Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Nowe porozumienie paradyskie na ratunek województwu lubuskiemu

Robert Bagiński
Grzegorz Walkowski
Włodarze trzech prezydenckich miast zwołują w grudniu konferencję pt. "Nowe porozumienie paradyskie". Na pięć miesięcy przed wyborami powstaje inicjatywa, która ma szansę zmienić układ sił w sejmiku.

Konferencja, na którą zapraszają prezydenci Gorzowa, Zielonej Góry oraz Nowej Soli, ma się odbyć 7 grudnia w pocysterskim zespole klasztornym w Gościkowie-Paradyżu. To właśnie tam, 13 marca 1998 roku parlamentarzyści dwóch ówczesnych województw: zielonogórskiego i gorzowskiego, podpisali wspólny apel do Rządu RP w sprawie utworzenia województwa lubuskiego. Bezdyskusyjnie, gdyby nie tamto spotkanie, Lubuskiego najprawdopodobniej by nie było.

Teraz, kolejny przełom w historii regionu, ma nastąpić na początku grudnia. O co chodzi samorządowcom, bo zaproszeni na konferencję są także burmistrzowie, wójtowie i starostowie, ale również radni różnych szczebli samorządu oraz politycy, dosłownie wykłada prezydent Gorzowa, Jacek Wójcicki.

– W przestrzeni publicznej pojawiły się mapy z propozycjami nowego podziału administracyjnego. W ramach tych propozycji województwo lubuskie przestanie istnieć i zostanie przyłączone do nowych, powstających, dużo większych niż obecnie - mówi prezydent Wójcicki. - Chcemy zaprotestować przeciwko takim planom, ale zwrócić też uwagę na to, że samorząd od chwili powstania jest nadmiernie przeciążony obowiązkami, za którymi nie idą wystarczające środki do ich realizacji. Skoro stać nas na monumentalne inwestycje, to powinno nas być stać także na to, aby faktycznie, a nie tylko pozornie, finansować zlecone działania – wyjaśnia Wójcicki.

Dawne porozumienia paradyskie, ale też przepisy określające rolę samorządów, a także pozycja Lubuskiego, mocno się już zdezaktualizowały.

– Od tamtego czasu upłynęło ćwierć wieku i to jest najlepszy moment na to, aby się spotkać i zastanowić, co się udało, a co wymaga poprawy i przyśpieszenia. Jako samorządowcy wiemy najlepiej, z praktyki i osobistych doświadczeń, co należy zrobić - wyjaśnia prezydent Zielonej Góry, Janusz Kubicki. – Chodzi też o to, aby powziąć działania na przyszłość, które naddadzą województwu nowego impetu. Wbrew pozorom – dodaje.

Choć trudno, aby inicjatywa nie była interpretowana w kategoriach politycznych, organizatorzy zapewniają, że nie jest ona wymierzona przeciwko partiom politycznym.

– Jako samorządowcy, powinniśmy się włączyć w wybory do sejmiku. Szyld bezpartyjności, ale też płynące wraz z nim idee i wartości, są w samorządzie wojewódzkim bardzo ważne - uważa z kolei prezydent Gorzowa.

Zaznacza przy tym, że samorządowcy nie chcą występować przeciwko politykom.

– Chcemy konsolidować ludzi sprzyjających równomiernemu rozwojowi województwa, sprzyjających samorządności, rozumiejących, że dla rozwoju Polski, ważny jest rozwój miast i regionów – wyjaśnia.

Wiadomo, że rozmowy pomiędzy samorządowcami trwały od dawna. Były też doświadczenia z przeszłości, ponieważ przez ostatnie dziewięć lat i przy dwóch elekcjach, próbowano doprowadzić do takiego porozumienia samorządowców, ale nigdy nie było tak, aby przystąpili do niej wszyscy lubuscy prezydenci. Dwukrotnie wyłamywali się w ostatniej chwili prezydenci Gorzowa: w 2014 roku, Tadeusz Jędrzejczak, a w 2018 roku, Jacek Wójcicki. – Teraz jesteśmy wszyscy zwarci i gotowi do działania i wspierania innych, aby nikt już nie mylił Lubuskiego z Lubelskim - mówi Kubicki.

