Nasza Loteria - pasek na kartach artykułów

Przekroczona granica - komentarz Janusza Życzkowskiego

Janusz Życzkowski
Co sprawia, że z taką pewnością wydaję werdykt i stawiam tezę o przekroczonej granicy smaku i artystycznej wolności? Dlaczego nie mam wątpliwości, że należy jednoznacznie krytycznie spojrzeć na autorkę i jej dzieło?

Skandaliczny, kłamliwy i zły. Tyle wiem o filmie “Zielona granica”. Wiem, chociaż go nie oglądałem i prawdopodobnie nigdy go nie zobaczę. Co sprawia, że z taką pewnością wydaję werdykt i stawiam tezę o przekroczonej granicy smaku i artystycznej wolności? Dlaczego nie mam wątpliwości, że należy jednoznacznie krytycznie spojrzeć na autorkę i jej dzieło? Po pierwsze czas i miejsce akcji. Hybrydowa wojna z Rosją i Białorusią jeszcze się nie skończyła. Presja na granicę nadal trwa i każdego dnia setki osób próbują forsować stalową zaporę. Hybrydowa wojna to szereg podejmowanych działań, które mają zdestabilizować sytuację wewnętrzną i doprowadzić do rozedrgania opinii publicznej w ściśle określonym czasie. To działania propagandowe, a więc rażenie nie tyle nieprzyjacielskim ogniem, co przekazem, na który składają się słowa i obrazy. Także film, który łączy jedno i drugie. Ten konkretny nigdy nie był dziełem sztuki. Jego autorka, być może skorzystała z narzędzi i doświadczeń, które gromadziła przez lata, ale to tylko technika, bez wolnego ducha dziewiątej z muz.

Dziś, wykorzystała wszystko w jednym celu. Postanowiła uderzyć we własne państwo i naród, który to państwo stanowi. Państwo opresyjne i państwo złe - tak je pokazała. Dzisiejsze zwiastuny filmowe, to cały obraz w pigułce. Tyle wystarczy by przekonać się o wielkiej manipulacji, szantażu emocjonalnym i dehumanizacji na olbrzymią skalę. Odczłowieczeniu tych, którzy w trudnym dla nas wszystkich momencie stoją na pierwszej linii i muszą wywiązać się ze swojej służby. Służby, którą w naiwnej publicystyce konfrontuje się z wyimaginowanym ludzkim losem, naturalnymi ludzkimi odruchami i współczuciem.

A co z emocjami funkcjonariuszy? Są tam również dziś. I to kolejny powód, dla którego obraz jak ten, nigdy nie powinien się ukazać. Tej granicy pilnują ludzie. Nasi rodacy, którzy mają rodziny i dzieci. Których zadaniem jest fizyczna obrona przed naporem ze wschodu. Tu nie ma miejsca na dyskusję. Nie dziś i nie teraz. Ale pani Holland nie liczy się z nikim i z niczym. Przekonana o swej epokowej roli zachowuje się jak zuchwały podpalacz, który wznieciwszy płomienie, napawa się ich blaskiem i z satysfakcją patrzy jak języki ognia trawią belki i krokwie. Spokojnie, nie spłonie do końca, ale zostawi ślad, o którym długo będziemy pamiętali...

Czytaj także:

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Odszkodowania i nowe miejsce dla działkowiczów w Trzebini

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na gazetalubuska.pl Gazeta Lubuska