Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Polak i spółka zarobili krocie! To prawie 7 milionów złotych

Robert Bagiński
Chociaż w administracji zarobili gigantyczne pieniądze, niektórzy wykorzystują swoje stanowiska do prowadzenia agitacji wyborczej pod pretekstem promowania eventów i wydarzeń.
Chociaż w administracji zarobili gigantyczne pieniądze, niektórzy wykorzystują swoje stanowiska do prowadzenia agitacji wyborczej pod pretekstem promowania eventów i wydarzeń. Archiwum GL
Na pięciu członków zarządu województwa, aż czterech kandyduje do parlamentu. Za ich łączne zarobki, prawie 7 milionów złotych, można by np. wybudować w wiosce szkołę.

Chociaż w administracji zarobili gigantyczne pieniądze i powinno być ich na wiele stać, niektórzy z nich, w sposób nieetyczny, a nawet wątpliwy prawnie, wykorzystują swoje stanowiska oraz pozycję, do prowadzenia agitacji wyborczej pod pretekstem promowania eventów i wydarzeń. Do Sejmu z list Koalicji Obywatelskiej kandyduje marszałek województwa Elżbieta Polak, ale również wicemarszałkowie z PSL: Stanisław Tomczyszyn oraz Łukasz Porycki. Nową Lewicę reprezentuje członek zarządu województwa, Tadeusz Jędrzejczak.

Osoby publiczne, angażujące się w agitację na rzecz komitetów wyborczych, obowiązane są ściśle oddzielać taką działalność od swojej działalności związanej z wykonywaną funkcją publiczną – napisał w wyjaśnieniach dotyczących udziału wyborach osób pełniących funkcje publiczne, Sylwester Marciniak, przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej. - Niestosowanie się do tej zasady oznaczać będzie wydatkowanie na kampanię wyborczą środków przeznaczonych na finansowanie działań niezwiązanych z wyborami – wyjaśnił.

Zdaniem szefa PKW, taka działalność m.in. niektórych członków zarządu województwa lubuskiego, „naruszałoby zasady finansowania komitetów wyborczych określone w Kodeksie wyborczym”. Jak wyjaśnił, nie zostanie ona bez konsekwencji, nawet jeśli dane osoby zostaną wybrane do parlamentu. - Skutkiem takich działań mogłoby być odrzucenie sprawozdania finansowego komitetu wyborczego oraz odpowiedzialność karna – czytamy w stanowisku. Według sędziego Marciniaka z PKW, takie działania są sprzeczne z zasadami dobrze pojmowanej kultury politycznej i są powszechnie odbierane jako obejście prawa.

PKW zwraca również uwagę na fakt, że wszystkie działania osób publicznych biorących udział w wyborach, powinny być transparentne. Tu najwięcej za uszami ma marszałek Polak i nie chodzi tylko o biegunkę eventów, konferencji, kongresów i pikników. Chcieliśmy uzyskać informacje na temat jej delegacji służbowych, ich kosztów oraz celowości m.in. na wydarzenia o charakterze politycznym, które nie miały nic wspólnego z regionem. Urząd przeciągał sprawę i w końcu zostaliśmy poproszeni o wykazanie „interesu społecznego”, co też uczyniliśmy. Wtedy otrzymaliśmy informację, że UMWL przedłuża udzielenie odpowiedzi o… 2 miesiące tj. do listopada.

Postanowiliśmy tą dziwną sytuację wyjaśnić. – Dlaczego Marszałek Elżbieta Polak i podległa jej administracja, próbuje uniemożliwić opinii publicznej uzyskanie informacji na temat jej delegacji służbowych? Czy Marszałek Polak chce ukryć przed opinią publiczną ilość tych delegacji, a także fakt, iż wiele z nich nie maiło żadnego związku z Lubuskiem lub sprawowaną funkcją, a jedynie aktywnością polityczną? – takie pytania wysłaliśmy do rzecznika prasowego zarządu województwa, Pawła Kozłowskiego. Obiecał udzielić informacji, ale po 14 dniach. Z sobie tylko znanych powodów, najprawdopodobniej broniąc swoją przełożoną przed niewygodnymi informacjami, nie dotrzymał nawet tego terminu.