O tym, że nic nie jest dane raz na zawsze, także status samodzielnego województwa, mówi inny z inicjatorów „Nowego porozumienia paradyskiego”, burmistrz Gubina, Bartłomiej Bartczak.

– Musimy zrobić wszystko, aby utrzymać województwo lubuskie, bo dla wielu wcale nie jest oczywiste, że ono musi istnieć – stawia sprawę jasno i bez ceregieli. – Może nie jest ono bogate i potężne, tak jak nasi sąsiedzi z Dolnego Śląska lub Wielkopolski, ale jest nasze i dzięki temu możemy je kształtować w taki sposób, by jak najlepiej służyło mieszkańcom - dodaje.

Burmistrz Bartczak, zwraca uwagę na źródła, które przyczyniły się do tego, że istnienie Lubuskiego może być zagrożone.

– Nasz region wyniszczyły od środka wewnętrzne konflikty polityczne, te ciągłe awantury, które nie zawsze, albo nigdy, nie miały nic wspólnego z interesem regionu. Brakuje mi faktycznego działania na rzecz lubuskiej racji stanu, tak niezależnie od poglądów – mówi burmistrz Gubina.

- Mam nadzieję, że tak jak ćwierć wieku temu, tak i teraz, nasze porozumienie będzie miało ogromny potencjał do korzystnych dla województwa zmian. Miejsce nie jest przypadkowe, więc liczę na to, że to będzie punkt zwrotny dla dobrych zmian w Lubuskiem - mówi inny z zaangażowanych w przedsięwzięcie samorządowców, starosta sulęciński, Tomasz Jaskuła. Był kandydatem samorządowców w ostatnich wyborach do Senatu. – Rozmawiałem z setkami Lubuszan, a ich głos można zamknąć w jednym zdaniu: mniej polityki, więcej logiki - podpowiada starosta.

Inicjatywa jest teraz po stronie samorządowców. Swoimi wizjami muszą zarazić nie tylko zainteresowanych udziałem w wyborach jako kandydaci, ale przede wszystkim zwykłych wyborców. Najbliższe wybory odbędą się w idealnym momencie. Po długiej i wyczerpującej kampanii do Sejmu i Senatu i przed kolejną brutalną kampanią do Parlamentu Europejskiego. Umiar, autorytet i doświadczenie samorządowców, mogą być kluczowe.

- Trzeba oddać województwo samorządowcom, którzy reprezentują mieszkańców, a nie partie polityczne. Nie oznacza to oczywiście, że wśród polityków partyjnych nie ma ludzi, którzy rozumieją tę ideę, dlatego zaproszenia wysłaliśmy również do nich - mówi prezydent Kubicki.

On sam, jak też burmistrz Bartczak, mogą być niespodziankami tegorocznych wyborów do sejmiku. Jak niesie samorządowa wieść, obaj chcą wzmocnić listy i rezygnując z reelekcji na fotel włodarzy, mogą wystartować jako kandydaci na radnych.

Nie jest tajemnicą, że dodatkową szansę dla samorządowców stwarza fakt, że wielu rozpoznawalnych działaczy PO i PSL obejmie stanowiska w administracji rządowej, a na listach wyborczych nie będzie zbytnio kim ich zastąpić. Inna sprawa, że listy wyborcze PiS zapewne wypełnią byli urzędnicy. Wszystko to może być mało, aby przebić ofertę ludzi, którzy kojarzą się z pracą u podstaw, a nie aktywnością na rzecz partii.

– Ławka jest krótka. Jedno przejdą z samorządu do administracji, inni będą próbować przejść z administracji do samorządu, ale kolejnej podmianki wyborcy chyba już nie kupią - mówi wójt jednej z gmin.

od 7 lat
Wideo

Tadeusz Płużański - Dlaczego warto pielęgnować pamięć o wyklętych

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na gazetalubuska.pl Gazeta Lubuska