Tacy, co widzą milion, patrząc na tysiąc - felieton Macina Kędryny

Marcin Kędryna
Udostępnij:
Wydawać by się mogło, że arytmetyka nie powinna się poddawać światopoglądowi. Jednak z niewiadomych przyczyn dwadzieścia tysięcy śpiewających na placu Piłsudskiego pierwszego sierpnia warszawiaków (i przyjezdnych) wyglądała na lekko licząc z pięć razy większe zgromadzenie, niż sto tysięcy kobiet maszerujących w czarnym marszu. Z niewiadomych? Z wiadomych.

Dyskutowałem z rok temu o liczebności proaborcyjnych protestów z pewną zaangażowaną dwudziestolatką. Była pełna wiary w zaangażowanie milionów polskich kobiet. Logiczne wyliczenia owocowały łzami w oczach. Mity to ważna rzecz.

Znam pewnego działacza społeczno-politycznego ze zdecydowanie przeciwnej niż tamta dwudziestolatka światopoglądowej strony, któremu zdarzało się zapowiadać milionowe marsze na Warszawę. Z miliona robiło się francuskie mille, ale jakoś mu to nie przeszkadzało. I po jakimś czasie znowu mówić o milionie, który na Warszawę pomaszeruje.

Licytowanie się na liczby demonstrantów nie ma w Polsce specjalnego sensu. Z jednej strony nie zbudowaliśmy społeczeństwa obywatelskiego, które by się en masse angażowało w kwestie polityczne, z drugiej mimo wszystko nie dzieje się nic takiego, co by było w stanie na tyle rozjuszyć tzw. normalnych ludzi, by poszanowania swoich praw szukali na ulicy. Wolą w liczbie nieosiągalnej dla politycznych demonstracji przyjść w rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego na plac Piłsudskiego, śpiewać piosenki i krzyczeć od czasu, do czasu „Cześć i chwała bohaterom!”

Łaziłem przez trzy dni po Warszawie, co chwilę ktoś pytał mnie o aferę w gorzowskim WORD. Pytali dziennikarze, pytali politycy. Najciekawszą jednak rozmowę miałem z pewnym znanym specjalistą od komunikacji, który wyraził wdzięczność „Gazecie Lubuskiej”, bo dzięki jej tekstom, będzie mógł tłumaczyć studentom, jak się nie zachowywać w przypadku kryzysowej sytuacji. I to było jeszcze przed konferencją, na której przedstawiciele Urzędu Marszałkowskiemu ogłosili, że odwołują dyrektora WORD. Przedstawiciele Urzędu Marszałkowskiego ogłaszali to razem z szefem wojewódzkich struktur Platformy. Próbowałem w tym jakąś logikę odnaleźć, bo wszyscy obecni powtarzali jak mantrę, że sprawa nie jest polityczna. Koledzy wyjaśnili mi później, że szef struktur Platformy nazywany jest nadmarszałkiem, bo się tak właśnie w urzędzie marszałkowskim zachowuje.

Rzeczony nadmarszałek zachował się zresztą z całego towarzystwa w sprawie najracjonalniej, gdyż stosunkowo szybko doprowadził do zawieszenia ex-dyrektora WORD w prawach członka partii. Czyli zrobił to, co do szefa struktur należało. No i w przeciwieństwie do partyjnych koleżanek i kolegów nie robił rzeczy, które – jak to mówią – wypełniają znamiona czegoś, co się nazywa victim shaming. No właśnie. Znany specjalista od komunikacji o tym też będzie opowiadał studentom.

Ofiara nie poszła do prokuratury. Nie poszła, gdyż sprawca na co dzień epatował swoimi wieloletnimi znajomościami z przedstawicielami organów. Różnych. Ofiara nie poszła do Państwowej Inspekcji Pracy. PIP ma teraz robić za arbitra w sprawie mobbingu. I w sprawie gorzowskiej, i w sprawie Tomasza Lisa. A nie robi. Inspektor może porozmawiać z pracodawcą, może zalecić wprowadzenie polityki antymobbingowej, zlecić przeprowadzenie anonimowej ankiety, ale nie może orzec, czy mobbing miał miejsce, gdyż zrobić to może tylko sąd.

Znowu piszę wsobny tekst, bo prawdopodobnie nikt z Państwa nie oglądał tej konferencji. Jest na facebookowym koncie Lubuskiego Centrum Informacyjnego. Idąc w ślady znanego specjalisty od komunikacji, polecam do analizy studentom. I wyborcom. I wyborczyniom. Warto zobaczyć co osoby, które przez lata odmieniały przez wszystkie przypadki kwestie praw kobiet mówią o ofiarach mobbingu i molestowania. Domniemanych – dodam z procesowej ostrożności, bo teraz ciągle ktoś nas sądem straszy. Nas, ofiary (domniemane), i pewnie zaraz innych, którzy coś na temat sprawy będą mieć do powiedzenia. Cóż, jedni widzą milion patrząc na tysiąc, inni uważają, że mogą robić dowolne świństwa i nikt tego nie zauważy, bo są tacy fajni. A nie są.

CZYTAJ INNE OPINIE:

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Kolejny krok krok do reparacji dla Polski - video flesz

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

y
yarozbaw
A tera do aŁtora Marcina.

Mercin ty cóś zróp z tym zarostem bo wyglondasz jak --uj spod koca !
G
Gość
Janusz Rewers O kabarecie Neo-Nówka

''Czy dziś ktoś wyobraża sobie parodię rządu PiS w TVP? Zniknęły też kabaretony z TVP, bo ta władza boi się żartów z siebie. Ale właśnie obserwujemy, że chyba słusznie się boi - mówi Janusz Rewers po wstrząsie, jaki wywołał skecz kabaretu Neo-Nówka.

Skecz "Wigilia 2022" kabaretu Neo-Nówka bije rekordy popularności. W sieci miał nawet po 2 mln wyświetleń dziennie. Występ kabaretu w amfiteatrze w Koszalinie, który transmitował Polsat, wywołał burzę w mediach społecznościowych. Ze sceny leciała ostra krytyka rządu i PiS. ''
K
Krul Bul
Chciałoby się rzec: król jest nagi. Ale to przecież nie król - to członek Platformy O. wynurzający się z rynsztoka. I drugi, trzeci, czwarty...
Więcej informacji na stronie głównej Gazeta Lubuska
Dodaj ogłoszenie