie chcą monopolu dla swojej partii, a nawet się go obawiają. Czują się bezpieczniej, gdy partia Jarosława Kaczyńskiego ma konkurencję” – piszą autorzy raportu „Polityczny cynizm Polaków” („Jestem zwolennikiem PiS-u, ale to nie jest tak, że ja im na tyle ufam, że chciałabym, żeby oni mieli całkowitą władzę i mogli robić, co chcieli” – mówi respondent z Torunia).

Według raportu wielu wyborców PiS uważa, że ich partia podlizuje się Kościołowi, łamie zasady demokracji, bywa oszołomska i obciachowa. Zależy im jednak bardzo na realizowanych przez PiS obietnicach socjalnych.

Nawet potencjalni wyborcy PO nie wierzą, że ta partia podtrzyma socjalne programy PiS

Z kolei nawet potencjalni wyborcy PO nie wierzą, że ta partia podtrzyma socjalne programy PiS. I konkluzje: „Pozyskanie wyborcy chwiejnego, zwłaszcza z polskiej prowincji, wymaga odświeżenia wizerunku zarówno przez PO, jak i SLD oraz PSL. Labilny elektorat potrzebuje nowych osób, którym można uwierzyć (…)”. „Aby zwrot socjalny i wizerunkowy był jakkolwiek wiarygodny, nie może to być tylko utrzymanie oferty PiS z selektywnym jej przelicytowaniem. To nie może być po prostu kilka postulatów usprawniających funkcjonowanie służby zdrowia czy też kolejne 500 lub 1000+. Wyborcy muszą dostać nowy produkt różniący się jakościowo od propozycji PiS, a zarazem konkretny” – piszą autorzy raportu.

Kto mógłby taką ofertę złożyć? Kto mógłby być przy tym wiarygodnym i na tyle „ponad podziałami”, żeby nie tylko byli w stanie zaakceptować go wyborcy opozycji, ale też partii rządzącej? Inaczej, choć górnolotnie, stawiając sprawę: kto mógłby być prezydentem wszystkich Polaków?

Według mnie ktoś pokroju (nie chodzi o nazwisko, lecz o format) Andrzeja Zolla, prawnika i profesora nauk prawnych. Życiorys ma prof. Zoll znakomity: był ekspertem prawnym Solidarności, przewodniczącym Państwowej Komisji Wyborczej, prezesem Trybunału Konstytucyjnego, rzecznikiem praw obywatelskich. Jest człowiekiem nienagannych manier, bezkompromisowym w głoszeniu swoich poglądów (np. „prawicowych” w sprawie aborcji czy „opozycyjnych” w kwestii dyktatury – takiego słowa używa – Kaczyńskiego). Naraził się wielu, ale trudno mu zarzucić uległość wobec kogokolwiek, tym bardziej zależności polityczne, partyjne czy biznesowe. Ktoś taki wśród kandydatów przywróciłby wyborom prezydenckim należną im rangę, a nam, wyborcom, dał rzeczywisty wybór.

Nie spodziewam się jednak takiej nominacji - ani żadnej innej w tym „stylu” - bo politycy w Polsce wolą myśleć o następnych wyborach niż o następnych pokoleniach.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3