Tymczasem część regionu, została obwieszona banerami z podobizną marszałek Polak oraz wicemarszałka Tomczyszyna. Pierwsze „promowały” winobranie w Zaborze, badania mammograficzne oraz różne wydarzenia finansowane ze środków Unii Europejskiej, a drugie zachęcały do kupowania lubuskiego miodu i były finansowane przez Lubuskie Centrum Produktu Regionalnego. Według tej samej zasady, w jednym z tygodników, wicemarszałek z PSL wykupił kilka tygodni temu ogłoszenia, za które również nie płacił z własnej kieszeni, choć ich zasadniczym celem było promowanie jego osoby.

- Bardzo się dziwię takiej postawie tych polityków. To jest skandaliczne wykorzystywanie pełnionych funkcji. Bardzo przykre, że ludzie, którzy zarabiają potężne pieniądze jeszcze, sięgają po sztuczki, żeby na swoje kampanijne potrzeby wykorzystać publiczne - uważa Michał Motowidełko, wicestarosta świebodziński i kandydat PiS do Sejmu. - Ludzie to widzą i kiepsko to wygląda, zwłaszcza, że wszyscy inni kandydaci prowadzą kampanią w sposób transparentny i potrafią oddzielić kampanię od pracy zawodowej – dodaje.

Wicestarosta świebodziński ma rację, czwórka kandydatów z KO i PSL, którzy są jednocześnie członkami zarządu województwa, przez wszystkie swoje lata pracy w Urzędzie Marszałkowskim, zarobili bardzo duże pieniądze i nie powinni mieć problemów z finansowaniem kampanii. Elżbieta Polak, jako wicemarszałek i marszałek województwa zarobiła w sumie 2 172 090 zł, wicemarszałek Tomczyszyn, który ma najdłuższy urzędowy staż, wyciągnął kwotę 2 124 549 zł, a inny z wiarusów lubuskiej polityki, który akurat zachowuje się etycznie, Tadeusz Jędrzejczak, od 2016 roku zarobił w UMWL 1 332 861 zł.

Z finansowaniem swojej kampanii wyborczej, nie powinien mieć problemów również najmłodszy stażem wicemarszałek z PSL, a wcześniej dyrektor w urzędzie, Łukasz Porycki. Urzędnicze funkcje dały mu szansę zarobkowania również w radach nadzorczych: Zakładu Wodociągów i Kanalizacji w Zielonej Górze, a następnie Miejskim Zakładzie Komunikacji w Gorzowie. Przez wszystkie lata, zarobił w tych miejscach 1 289 324,93 zł. A jednak, trudno o jednoznaczna opinię, że potrafi oddzielać funkcję publiczną od roli kandydata w wyborach.

Kwota zarobków wszystkich „urzędowych” kandydatów do Sejmu przez wszystkie lata piastowania przez nich funkcji w UMWL, a także w ramach innych zajęć do których zostali doproszeni w związku z nimi (rady nadzorcze), to 6 920 824,93 zł. Za te środki, można by w niewielkiej miejscowości wybudować kanalizację, albo małą szkołę lub salę gimnastyczną. Oczywiście zostały przez nich uczciwie zarobione, ale kiedy w kampanii wyborczej sięgają po triki i sztuczki, niesmak pozostaje.

Całkiem inną sprawą jest to, czy w Urzędzie Marszałkowskim ma kto pracować i zarządzać jednostkami, które w ostatnich latach targane były doniesieniami o nieprawidłowościach, złej atmosferze oraz ewidentnych błędach, kiedy cztery piąte członków zarządu województwa, zaangażowanych jest w kampanię. Może dają radę, skoro urlopu nikt nie wziął, co daje kolejne bonusy w kampanii: służbowy samochód z kierowcą, obsługę kancelaryjną oraz prasową UMWL.

Zobacz również:

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Węgry w końcu na TAK, Szwecja wstąpi do NATO

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na gazetalubuska.pl Gazeta Lubuska